Rady rodziców zyskają nowe uprawnienia, a konkretnie wpływ na to, co jest sprzedawane w szkolnych sklepikach. Rodzice będą bowiem ustalać wraz z dyrektorem szczegółowe listy dopuszczonych produktów.
Taką zmianę do nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia zaproponowali posłowie z sejmowej podkomisji. Jeśli prowadzący szkolny sklepik nie zastosuje się do wymogów, dyrektor rozwiąże z nim umowę najmu bez zachowania terminu wypowiedzenia i bez odszkodowania.
Konfederacja Lewiatan uważa, że to złe rozwiązanie.
– Przepis jest niejasny. Nie wiadomo, jak szczegółowe mają być listy produktów – czy trzeba wskazać konkretnego producenta, czy tylko grupę produktów, np. jogurty naturalne. To sprzeczne z zasadą dobrej legislacji – mówi Dobrawa Biadun, ekspertka Lewiatana. I dodaje, że to nie rodzice, ale Ministerstwo Zdrowia powinno wydać wykaz produktów, które mogą być sprzedawane w sklepikach szkolnych. Nie mają oni bowiem wystarczających kompetencji.
– Przecież to rodzice wiedzą, co jest dobre dla ich dzieci. Świadomość społeczna jest w tym zakresie wysoka – polemizuje Wojciech Starzyński, prezes zarządu fundacji Rodzice Szkole.
Minister określi rozporządzeniem jedynie grupy środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży oraz wymagania, jakie ma spełniać jedzenie podawane na stołówce. Rodzice to doprecyzują. W placówkach nie będzie można też reklamować produktów z ministerialnego wykazu.
Zdaniem przedstawicieli biznesu z niezrozumiałych względów przepisy obejmą również licea, czyli szkoły, w których kształcą się osoby pełnoletnie. Wprowadzanie zakazów na tym poziomie wkracza w prawa jednostki i swobodę dokonywania przez nią wyborów.
Nowelizacja ma obowiązywać od przyszłego roku szkolnego. Przedsiębiorcy prowadzący wcześniej sklepiki będą mieli trzy miesiące na dostosowanie się do nowych przepisów.
etap legislacyjny: po pierwszym czytaniu