W czwartek obradowała Sejmowa Komisja Nadzwyczajna ds. Związanych z Ograniczaniem Biurokracji. Zajmowała się drugą transzą deregulacji. Obejmuje ona m.in. takie zawody jak: inżynier budownictwa, architekt, doradca podatkowy, księgowy, urbanista, diagnosta laboratoryjny.

Parlamentarzyści zaaprobowali m.in. propozycję Związku Rzemiosła Polskiego, aby posiadacz tytułu mistrza mógł się ubiegać o uprawnienia budowlane. Przeciwko niej protestowali przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju. Według nich taki dyplom daje uprawnienia tylko do wykonywania określonych czynności, np. murowania ścian. Ich zdaniem to zdecydowane za mało, żeby ubiegać się o uprawnienia budowlane.

Z taką opinią nie zgodziła się Jolanta Kosakowska ze ZRP. Jej zdaniem jest krzywdząca.

– Dyplom mistrza jest dokumentem państwowym, można go uzyskać, legitymując się wieloletnim doświadczeniem, w tym wypadku w zawodach budowlanych – tłumaczyła. Trzeba też mieć wykształcenie ponadgimnazjalne. Mistrz ma prawo przyuczać do zawodu.

Posłowie nie przegłosowali natomiast poprawki dotyczącej księgowych. Zawierała propozycję, by skreślić zmiany w projekcie znoszące certyfikaty dla tego zawodu.

Sukces odnieśli doradcy podatkowi, a porażka spotkała doradców prawnych.

Komisja zaaprobowała dwie poprawki, które przyznają tylko doradcom podatkowym, radcom prawnym, adwokatom i biegłym rewidentom prawo do udzielania porad i opinii podatkowych (o deregulacji doradców podatkowych więcej w artykule „Zmiana warty u doradców podatkowych").

– Udzielanie porad przez nieprofesjonalistów niesie za sobą zbyt duże ryzyko dla osób i firm korzystających z ich usług – tłumaczyła poseł Brygida Kolenda-Łabuś, autorka jednej z poprawek. – Ponadto – dodała – gdy doradca lub radca udzieli złej porady, poszkodowani mogą uzyskać zaspokojenie swoich roszczeń z ubezpieczenia OC. Są to bowiem grupy zawodowe, które mają obowiązek posiadania ubezpieczenia.

Ostatecznie posłance udało się przekonać innych parlamentarzystów.

Jak lwy walczyli o swoje racje przedstawiciele urbanistów. Mają oni bowiem najwięcej do stracenia. Ustawa deregulacyjna likwiduje mianowicie ich izbę. Gminom daje natomiast prawo rozstrzygnięcia, kogo zatrudni do sporządzenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Urbaniści obawiają się, że po deregulacji będą się tym zajmować niewłaściwe osoby.

Po burzliwej dyskusji ostatecznie posłowie nie wnieśli żadnych poprawek do propozycji rządowych dotyczących urbanistów.

Etap legislacyjny: prace w komisji