Słuchając przedstawicieli związków zawodowych, można by odnieść wrażenie, że rząd Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego to gabinet krwawych kapitalistów i neoliberałów likwidujących prawa pracownicze. Nie trzeba być jednak przenikliwym obserwatorem polityki rządu PO-PSL, by uznać, że to teza nie do obrony.
Po pierwsze, premier sam ostatnio tłumaczył swoje odejście od liberalizmu gospodarczego, mówiąc, że im dłużej rządzi, tym bardziej staje się socjaldemokratyczny. Eksperci i przedsiębiorcy mają nieustannie pretensje do rządu, że jest za mało prorynkowy, że zmarnował czas kryzysu, który był dobrym momentem na głębokie reformy.