W środę, 2 września sejmowe komisje Gospodarki i Rozwoju oraz Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa przyjęły poprawkę odsuwającą wejście w życie zakazu greenwashingu o rok. Początkowo posługiwanie się nieznajdującymi odzwierciedlenia w faktach etykietami o „byciu eko” albo zapewnieniami, że produkt jest w „100 proc. biodegradowalny” miało zostać zabronione 27 września tego roku.

Ten termin wynika z unijnej dyrektywy 2024/825 oraz implementującego go projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o prawach konsumenta (druk sejmowy nr 2799). Za jego przygotowanie odpowiada Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).

Bez zmiany terminu przedsiębiorcy zostaliby bez vacatio legis

Problem w tym, że przepisów wciąż nie uchwalono. Jeśli nawet ustawa zostałaby przyjęta na najbliższym posiedzeniu Sejmu (2 – 4 września) i Senatu (10 września), a następnie w ekspresowym tempie podpisana przez prezydenta (nic na to nie wskazuje) i opublikowana, to przedsiębiorcy zostaliby bez jakiegokolwiek vacatio legis.

Czytaj więcej

Rząd: Koniec ekościemy. Trzeba będzie udowodnić, że produkt jest „zielony”

To właśnie z tego powodu na poprzedzającym sejmowe wakacje posiedzeniu 29 lipca komisje Gospodarki i Rozwoju oraz Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa zamiast skierować projekt do kolejnego czytania, wstrzymały nad nim prace i odesłały do UOKiK-u z pytaniami. Wątpliwości posłów dotyczyły przede wszystkim braku przepisów przejściowych, które gwarantowałyby przedsiębiorcom możliwość zbycia zapasów produktów w opakowaniach z niezgodnymi z nowymi regulacjami oznaczeniami o ekologiczności.

Celem nowej ustawy jest bowiem wyplenienie wykorzystywania „mody na bycie eko”, po to by sprzedać produkt, który wcale nie jest przyjazny środowisku naturalnemu. Nowa ustawa rozszerza listę tzw. czarnych praktyk handlowych, uznawanych za nieuczciwe w każdych okolicznościach. Chodzi m.in. o umieszczanie oznakowania dotyczącego zrównoważonego charakteru produktu, które nie jest oparte na systemie niezależnej certyfikacji. Dziś niektóre firmy swoje twierdzenia o byciu „eko” podpierają certyfikatami wydanymi przez kontrolowane przez siebie „instytuty”. Po wejściu w życie nowego prawa będzie to zakazane.

Zabronione ma również być formułowanie ogólnego twierdzenia dotyczącego ekologiczności, gdy przedsiębiorca nie jest w stanie wykazać uznanej wysokiej efektywności ekologicznej. Podobnie będzie musiał dowieść, że produkt ma naturalny, ograniczony lub wręcz pozytywny wpływ na środowisko, z uwagi na to, że przy jego produkcji wyemitowano mniej gazów cieplarnianych niż w produkcji innego produktu.

Koniec ekościemy

Nowe regulacje położą kres bezkarnemu formułowaniu twierdzeń dotyczących ekologiczności w odniesieniu do całego produktu lub całej działalności przedsiębiorcy, jeżeli dotyczą one tylko określonego aspektu produktu lub konkretnego rodzaju działalności przedsiębiorstwa. Nie będzie można prezentować produktu jako zdatnego do naprawy, w sytuacji gdy tak nie jest albo zatajać przed użytkownikiem, że aktualizacja oprogramowania urządzenia doprowadzi do pogorszenia jego wydajności.

Czytaj więcej

Zapłacimy więcej za wywóz śmieci. To wina systemu kaucyjnego i rządu

Dzięki nowelizacji prezes UOKiK-u zyska podstawę do nakładania kar bezpośrednio za greenwashing. Dziś również to robi, jednak z reguły na podstawie ogólnych przepisów o nieuczciwych praktykach handlowych, co w praktyce utrudnia karanie wszystkich podmiotów posługujących się fałszywymi twierdzeniami o byciu „eko”.

Sama idea nowelizacji nie budziła oporu ze strony przedsiębiorców. Reprezentujące ich organizacje chciały jednak, by jeszcze przez dwa lata producenci nie ponosili kar za wprowadzające w błąd oznaczenia produktu jako np. „przyjazny środowisku” albo „100 proc. biodegradowalny”. Warunkiem miało być to, że towar został wyprodukowany przed wejściem w życie nowego prawa. 

Czytaj więcej:

Prawo w firmie Unia nakazuje ograniczenie plastiku. Rząd spóźnia się z przyjęciem przepisów

Pro

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności przekonywał, że jeśli posłowie nie zagłosują za poprawką przedłużającą wejście w życie zakazu greenwashingu, to producenci będą zmuszeni do utylizacji już wyprodukowanej żywności. Przepisy zabraniają bowiem przepakowania produktów spożywczych do nowych opakowań (bez wprowadzających w błąd oznaczeń ekologicznych). 

UOKiK był przeciwny zmianie terminu

„Rzeczpospolita” dotarła do odpowiedzi udzielonej posłom przez UOKiK. Wynikało z niej, że przesunięcie terminu wejścia w życie ustawy nie jest możliwe. „Już w obowiązującym stanie prawnym każde wykorzystywane twierdzenie i oznakowanie środowiskowe powinno być prawdziwe, weryfikowalne i nie powinno wprowadzać w błąd co do cech produktu – w tym jego wpływu środowiskowego. Projektowane rozwiązania mają charakter doprecyzowujący wobec obecnie obowiązujących regulacji zakazujących wprowadzania konsumentów w błąd” – czytamy w piśmie UOKiK-u do posłów.

Pomimo tego, podczas drugiego czytania projektu ustawy – przy milczącej aprobacie przedstawicieli UOKiK – posłowie zdecydowali o wydłużeniu terminu wejścia w życie nowych regulacji o rok. Ma to pozwolić producentom na dostosowanie się do nowych wytycznych oraz uchronić ich przed koniecznością niszczenia błędnie oznakowanych towarów.

Późnym wieczorem nowe regulacje staną się przedmiotem obrad Sejmu.