Różnie obchodzi się w różnych krajach święta narodowe. Wiadomo: co kraj, to tradycja. Tu fajerwerki, tam defilady, gdzie indziej znowu imprezy, koncerty, wydarzenia sportowe. Ponieważ jednak my jesteśmy narodem dość niezwykłym (ze wszystkimi tego zaletami i wadami), to mamy swoją unikalną tradycję, która przyćmiewa wszystkie inne formy świętowania. Nie dla nas jest apolityczne celebrowanie swojej tożsamości, przypominanie chwalebnych kart historii, podkreślanie że mimo podziałów coś jednak nas łączy (tak jak potrafiło połączyć nawet Dmowskiego i Piłsudskiego prawie sto lat temu).
Polska jest hipsterką, więc do takich mejnstrimowych rzeczy się nie zbliża. A skoro jest okazja, żeby się solidnie pokłócić, to nie można takiej okazji zmarnować. Stąd jedenastolisotpadowa tradycja kłótni. Kłótnia może się wydawać dość powszednia - i w rzeczy samej tak jest - tylko że w tym szczególnym dniu jest bardzo
To nie dla nas. Nigdzie nie widać tego lepiej niż w internecie (znany cytat przypisywany S. Lemowi "Dopóki nie zajrzałem do internetu nie wiedziałem, że jest na świecie tylu idiotów" jest w tym przypadku więcej niż adekwatny). W ten dzień, każda strona każdego podziału potwierdza najgorsze stereotypy o sobie.
Mamy więc reprezentantów strony lewej, którzy szlifują opinię o sobie jako o samonienawidzących się Polakach i prowokatorów, umacniających polskie poczucie niższości.
Dlaczego jestem przeciw niepodległości? Bo to podległość, podległość wobec złotego cielca. Wierzę, że moglibyśmy być bardziej niepodlegli - jako ludzie i jako Polacy - w wielkim państwie europejskim. A nawet jeszcze większym.
- to Tomasz Piątek na łamach "Gazety Wyborczej". W tym samym piśmie, specjalnie na ten dzień upamiętniający wyjście spod zaborów mamy też przygotowany wywiad z historykiem Janem Sową pod wiele mówiącym tytułem:
Rozbiory oznaczały dla Polski postęp i modernizację
I nie jest to tylko wyjęty z kontekstu cytat, ale właśnie myśl przewodnia całej rozmowy. Na deser mamy też Marka Siwca, który daje dowód nie tylko na dość drętwe poczucie humoru, ale też na to, że odczuwa wyraźny dyskomfort z otaczającego ten dzień ducha patriotyzmu.
Chyba zaczyna nas opanowywać histeria. To, co każdego innego dnia jest naturalne i fajne, 11 Listopada musi być podniosłe i patriotyczne. Mamy więc patriotyczne biegi, gotowanie rosołu, układanie puzzli i śpiewanie pieśni. Oczywiście patriotyczne są też msze, a od wczoraj trwają przemówienia i manifestacje lokalne. Wszystkie, rzecz jasna, patriotyczne. Otoczony taką atmosferą postanowiłem włączyć się do obchodów.
Tradycyjna zielona herbata, którą spożywam co rano, nie okazała się niestety lepsza. Może z powodu koloru? Jednak już spacer z psami wśród narodowych flag miał coś podniosłego w sobie. (...)
I tak dalej, i tak dalej. Tradycyjnie nie zawiodła też druga strona, która nie dała zapomnieć, że cieszy się opinią oszołomów mających cokolwiek słaby kontakt z rzeczywistością. Ale tutaj cytatów już nie potrzeba. Dowodów nie trzeba nawet szukać