„Rzeczpospolita”: Czy uzdrawianie Trybunału Konstytucyjnego odbywa się w elegancki sposób?
Nie. Odbywa się w sposób w dzisiejszych okolicznościach – możliwy.
Uważa pani, że wysiłki samego działania imperio rationis dziś na nic się zdadzą. Bo autorytety zużyły się lub upadły. Pozostaje zatem odwołać się do figury „ostatecznego interpretatora”. Utrzyma się interpretacja tego, kto ma władzę decydowania jako ostateczny.
Przepisy interpretuje się w dwóch porządkach. Po pierwsze robi to ten, kto ma do tego prawo albo przynajmniej twierdzi, że je ma (ratione imperii). Jego interpretacja ma charakter władczy, bo stoi za nią aparat siły państwa. Ta interpretacja podlega jednak ocenie – tu drugi porządek – ludzi, którzy co prawda władzy nie mają, ale mają wiedzę, kompetencję i autorytet. Mogą zatem wykazać pomyłki w rozumowaniu ostatecznego interpretatora. I mogą domagać się korekt albo proponować własną, lepszą interpretację. Ale tylko proponują.
Opinii publicznej często mylą się te dwa porządki. Przyjmuje, że profesor prawa, oceniając w telewizji konkretne rozwiązanie jako sprzeczne z konstytucją, przesądza o jego niezgodności. Nic podobnego nie ma jednak miejsca. Profesor prawa nie ma bowiem mocy, by orzekać o niezgodności przepisów z ustawą zasadniczą. Może co najwyżej przekonywać i na tym kończą się jego możliwości.
Dobrze by było, gdyby oba porządki interpretacji szły w parze. Nie zawsze tak się jednak dzieje, to zaś wywołuje spór, którego nie sposób rozstrzygnąć. Z tego powodu moje wypowiedzi zawsze opatruję informacją, że mówię o tym, co, moim zdaniem, można wywodzić z przepisów.
Czytaj więcej
Teoretycznie widzę podstawy do wydania zarządzenia o przerwie w wykonywaniu czynności przez Bogdana Święczkowskiego – mówi „Rz” były prezes TK Jerz...
Prof. Ewa Łętowska o sędziach TK: Mogli tolerować ekscesy prezydenta, albo zacząć działać. Wybrali drugą możliwość
Czy Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK w liczbie 8 sędziów ma władczą kompetencję do interpretacji prawa?
W obecnej sytuacji tak.
Dlaczego?
Trybunał Konstytucyjny przed 30 października był instytucją upadłą. Nie tylko nie funkcjonował, ale nawet wówczas, gdy podejmował działania, to były one negatywnie oceniane przez międzynarodowe trybunały m.in. w wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 7 maja 2021 r. (sprawa Xero Flor przeciwko Polsce) albo w wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-448/23. Do tej upadłej instytucji Sejm tej kadencji wybrał sędziów. Nie mam żadnych wątpliwości, że zostali wybrani prawidłowo. Następnie prezydent, wbrew prawu, odmówił odebrania od nich ślubowania. Złożyli je więc w formie zastępczej. Czy uczynili zgodnie z prawem? Tak twierdzi choćby Komisja Wenecka, z którą się zgadzam. Niezgodnie z wymaganiami prawa zachował się natomiast prezydent, widząc tu instrument zaakcentowania swojej przewagi, jako aktor sceny publiczno-politycznej.
Czytaj więcej
Zaczęło się w 2015 r.. Od tamtej pory sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego się tak skomplikowała, że nawet wnikliwym obserwatorom trudno rozwik...
Następnie prezes Święczkowski odmówił im prawa do orzekania. Sędziowie wzięli więc sprawy w swoje ręce i doprowadzili do jego zawieszenia.
Sędziowie mieli dwie opcje. Albo mogli nie robić nic, czyli tolerować ekscesy prezydenta i łamanie prawa przez prezesa Święczkowskiego, albo mogli zacząć działać. Wybrali tę drugą możliwość. Wątpliwości interpretacyjne dotyczą tego, czy osiągnęli wymagane kworum do ukształtowania Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK. Moim zdaniem osiągnęli. Dlaczego? Przepis mówi nie o liczbie, lecz o ułamku 2/3 „ogólnej liczby” sędziów TK. „Ogólna” i „ustawowa” (więc 15) może, ale nie musi być tożsama. A jeżeli byłyby np. wakaty? W wyroku K 47/15 sam Trybunał, w jeszcze niekwestionowanym składzie, uznał, że pełny skład sędziów znaczy: sędziowie uprawnieni do udziału w zgromadzeniu w danej sytuacji, a nie wszyscy sędziowie.
