Z tego artykułu dowiesz się:
- Co śledczy ustalili na podstawie listu z Naddniestrza i dlaczego ślady DNA nie potwierdzają miejsca pobytu posła.
- Na czym polega operacja zmylenia tropów, którą według służb może prowadzić były wiceminister.
- Dlaczego poszukiwania Marcina Romanowskiego zaangażowały tak wiele służb i stały się dla nich kwestią ambicjonalną.
- Jaki jest strategiczny cel ucieczki posła i kto, według źródeł, może profesjonalnie wspierać go w ukrywaniu się.
List do polskiego sądu wysłany 25 lipca z poczty w Tyraspolu, który jest wnioskiem o list żelazny nosi biologiczne ślady Marcina Romanowskiego – ustaliła „Rzeczpospolita”. Z naszych informacji wynika, że śledczy skłaniają się do wersji, iż autorem listu rzeczywiście jest poseł PiS, ale sam list został wysłany z miejsca odległego od tego, w którym były wiceminister rzeczywiście przebywa.
Od ponad dwóch tygodni polskie służby próbują zweryfikować miejsce pobytu Marcina Romanowskiego w stolicy Naddniestrza – Tyraspolu. Marcin Romanowski jest poszukiwany przez polskie służby niczym najgroźniejszy przestępca przez kilka służb jednocześnie – co w przypadku podejrzanego o przestępstwa urzędnicze, jest działaniem nietypowym – tak poszukuje się sprawców najpoważniejszych przestępstw skierowanych przeciwko życiu i zdrowiu.
Monitoring w Naddniestrzu jest rzadkością, ale na poczcie w Tyraspolu lub w jej rejonie miała być zainstalowana jedna kamera
– Marcin Romanowski gra na nosie służbom, wręcz je ośmiesza, dlatego znalezienie go i sprowadzenie do kraju, to już kwestia ambicjonalna – tłumaczy jeden z rozmówców „Rzeczpospolitej”.
List ze śladami. To nie dowód na to, gdzie się ukrywa
Według informacji „Rzeczpospolitej”, listem i kopertą jakie przyszły do sądu zainteresowali się funkcjonariusze służb pod kątem możliwych, pozostawionych na nich śladów – szukali linii papilarnych oraz ewentualnych śladów DNA, jakie mógł pozostawić autor. Podejmowane są próby ustalenia – również nieoficjalnie – czy z rejonu Tyraspola w kluczowym czasie były wykonywane jakieś połączenia do Polski.
Co wynika z tych badań? Samo pismo – wniosek o list żelazny ma wskazywać, że został podpisany rzeczywiście przez Romanowskiego, ale też inne ślady mają sugerować, że miał on z nim kontakt. Jakie konkretnie ślady biologiczne znaleziono na przesyłce, nie wiemy. Jednak nie ma już pewności, że pismo wysłał sam Marcin Romanowski, i że z miejsca, w którym według podanego adresu, przebywa.
Nie potwierdzono obecności Marcina Romanowskiego na separatystycznym terenie Mołdawii – Nadniestrza, a tym bardziej pod wskazanym w liście poleconym adresem w Tyraspolu
– Na chwilę obecną nie potwierdzono obecności Romanowskiego na terenie separatystycznego Naddniestrza, a tym bardziej pod wskazanym w liście poleconym adresie w Tyraspolu – wskazują źródła „Rzeczpospolitej”.
Co może oznaczać wysłanie listu z adresem z Naddniestrza?
– Może to być przemyślana metoda, znana w kryminalistyce, jak np. red herring, czyli fałszywy trop. Chodzi o zmylenie organów ścigania w prowadzonym pościgu i ustaleniu miejsca pobytu – wskazują nasze źródła.
Tym bardziej, że w piśmie do sądu Marcin Romanowski napisał, że „zgodnie z prawem, w sposób legalny, ma wydany paszport na inną tożsamość, na podobnej zasadzie, jak świadkowie koronni, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską”. Dla wielu naszych rozmówców ze służb, wygląda to jak przemyślane mieszanie prawdy z fikcją, aby zaprzęgnąć służby do ciężkiej pracy i odwieźć od faktów, a w finale – ośmieszyć.
Według informacji „Rzeczpospolitej”, służby – w tym Agencja Wywiadu – próbują nieoficjalnymi kanałami ustalić, kto nadał przesyłkę listową z konkretnej poczty w Tyraspolu (poczta jest ustalona). Monitoring w tym kraju nie jest powszechny, a wręcz jest rzadkością, jednak na poczcie lub w jej rejonie miała być zainstalowana jedna kamera.
