Wygląda na to, że rząd Ewy Kopacz będzie zdecydowanie bardziej lewicowy niż gabinet Donalda Tuska. Minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk, który zastąpił w Sejmie konserwatystę Marka Biernackiego, potwierdził wczoraj, że Michał Królikowski nie będzie już u niego wiceministrem.
Niezależnie jednak od tego, jak dalece rząd pójdzie na lewo, układ sił w Sejmie niewiele się zmienia.
Nadal nie będzie większości do uchwalenia ustaw o charakterze ideologicznym, np. o związkach partnerskich, czy m.in. ustawy o in vitro, która jest niezbędna do ratyfikowania konwencji bioetycznej.
Ważą się też losy konwencji przeciw przemocy. Nad jej ratyfikacją posłowie debatowali w środę wieczorem i zgłosili tyle poprawek, że sprawa ponownie wraca do połączonych komisji sprawiedliwości i praw człowieka oraz zagranicznej. A ponieważ komisje nie mają w planach posiedzenia w tym tygodniu, głosowanie nad ratyfikacją tego dokumentu ponownie się odwlecze.
Los ustaw obyczajowych jest w rękach konserwatystów z Platformy
Robert Biedroń z Twojego Ruchu nie ma wątpliwości, że celem złożonych przez prawicę poprawek jest storpedowanie konwencji, a przynajmniej odwlekanie ratyfikacji tak długo, jak się da.
– Większość poprawek nosi charakter zastrzeżeń do konwencji, a tego typu zastrzeżenia mogą być stosowane tylko w ograniczonym zakresie, więc nie wiem, czy propozycje prawicy w ogóle są zasadne ?– mówi wiceprzewodniczący Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. – Ale z całą pewnością znowu nie dojdzie do głosowania nad ratyfikacją konwencji ze szkodą dla kobiet, które doświadczają przemocy.
Biedroń jest bowiem przekonany, że prawica wydumała sobie zagrożenia ideologiczne i bez powodu torpeduje konwencję, która wprowadzi wiele instrumentów ułatwiających walkę z przemocą domową – monitoring zjawiska na poziomie europejskim, infolinię, portal internetowy.
– Polska ma jeszcze wiele do zrobienia w tej sprawie ?– zaznacza Biedroń.
Z kolei prawica twierdzi, że jedynym celem konwencji jest wywrócenie porządku naturalnego i moralnego do góry nogami. – Nasze prawo dostatecznie chroni kobiety przed przemocą, konwencja nie wprowadza nowych uregulowań w tym zakresie – przekonywał podczas debaty sejmowej Jarosław Górczyński z PSL.
Los konwencji zależy od konserwatystów z PO, bo bez ich poparcia konwencji nie da się ratyfikować.
Beata Bublewicz z PO w imieniu klubu poparła ratyfikację. Ale to nie znaczy, że konserwatyści w ciemno się temu podporządkują.
Damian Raczkowski, jeden z konserwatywnych posłów Platformy, jeszcze nie wyrobił sobie zdania, czy będzie głosował za. Z kolei Mirosław Pluta zamierza wstrzymać się od głosu. – Popieram zwalczanie przemocy, ale nie podoba mi się ideologia włożona do konwencji, to walka z rzeczami, które w Polsce nie istnieją – mówi Pluta. – U nas kobieta jest szanowana.
Obaj politycy są też pewni, że gdyby w Sejmie ponownie pojawiła się np. ustawa o związkach partnerskich, to by jej nie poparli. – Jestem katolikiem i w sprawach światopoglądowych mam ustalone poglądy – mówi Pluta.
Dlatego Jarosław Gowin, były poseł PO, a dziś lider Polski Razem, jest pewny, że tego typu projekty do końca kadencji nie pojawią się w debacie plenarnej, a jeśli już, nie znajdą poparcia większości.