Przełóżmy te rozważania na obecne realia w TK. Na pewno uprawnionym do udziału w zgromadzeniu nie jest Jarosław Wyrembak, czyli tzw. dubler. Zgodnie z wyrokiem ETPC jego udział w orzekaniu pozbawiłby trybunał cech sądu. Wciąż jednak jest problem 2/3 z 14. Na potrzeby naszej rozmowy, wchodzę teraz w buty czarnego charakteru, szukam możliwości dalszego obniżenia kworum. Trzeba by się ich przecież pozbyć co najmniej jeszcze 2 osób. Szukam więc, wciąż jako czarny charakter, pretekstu. Znajduję go w art. 130 ustawy o sądach powszechnych (u.s.p.).
Można było znaleźć pretekst w tym przepisie?
Moim zdaniem, absolutnie można było. I to nie jako pretekst. Uporczywe niezwoływanie Zgromadzenia Ogólnego, co robił pan Święczkowski, uniemożliwiając zarówno przyjęcie uchwały budżetowej, jak również niedopuszczenie do orzekania prawidłowo wybranych sędziów, doprowadziło do trwałej obstrukcji trybunału. Zaś w art. 130 u.s.p. czytam, że „jeżeli ze względu na rodzaj czynu dokonanego przez sędziego powaga sądu lub istotne interesy służby wymagają natychmiastowego odsunięcia go od wykonywania obowiązków służbowych”, to wówczas można zarządzić natychmiastową przerwę w czynnościach służbowych sędziego aż do czasu wydania uchwały przez sąd dyscyplinarny, nie dłużej niż na miesiąc.
W mojej wykładni tego przepisu – i to nie jako pretekstu, lecz środka legitymizowanego jest jednak pewna nieprzekraczalna granica – ten przepis trzeba zrealizować w całości. To zaś oznacza, że decyzja o przerwie w czynnościach musi zostać w ciągu trzech dni przekazana sądowi dyscyplinarnemu, aby w ciągu miesiąca ocenił prawidłowość zarządzenia. Zastosowanie przerwy w czynnościach musi bowiem być połączone z mechanizmem kontroli sądowej. Inni idą dalej: uważają, że ten przepis nie dotyczy sędziów TK, tylko sędziów w sądach powszechnych. Ale przecież niedawno zastosowano go wobec sędziego SN, a do sędziów TK stosuje się odpowiednio przepisy o sędziach SN. Przeciwko jakiemukolwiek zastosowaniu art. 130 u.s.p. opowiada się m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, prof. Ryszard Piotrowski albo prof. Marcin Matczak. Ich granice interpretacyjne są postawione gdzie indziej, wcześniej niż moje.
Czytaj więcej
Prezes naczelnej instytucji sądowej nie powinien stać ponad prawem. Jeżeli nie wykonuje swoich obowiązków i łamie prawo, to nie ma nic złego w uświ...
Prof. Ewa Łętowska o sytuacji w TK: Do pewnego stopnia zawsze cel uświęca środki. To wykładnia tolerowana
Ośmioro sędziów stanowi zatem kworum?
Moim zdaniem tak, bo 12 sędziów jest w dzisiejszej sytuacji uprawnionych do udziału. Padają oczywiście zarzuty, że posunięto się do sztucznego wywodzenia tej normy. Zgodzę się, że nie jest to elegancka zagrywka, jednak według mnie mieści się w granicach uprawnionej interpretacji. Zwłaszcza, że zarzuty przeciw prezesowi nie są wyssane z palca.
Opowiada się pani za rozszerzeniem tolerancji dla wykładni dopuszczalnej, ale nie upragnionej. Innymi słowy: cel uświęca środki?
Do pewnego, proporcjonalnego stopnia ważenia kilku wartości tak jest zawsze. Problem polega na tym, że to nie będzie wykładnia upragniona, ale zaledwie tolerowana. Myślę jednak, że umożliwienie trybunałowi działania jest tego warte. To oczywiste, że u nas TK został wzięty jako zakładnik politycznej walki. Prawnik wobec tego nieprawnego sporu może jedynie wskazywać możliwe, dopuszczalne prawne drogi do jego złagodzenia.
Gra jest warta świeczki?
Uczciwie przyznaję, że nie wiem. Boję się skutków tej całej sprawy. Mam jednak nadzieję, że sędziowie wezmą się energicznie do pracy i na niej zbudują swój autorytet. Mam zresztą podobne doświadczenie własne. Przypomnę, że wybrano mnie na pierwszego rzecznika praw obywatelskich w 1987 r. Można powiedzieć wszystko o tym wyborze, ale z pewnością nie to, że był elegancki. Wzięto bliżej nikomu nieznaną kobietę, zapewne licząc, że pozwiedzam świat za publiczne pieniądze i nie będę nikomu wadzić. Bardzo się starałam, aby tak się nie stało, a szczęście sprzyjało mnie i urzędowi. A mówiono „co z niej za rzecznik, skoro dała się wybrać przez komuchów”. Autorytet przychodzi z czasem. I jego budowa zależy zresztą nie tylko od osobistych starań jednostki.