– Oficjalnie nie ma szans na wysłanie pytania o to, kto nadał przesyłkę, nawet nie bardzo wiadomo do kogo można byłoby się zwrócić o takie informacje, jednak Naddniestrze to taki kraj, gdzie są szanse na ustalenia nieoficjalnymi kanałami – wskazuje nam jeden z naszych rozmówców ze służb.
Sercanie oficjalnie dla „Rzeczpospolitej”: nie ukrywamy tam Marcina Romanowskiego
W ubiegłym tygodniu „Rzeczpospolita” ujawniła, że pismo podpisane przez Romanowskiego do sądu datowane na 12 lipca, wysłane 25 lipca (a więc co znamienne – dwa tygodnie później, co również może wskazywać, że ktoś je do Tyraspolu przywiózł) zostało wydrukowane na komputerze z odręcznym podpisem, które przez jego obrońcę zostało ocenione jako podpis Marcina Romanowskiego.
Jednak do dziś, ani on sam, ani jego obrońca mec. Bartosz Lewandowski nie potwierdzili, że to pismo posła. Poseł w piśmie napisał, że obecnie przebywa w Tyraspolu, na terytorium Naddniestrza, wskazując konkretny adres – to według mapy Google pusty plac. Niedaleko – kilka minut piechotą – jest polska parafia świętej Trójcy, czyli sercanie, zakon, do którego należy ks. Michał Olszewski, jeden z podejrzanych w śledztwie Funduszu Sprawiedliwości. Romanowski nie należał nigdy do tego zgromadzenia, a jedynie do Opus Dei.
– Prowincja Polska Najświętszego Serca Jezusowego ma w Naddniestrzu kilka swoich klasztorów, które pełnią misje ewangelizacyjne na tym terenie. Z całą mocą podkreślam: Marcin Romanowski nie zgłaszał się do nich z żadną prośbą, nie kontaktował się, a więc również nie otrzymał pomocy, tym bardziej w ukrywaniu się – mówi „Rz” mec. Krzysztof Wąsowski, pełnomocnik zgromadzenia.
To nie pierwszy fałszywy trop w sprawie Marcina Romanowskiego (niewykluczone, że pochodził z jego środowiska). Już raz rzekomo pewny sygnał o tym, że ukrył się on w klasztorze Dominikanów w Lublinie spowodował szeroko zakrojoną akcję służb, która zakończyła się klapą i wręcz kompromitacją.
Do klasztoru w grudniu 2024 r. weszło sześciu uzbrojonych policjantów, a za wsparcie posłużyły drony. Jak pisaliśmy, operacja zakończyła się fiaskiem – Romanowski tego dnia był już na Węgrzech, tamtejszy rząd udzielił mu azylu politycznego.
Mec. Bartosz Lewandowski, obrońca Romanowskiego, nie odniesie się do żadnych spekulacji, powołując się na tajemnicę obrończą, nie ujawni również, co jest prawdą w tej historii, a co spekulacją. Chce, aby sąd przesłuchał premiera Donalda Tuska, który powiedział, że na 99 proc. Romanowski znajduje się w Naddniestrzu. I na tej podstawie chce, aby sąd uchylił ENA wobec Romanowskiego. – Poza przesłuchaniem premiera Tuska wniosłem o pozyskanie informacji z ABW i AW – dodaje mec. Lewandowski.
Czytaj więcej
Polscy śledczy są o kilka kroków za Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim. Szanse na sprowadzenie z USA obu polityków PiS są praktycznie zerowe.
Prokuratura Krajowa z dystansem odnosi się do rzekomego pobytu w Naddniestrzu. Poinformowała we wtorek, że nie zgadza się na uwzględnienie wniosku Romanowskiego o wydanie listu żelaznego (decydować będzie sąd – wyznaczony do tej sprawy został sędzia Konrad Mielcarek), bo „nie dysponuje obecnie procesowym potwierdzeniem, że Marcin Romanowski przebywa pod wskazanym przez siebie adresem w Tyraspolu. Samo oświadczenie podejrzanego w tym zakresie jest niewystarczające. Z uzyskanych wstępnych danych wynika, że podejrzany nie przekroczył granicy Republiki Mołdawii w ciągu ostatnich pięciu lat. Nie potwierdzono również, aby przekraczał granice państw sąsiadujących, tj., Rumunii i Ukrainy”. Wystąpiła o potwierdzenie informacji od rumuńskiej i mołdawskiej prokuratury.
