W odpowiedzi na list wicepremiera prof. dr. hab. Piotra Glińskiego przypominamy, że to kierowane przez wicepremiera Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powołało oraz finansuje Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej oraz Fundusz Patriotyczny środkami publicznymi, czyli z budżetu państwa. Ponosi z tego tytułu odpowiedzialność, moralną i polityczną, za firmowane przez nie projekty. Dowodem na to jest logotyp MKiDN umieszczany na plakatach, które w omawianym przez nas przypadku zestawia wizerunki prezydenta, kanclerza i ambasadora RFN ze zdjęciami niemieckich zbrodniarzy wojennych: m.in. Hitlera, Goebbelsa, Franka. Wierzymy, że jako wicepremier polskiego rządu, minister kultury oraz intelektualista dostrzega Pan fakt, iż od 72 lat Niemcy są krajem demokratycznym. A jeśli tak, to z pewnością rozumie Pan, że porównywanie go z państwem nazistowskim jest obraźliwe.

Czytaj więcej

Piotr Gliński: Cień na relacjach

Nie mamy wątpliwości, że analogicznie – z zasadnym oburzeniem – zareagowałby Pan na kampanię finansowaną ze środków publicznych obcego państwa, która miałaby na celu uzyskanie zwrotu mienia zagrabionego obywatelom II RP przez władze komunistyczne, a w której rząd Mateusza Morawieckiego byłby porównywany ze zbrodniczą ekipą Bieruta.

Przywołany przez Pana przykład Grecji, w której podczas ostatniego kryzysu finansowego kanclerz Merkel była portretowana w mundurze Gestapo, jest nieadekwatny. Prowokacyjne obrazy pojawiły się wówczas w prywatnych mediach i nie były finansowane ze środków publicznych ani sygnowane logotypami greckich instytucji rządowych. Ufamy, że dostrzega Pan tę różnicę.

Wierzymy również, że jako osoba, która od lat interesuje się życiem społeczno-politycznym, dostrzega Pan, że istnieje taka forma dziennikarska, jak wypowiedzi „off the record". Dla pewności: chodzi o powszechnie stosowaną w wolnym świecie formę, w której źródła są na własne życzenie zanonimizowane, bowiem nie są upoważnione do przekazywania określonych informacji lub byłoby to niebezpieczne dla ich pozycji zawodowej. Informacje przekazują jednak dla dobra publicznego. Bez takiej formy kontrola władz i opisywanie życia politycznego nie byłyby możliwe. Więcej, wytrawni politycy korzystają z pojawiających się w mediach wiadomości „off the record" dla lepszego rozeznania opinii panujących w innych krajach.

Mamy też nadzieję, że nie umknęło Pańskiej uwadze, iż „Rzeczpospolita" przez z górą trzy dekady publikowała dziesiątki tekstów poświęconych problemom praw polskiej mniejszości w Niemczech, reparacjom czy zwrotom zrabowanych w czasie wojny dzieł sztuki. Tymczasem firmowanej przez Pański resort kampanii plakatowej poświęciliśmy jeden tekst. Wydaje nam się, że nie jest trudno uchwycić odmienne proporcje.

Czytaj więcej

Kontrowersyjne plakaty. Niemcy apelowały do polskich władz o zaprzestanie kampanii

Cieszy nas Pańska deklaracja o wspieraniu wolności działań artystycznych. Jesteśmy w tej sprawie – jako wyznawcy zasady wolności słowa – sojusznikami. Nie mniej świetnie rozumiemy, że odwrotną stroną wolności jest odpowiedzialność. W naszym wypadku za dobro czytelnika. W Pańskim – za najbardziej żywotne interesy Polski i jej mieszkańców. Pozostaniemy w przekonaniu, że popierana przez Pana akcja artysty Wojciecha Korkucia drastycznie i wulgarnie im szkodzi.