Jak dziś sędziowie mają zbudować swój autorytet, skoro prezydent oskarża ich o zamach stanu i nazywa uzurpatorami?
Sędziowie są w bardzo trudnej sytuacji. Muszą działać wobec ogromnych przeciwności wywołanych przez siły polityczne. Przecież – na dobrą sprawę – obie strony politycznego sporu profitują z tego umniejszenia autorytetu Trybunału. Oni mają gorzej niż miałam ja: wyroki TK są bardzo trudno przekładalne na język bezpośrednich korzyści dla obywatela. Wiele czasu upłynie, nim jako naród będziemy mogli ocenić, czy gra o trybunał była warta świeczki.
Prof. Ewa Łętowska o roli Stanisława Piotrowicza jako rzecznika dyscyplinarnego w sprawie Bogdana Święczkowskiego: Ogromne ryzyko
Na rzecznika dyscyplinarnego w sprawie Bogdana Święczkowskiego wylosowano Stanisława Piotrowicza. To dla niego szansa czy pułapka?
Pan Piotrowicz ma przed sobą wybór. Może przyjąć rolę rzecznika dyscyplinarnego i wówczas legitymizować działania kwestionowanych przez niego sędziów. Może też nie robić nic. Wtedy upłynie miesięczny termin na rozpatrzenie i pan Święczkowski automatycznie wraca na fotel prezesa Trybunału. Ryzyko jest ogromne.
Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego
Zgromadzenie ogólne nie może w miejsce niepodejmującego działań Piotrowicza wyznaczyć innego sędziego?
Może, ale dopiero wtedy, gdy pan Piotrowicz zadeklaruje, że nie zajmie się tą sprawą. Jeśli będzie długo milczał, to zgromadzenie nie będzie miało pola manewru.
Powodzenie całej sprawy wisi na Piotrowiczu?
W pewnej mierze tak. Jeśli zwłoka po stronie pana Piotrowicza doprowadzi do upłynięcia miesięcznego terminu bez rozpatrzenia zarządzenia o przerwie w czynnościach, to wraca prezes Święczkowski. Wraz z nim przynajmniej po części stary porządek. Zresztą może znów coś się wydarzy – to jak partia szachów – trudno przewidzieć poszczególne ruchy.
Prof. Ewa Łętowska o resecie Trybunału Konstytucyjnego: Rozwiązanie docelowe i upragnione
Wówczas konieczny będzie reset trybunału?
Reset jako taki jest rozwiązaniem docelowym i upragnionym. Przewidywała go przecież ustawa uchwalona przez obecny parlament i na wniosek prezydenta Dudy uznana za niekonstytucyjną przez upadły Trybunał. Bardzo żałuję, że tak się stało. Nie zgadzam się z premierem Tuskiem, który propozycję resetu przyrównuje do dzielenia zawartości torebki obrabowanej staruszki. Czy premier tak określał ustawę sanacyjną, gdy ją posłano do Sejmu? Tyle, że – tu jestem w opozycji do tych, którzy widzą reset już teraz jako realną alternatywę tego, co dziś się dzieje w TK. Bo do resetu potrzeba jednak momentu konstytucyjnego.
Czytaj więcej
Wojna o Trybunał Konstytucyjny wymyka się spod kontroli. Karol Nawrocki i Donald Tusk zamiast gasić kryzys, dolewają oliwy do ognia. Obie strony tw...
Może właśnie ten moment nastał? Czas na zmianę konstytucji, zakończenie kadencji wszystkich sędziów TK i wprowadzenie procedury ich wyboru większością 2/3 posłów. Wówczas znikną zarzuty o brak apolityczności sędziów.
W obecnej sytuacji zmiana konstytucji byłaby pretekstem do zaostrzenia konfliktu. I psucia kolejnych instytucji.
Co nam jednak po Trybunale, którego nie będzie uznawała połowa Polski, wsłuchująca się w słowa prezydenta o uzurpatorach?
Najprawdopodobniej prezydent nadal będzie tak mówił. Tego nie zmienimy, bo mamy jego silną ekspansję na inne władze. Trybunał ma jednak szanse na uzdrowienie, jeśli zacznie na nowo pracować. Prędzej stanie się to w drodze zastosowania interpretacji, którą uważam za dopuszczalną, choć nie upragnioną, niż na skutek resetu, który majaczy jako pożądany na dalekim horyzoncie. Ale teraz na pewno ten scenariusz nie jest możliwy do realizacji.