Czasopisma, np. tygodniki, mogą czekać na autoryzację najwyżej 24 godziny. Niedokonanie jej w terminie lub odmowa uprawni dziennikarza do opublikowania tekstu.

To jedna z ważniejszych zmian prawa prasowego. Nowela 12 grudnia wchodzi w życie.

Dodajmy, że te zasady obowiązują, jeśli rozmówcy nie umówią się inaczej, co jednak otwiera pole do sporów, czy doszło do porozumienia dziennikarza z rozmówcą i jaka jest jego treść.

Spory mogą też wyniknąć z formalistycznego uregulowania autoryzacji. Zamiast jednego zdania, że dziennikarz nie może odmówić udzielającemu informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, dodano, że zawczasu swemu rozmówcy ma on powiedzieć o prawie do autoryzacji. Na dodatek za publikację dosłownie cytowanej wypowiedzi bez umożliwienia jej autoryzacji grozi grzywną do 5 tys. zł. Będzie to wykroczenie, a nie przestępstwo.

Zdaniem prof. Bogudara Kordasiewicza, specjalisty od prawa prasowego, ten formalizm może budzić nieufność osób, które dziennikarz już na początku rozmowy poucza o autoryzacji.

Tym obowiązkiem nie będą objęte wypowiedzi wygłoszone publicznie. Obowiązek autoryzacji obejmuje informacje, a nie komentarze czy oceny, choć te granice trudno wyznaczyć.

Istotna nowość polega na tym, że pod rygory autoryzacji nie będą podciągane nowe informacje podane przez rozmówcę przy okazji autoryzowania. Dziennikarz będzie też miał dowolność w ustalaniu kolejności uzyskanych wypowiedzi. Będzie mógł również opublikować pierwotną wersję wypowiedzi. Chodzi o to, by pod pretekstem autoryzacji rozmówca nie dokonywał istotnych zmian, wręcz nie zmieniał sensu udzielonych wypowiedzi czy całego wywiadu.

Przy okazji zapisano w prawie prasowym, że dziennikarz ma prawo odmówić wykonania polecenia służbowego, jeżeli oczekuje się od niego publikacji, która łamie zasady rzetelności, obiektywizmu i staranności zawodowej. Może też nie zgodzić się na publikację tekstu, jeżeli wprowadzono do niego zmiany wypaczające jego sens czy wymowę.