„Rzeczpospolita”: Nasilają się akty dywersji w
Polsce, ale również w Niemczech. Jak to rozumieć?
Jacek Siewiera: To jest efekt wejścia Rosji
w kolejną fazę, bardziej agresywną, wojny hybrydowej przeciwko Europie. Nie
traktowałbym już tych zdarzeń jako zbioru przypadków. Oczywiście każde z nich
wymaga osobnego postępowania dochodzeniowo-śledczego i dowodowego, ale już
widzimy, że możemy mieć tych zamachów znacznie więcej. Wzorzec jest czytelny:
presja na infrastrukturę krytyczną, logistykę wsparcia Ukrainy, przemysł
obronny, transport, energetykę i odporność społeczną. To jest właśnie
konfrontacja, o której mówiłem trzy lata temu. W grudniu 2023 roku
wskazałem, że państwa wschodniej flanki NATO mają trzy lata na przygotowanie
się do konfrontacji. Nie chodziło o efektowną prognozę, tylko o ciągłość myśli
strategicznej państwa: o zdolność rozpoznania ryzyka, przygotowania instytucji
i utrzymania odporności, zanim zagrożenie stanie się oczywiste dla wszystkich.