Plakatami zajęła się prokuratura, ale czy stanowią one przestępstwo?
„Bilet lotniczy do Anglii w promocji: 300 zł, nocleg: 240 zł, aborcja w publicznej przychodni: 0 zł, ulga po zabiegu w dobrych warunkach – bezcenna. Za wszystko inne zapłacisz mniej niż w podziemiu aborcyjnym w Polsce” – głoszą zawieszone na przystankach plakaty feministycznej organizacji.
To kolejna ostatnio radykalna akcja związana ze sporem o aborcję. Wcześniej organizacja ochrony życia powiesiła plakat ze zdjęciem Hitlera i rozszarpanych płodów.
Jeśli chodzi o turystykę aborcyjną, konflikt z prawem wydaje się wyraźniejszy. Usuwanie ciąży (poza ściśle określonymi przypadkami, gdy np. stanowi zagrożenia dla życia kobiety) jest w Polsce przestępstwem. Za taki czyn nie odpowiada kobieta (matka). Ten jednak, kto, choćby za jej zgodą (np. lekarz), przerywa ciążę, podlega karze do trzech lat więzienia, a gdyby płód osiągnął zdolność do samodzielnego życia – do ośmiu lat. Taka sama kara grozi temu, kto udziela kobiecie pomocy w przerwaniu ciąży lub ją do tego nakłania (art. 152 § 2 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=36FAA6BF07856F185CDFC19D23598C9C?id=74999]kodeksu karnego[/link]).
Podżegacz to osoba, która „chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego”; a pomocnik to ten, „kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, ułatwia jego popełnienie, w szczególności dostarczając narzędzi, udzielając rady lub informacji”.
Dlatego zdaniem prof. Andrzeja Marka, karnisty, w wypadku tego rodzaju akcji plakatowo-informacyjnej nie można mówić o pomocnictwie. Mielibyśmy z tym do czynienia, gdyby chodziło o organizowanie wyjazdów aborcyjnych czy pomoc finansową. Wchodzi natomiast w rachubę podżeganie.
Nie zmieni tej oceny fakt, że aborcja byłaby za granicą (np. w Anglii) legalna, gdyż podżeganie do niej następuje w Polsce, gdzie jest ona zakazana. Jednak zdaniem prof. Andrzeja Zolla, współautora kodeksu karnego, by mówić o podżeganiu, musi być ono nakierowane na konkretną osobę, tymczasem akcje plakatowe zwrócone są do ogółu. Wchodzi więc raczej w rachubę przestępstwo publicznego nawoływania (pochwały) do popełnienia przestępstwa (art. 255 k.k.). – Zastanawiam się jednak, czy w tych akcjach jest tylko informacja czy coś więcej, ów element nawoływania – dodaje prof. Zoll.
Ustalenie tego faktu to zadanie dla prokuratury, pewnie też sądu, a gdyby instytucje te okazały się bezradne, może też ustawodawcy. Inaczej granice antyaborcyjnego prawa będą niejasne.