Czy Lidia Staroń ma doświadczenie, wiedzę i jest przygotowana do objęcia funkcji rzecznika praw obywatelskich?

Koło Senatorów Niezależnych podejmie decyzję o poparciu pani Staroń po spotkaniu z senator. Są dwie rzeczy, które muszę wyraźnie rozgraniczyć. Przez ostatnie ponad 1,5 roku pracy w kole z panią senator i widzę jej zaangażowanie w sprawy zwykłych obywateli. Doceniam także to, że wspierała wszystkie projekty ustaw, które przygotowałem – czy to była specustawa odszkodowawcza dla osób, którym zamknięto legalnie prowadzone działalności gospodarcze w sposób nielegalny, jak mówią wyroki sądów administracyjnych, a to nie była ustawa, która się podobała rządowi, czy w przypadku innych projektów ustaw. W sprawie nowego RPO muszę mieć absolutne przekonanie, że osoba, która będzie wykonywać te obowiązki, nie będzie się bała wchodzić w konflikt, w zderzenie z rządem, bo taka jest rola rzecznika praw obywatelskich. On ma się ujmować za protestującą, której policjant łamie w kilku miejscach rękę. I bez odpowiedzi na wiele trudnych pytań na pewno nikt, w tym moja koleżanka z koła, mojego poparcia nie uzyska.

Czy Lidia Staroń nieposiadająca wykształcenia prawniczego może być RPO?

Ustawa mówi o spełnieniu trzech warunków. Pierwszy – wrażliwość społeczna. Nawet ci, którzy są przeciwni kandydaturze pani senator podkreślają, że wielokrotnie, zajmowała się sprawami zwykłych obywateli. Drugi warunek – obywatelstwo polskie, również jest spełniony. Trzeci – doświadczenie prawne. Formalnie nie mówimy o wykształceniu prawnym, ale o doświadczeniu, i w tym zakresie nie mam wątpliwości, że osoba, która jest kilka kadencji parlamentarzystą – a w parlamencie w sposób szczególny zajmujemy się tworzeniem prawa – takim doświadczeniem w tym obszarze może się wykazać.

Jeżeli chodzi o wrażliwość społeczną Lidii Staroń, słyszał pan o sprawie pana Zenona Procyka, którą opisywała m.in. „Polityka". Czy ta sprawa sprzed lat, w którą zamieszana była senator, a przez którą pokrzywdzony został pan Procyk, nie kładzie się cieniem na karierze Lidii Staroń?

Nie znam tych spraw sprzed lat. Teraz do senatorów są przekazywane różne dokumenty. Jeżeli są jakiekolwiek wątpliwości, które stawiałyby pod znakiem zapytania kandydaturę Lidii Staroń, to pytania o nie do senator powinny paść publicznie.

Wybieramy osobę na wykonywanie jednej z najważniejszych funkcji w państwie. A w tym konkretnym przypadku osobę, która w sposób szczególny wiąże nadzieje obywatela, który np. nie zawsze musi się zgadzać z władzą, więcej, często z tą władzą wchodzi w spór, więc oczywistą rzeczą jest, że każde takie pytanie, każda wątpliwość muszą być rozstrzygnięte, bo bez tego nie będzie dobrego wyboru. Jako senatorowie też jesteśmy w trudnej sytuacji, bo w praktyce to jest ostatnia kandydatura, która ma szansę być oceniana przez Senat przed upływem terminu, który wskazał w swoim rozstrzygnięciu Trybunał Konstytucyjny, po upływie którego mandat Adama Bodnara wygasł.

Adam Bodnar doskonale wykonywał swoje obowiązki i dotychczasowe procedury głosowania, które nie zakończyły się sukcesem, miały ten komfort, że na urzędzie się nic nie działo, Bodnar dalej wykonywał swoje obowiązki. Dzisiaj jesteśmy w takiej sytuacji, że musimy pamiętać, że Adam Bodnar za chwilę te obowiązki przestaje wykonywać. Gdyby nie był dokonany ostateczny wybór, on musi upoważnić jednego ze swoich zastępców do dalszego kierowania urzędem. Sam z tej możliwości skorzystałem, kiedy przed końcem terminu, startując w wyborach do Senatu, odchodziłem z funkcji prezesa NIK-u i nie była zakończona procedura wyboru mojego następcy. Wtedy upoważniłem jednego ze swoich zastępców, a marszałek Sejmu Elżbieta Witek zaakceptowała to jako dopuszczalną procedurę. Mój zastępca wykonywał te obowiązki, więc zakładam, że dzisiaj będzie tak samo, nikt nie ma absolutnie możliwości podważania ewentualnie kierowania urzędem przez jednego z zastępców wskazanych przez Adama Bodnara.

—współpraca Jakub Czermiński

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej