Seweryn Blumsztajn w „Gazecie Wyborczej” opowiada o ekstremizmie kiboli:
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Kiedy mobilizuje się stadionowych bandytów z całego kraju, to nie należy opowiadać o pokojowej demonstracji. Kibole zjechali do Warszawy nie po to przecież, żeby się pokłonić Romanowi Dmowskiemu. Głośno krzyczeli, że chcą bić pedałów i je...ć policję. I rzucili się na policję, kiedy ich nie dopuściła do pedałów. Nie dało się tego wszystkiego zasłonić biało-czerwonymi sztandarami. Zresztą uczestnicy marszu nie palili się tak bardzo do patriotycznych symboli - ONR szedł np. pod przedwojennym żółto-czerwonym.
Redaktor „GW”, jakżeby inaczej, wskazuje winnych tego typu ekscesom i chwali blokadę lewicowych anarchistów:
Marsz Niepodległości przegrał dlatego, że pokazał swoją prawdziwą kibolską twarz, ale radykalna prawica zamanifestowała swoją siłę. Zgromadzenie Kolorowej Niepodległej dzięki zdecydowanej i sprawnej akcji policji odniosło symboliczny sukces - obroniło Marszałkowską. I w dodatku blokujący wyszli z tego żywi. Ale widać już, że blokadami i policją nie zatrzymamy ani radykalnej nacjonalistycznej prawicy, ani potężniejącej fali kibolskiej przemocy.
Z kolei redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Tomasz Wróblewski zauważa:
Antifa – jak sami nazwali swoje występy anarchiści i intelektualiści „Krytyki Politycznej” – była kolorowa i ponadnarodowa. Kolorowe były chusty zasłaniające twarze lewicowych bojówkarzy, czarne i czerwone były transparenty blokujące trasę legalnego marszu, a światowi byli zadymiarze importowani prosto z Niemiec na obchody 93. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Mniejsza o łamanie prawa do manifestacji. Mniejsza o porządek czy szacunek dla historii. Ale 11 listopada 2011 r. oficjalnie potwierdziła swoje istnienie nowa siła na polskiej scenie politycznej – militarystyczna lewica.
Zjawisko znane z Aten, Rzymu, Madrytu, Londynu, w Polsce dotąd bardziej deklaratywne niż stanowiące fizyczne zagrożenie dla porządku. Siła doskonale zorganizowana, nie tylko, jak już pisaliśmy, zdolna do szkolenia zaczepnych oddziałów, powiązana z ekstremalnymi organizacjami w zachodniej Europie, ale też korzystająca z zaplecza intelektualnego – popularnego wydawnictwa i klubów politycznych w całej Polsce. Zaplecza na tyle prężnego, żeby wmawiać mediom i opinii publicznej, że większym zagrożeniem jest marsz niż rozbijające go bojówki. Że hasła narodowe czy biało-czerwone flagi są groźniejsze niż glany i drzewce od zerwanych chorągwi.
Tomasz Wróblewski podsumowuje:
Narastającą agresję skrajnej lewicy socjolodzy czasem tłumaczą kryzysem. Frustracją sprowokowaną śmieciowymi umowami i brakiem perspektyw. I pewnie można tu szukać paraleli z poprzednim wielkim kryzysem oraz karierą skrajnie lewicowych ruchów po 1929 roku – z faszyzmem i komunizmem. Ale sporo tłumaczą też coraz silniej lewicujące zachodnie rządy. Niechętne reformowaniu kosztownych systemów socjalnych, przyjaźniejsze związkom zawodowym niż przedsiębiorcom. Skore do obwiniania i dodatkowego opodatkowywania bankierów.
Jesteśmy ciekawi, co o wydarzeniach na Marszu Niepodległości sądzą nasi Czytelnicy? Jak oceniacie Państwo wydarzenia w Warszawie?