Lewica prowadzi rozmowy z Ruchem Palikota, by podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego na jednej wspólnej liście najważniejsi politycy polskiej lewicy wystartowali razem – ustaliła "Rz".
Na dogadaniu się zależy partii Palikota, która poza liderem nie ma w swych szeregach znanych polityków. Porozumienie ma dla niego jeszcze jedną zaletę: może osłabić SLD przez emigrację jego wielu rozpoznawalnych polityków. SLD natomiast nie będzie musiał się oglądać na lewicową konkurencję i skupi wszystkie siły na krytyce PO i PiS.
– Tak, jest dobra wola dwóch stron, by wystartować z jednej wspólnej listy w najbliższych wyborach – potwierdza informacje "Rz" Wojciech Olejniczak, europoseł SLD. I dodaje, że sam jest gorącym orędownikiem tego pomysłu.
– Choć to pomysł wspierany przez Aleksandra Kwaśniewskiego, a Leszek Miller woli wzmacniać SLD, nie rozcieńczając partii Palikotem, to jednak jest faktycznie brany pod uwagę – mówi wpływowy polityk Sojuszu. Choć zaznacza: – Forsują go głównie obecni europosłowie SLD, którzy chcą przedłużyć swoją bytność w Brukseli.
Rozmowy trwają od kilku tygodni. Na spotkanie z frakcją socjalistów tydzień temu przyjechał Janusz Palikot, wczoraj – Leszek Miller. Obaj rozmawiali m.in. z Martinem Schultzem, przewodniczącym Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim, a zarazem szefem PE.
Poseł Andrzej Rozenek, rzecznik Klubu Ruchu Palikota, potwierdza chęć współpracy, choć zaznacza, że decyzje nie zapadły. – Sprawa nadal jest otwarta, piłka jest po stronie nie tyle SLD, ile Leszka Millera – mówi "Rz". Zwraca uwagę, że ostatnie wypowiedzi Millera m.in. o tym, że RP jest formacją sezonową, stawiają możliwość wspólnych działań pod znakiem zapytania. – Daliśmy przewodniczącemu czas do połowy tygodnia, by jasno zdeklarował wolę konkretnej współpracy w związku z obchodami 1 Maja. Millerowi zależy, by zostać europosłem. My możemy mu w tym pomóc – ironizuje Rozenek.
SLD, który startował w poprzednich wyborach do PE wraz z Unią Pracy, ma siedmiu europarlamentarzystów, za to bardzo rozpoznawalnych w elektoracie lewicowym, jak Joanna Senyszyn, Marek Siwiec, Wojciech Olejniczak.
– Do europarlamentu wystarczy 10 – 13 znanych nazwisk. Palikotowi trudno byłoby je zebrać – mówi dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jeden z polityków SLD tłumaczy dalsze korzyści z porozumienia: – Ruch Palikota i SLD nie będą na sobie żerować. Każdy coś dołoży, a efekty będą korzystne dla obu. My dotrzemy do młodych wyborców, a Palikot dostanie na listy doświadczonych polityków i otwarte drzwi do europarlamentu – tłumaczy "Rz". A niektórzy politycy SLD idą dalej i zastanawiają się nawet nad wspólną listą w wyborach do Sejmu w 2012 r.
Jednak Jarosław Flis ma wątpliwości, czy partiom uda się porozumieć i pogodzić tzw. antysystemowy liberalizm Palikota z tradycyjną socjaldemokracją kojarzoną np. z Januszem Zemke. – Dla Sojuszu to jest gra ryzykiem. Ruch Palikota wydaje się strukturą tymczasową, wiszącą na jednym człowieku. Uważam, że to pomysł, nad którym warto myśleć, ale nie wcześniej niż w grudniu 2013 r. – mówi Flis.