Celem Marcina Romanowskiego jest skompromitowanie Donalda Tuska
Z zastrzeżeniem anonimowości rozmawiamy z wieloletnim bliskim znajomym Marcina Romanowskiego. Nie jest on politykiem. – Jestem w szoku. To wszystko brzmi jak prowokacja, mistyfikacja. Znając go i jego sposób myślenia stawiam tezę, że wszystko to ma jeden cel, którego nikt teraz nie widzi: skompromitowanie państwa Donalda Tuska. Dlatego, choć dla niego wizja męczennika Tuska to kusząca wizja, zdecydował się uciec. Właśnie dlatego, żeby nie dać satysfakcji Tuskowi, że go zatrzymał i osadził w areszcie, jak obiecał. Nie dać się złapać Tuskowi zawsze uważał za wielki sukces i pewnie tej „misji” nie zmienił – mówi nam jego znajomy.
Romanowski poszedł jednak o krok za daleko – uciekając do kontrolowanego przez rosyjskie służby Naddniestrza, naraża się na cywilną, polityczną śmierć i nadwyręża wizerunek swojej własnej partii. Jaką tezę można tu postawić?
Wysoko postawiony funkcjonariusz służb specjalnych: – Ludzie, zwłaszcza w tak niekomfortowej sytuacji, w jakiej jest od dawna Marcin Romanowski, nie zawsze myślą. Jeśli wybór tego miejsca zostanie potwierdzony, to jest to bardzo zła wiadomość dla tego podejrzanego. To nie jest miejsce ani bezpieczne, ani gwarantujące przyszłość takiej osobie.
Inny nasz rozmówca ze służb potwierdza, że pod uwagę jest brany obecnie „absolutnie każdy scenariusz”. – Wiemy też, że środowisko PiS porzuciło Romanowskiego i on czuł się przez nich opuszczony i oszukany. Szuka sposobu na swoje życie i pokazuje swojej formacji na co go stać.
Romanowski z racji zajmowanego stanowiska nabył potężną wiedzę na temat ścigania przestępców. Jednak czas i sposób w jaki teraz sam się ukrywa, sugeruje, że nie działa w pojedynkę, ale jest profesjonalnie wspomagany przez prawników oraz specjalistów bezpieczeństwa teleinformatyki, bankowości, ruchu granicznego, którzy utrzymują z nim kontakt zaawansowanymi środkami i kanałami łączności
Marcin Romanowski praktycznie od chwili zniknięcia wciąż jest jedną z najbardziej poszukiwanych osób przez polskie służby – zaangażowani w ustalenia miejsca jego pobytu są policjanci z Komendy Stołecznej oraz z Komendy Głównej Policji – z wydziałów poszukiwań i identyfikacji osób oraz kryminalnego. Ponadto funkcjonariusze CBŚP, od strony śladów elektronicznych, jakie mógł zostawić przy przemieszczaniu się – z kolei specjaliści z CBZC. A niezależnie od tego swoje ustalenia wykonuje ABW, a w związku z rzekomym najnowszym miejscem pobytu – w Naddniestrzu – ma być włączona także Agencja Wywiadu.
Czytaj więcej
Zarzuty, jakie prokuratura chce ogłosić Zbigniewowi Ziobrze, są bliźniacze do tych, jakie usłyszał Marcin Romanowski. Mogła to zrobić już dawno tem...
Romanowski z racji zajmowanego stanowiska nabył potężną wiedzę na temat ścigania przestępców. Jednak czas i sposób, w jaki teraz sam się ukrywa, sugeruje, że nie działa w pojedynkę, ale jest profesjonalnie wspomagany przez prawników oraz specjalistów bezpieczeństwa teleinformatyki, bankowości, ruchu granicznego, którzy utrzymują z nim kontakt zaawansowanymi środkami i kanałami łączności.
Pytamy o to jego znajomego. Czy Marcin Romanowski może tak doskonale się maskować i ukrywać, co w dzisiejszych czasach nie jest ani proste, ani tanie?
– Tak, to wygląda na pracę zespołową, on sam nie byłby w stanie tego wszystkiego zaplanować, by nie pozostawić śladów. Odrzucam pomoc kościoła w jego ukrywaniu, bo to środowisko rozplotkowane, o wielu sprzecznych interesach. To od razu wyszłoby na jaw. Marcinowi pomagają profesjonaliści, nie wykluczam, że ze służb – stwierdza znajomy.