Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaką drogę przeszła była dziennikarka, by stać się jedną z kluczowych postaci w MON.
- Dlaczego politycy ludowców widzą w niej przyszłą premier i co na to koalicjanci.
- Na czym polega polityczna operacja, która ma wzmocnić notowania rządu przed wyborami.
- Czym zaimponowała Donaldowi Tuskowi i jak kreowany jest jej wizerunek „żelaznej damy”.
– Ma jaja większe niż niejeden facet. Poradziła sobie z SAFE lepiej, niż robił to wcześniej Władysław Kosiniak‑Kamysz, a teraz jako pełnomocnik rządu ds. wzmocnienia odporności państwa ma więcej uprawnień niż którykolwiek z wicepremierów. Kolejnym etapem powinno być powołanie jej na premiera. Ja bym do wyborów nie czekał – mówi „Rzeczpospolitej” Marek Sawicki, były minister rolnictwa i marszałek senior obecnej kadencji. Jest jednym z polityków PSL, którzy otwarcie mówią, że wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak‑Czarnecka powinna zastąpić Donalda Tuska.
Czytaj więcej
O sukcesie pierwszej fazy SAFE, negocjacjach w sprawie powietrznych tankowców i okrętów podwodnych oraz nowej filozofii zamawiania uzbrojenia – opo...
Ona sama odcina się od takich plotek. – To tylko spekulacje medialne. Nigdy nie było rozmowy na ten temat. Koncentruję się na projektach w MON – mówi nam Magdalena Sobkowiak‑Czarnecka.
Jednak – jak zdradza nam jeden z posłów KO – rosnące notowania Sobkowiak‑Czarneckiej to nie tylko gra prowadzona przez ludowców. – Regularnie pojawia się na tle ciężkiego sprzętu wojskowego, w towarzystwie żołnierzy, siedzi na uroczystościach tuż obok Donalda Tuska albo zabiera po nim głos. To musi odbywać się za zgodą premiera. On coś planuje – zauważa poseł KO.
Czy Tusk rzeczywiście chce oddać stanowisko szefa rządu Magdalenie Sobkowiak‑Czarneckiej? A może jest szykowana do objęcia innej ważnej funkcji? Oznaczałoby to jedną z najbardziej zaskakujących karier w polskiej polityce. Bo jeszcze dziesięć lat temu pełniła zupełnie inną rolę. Była dziennikarką.
Obecna wiceszefowa MON robiła karierę w TVP, którą przerwała prezesura Jacka Kurskiego
Magdalena Sobkowiak‑Czarnecka, rocznik 1984, karierę dziennikarską zaczęła w 2006 r. w poznańskim radiu RMI, słynącym z grania muzyki elektronicznej i nietypowych akcji promocyjnych, np. rozdawania arbuzów osobom, które podejdą do reporterów ubrane w kolory stacji. – Zawsze marzyłam o pracy w radiu. Rozesłałam CV do wszystkich stacji w Poznaniu, a w radiu RMI nie tylko zaproponowało mi pracę reporterki newsowej, ale w dodatku minutę później wręczyło mikrofon i wysłało w teren – wspomina.
Czytaj więcej
W 1906 roku Guglielmo Marconi za wynalezienie radia dostał Nagrodę Nobla. Tymczasem o prawo do tego wynalazku upominał się pracujący w USA serbski...
Długo nie zagrzała tam miejsca, bo w 2007 r. związała się z poznańskim oddziałem TV Biznes. W 2008 r. była już dziennikarką Polsatu, gdzie przygotowywała materiały m.in. dla „Wydarzeń”. Można powiedzieć, że przeszła do historii tej grupy medialnej, bo pierwszy „live” na antenie Polsat News był właśnie Sobkowiak‑Czarneckiej.
Przełom w jej dziennikarskiej karierze nastąpił w 2009 r., gdy związała się z TVP. To tam rozwinęła skrzydła jako dziennikarka. Pracowała jako reporterka polityczna „Panoramy”, gospodyni „Gościa poranka” i „Po przecinku”, a w latach 2015-2016 była korespondentką TVP w Brukseli, czyli również za prezesury Jacka Kurskiego. – Mówiąc najdelikatniej, mieliśmy różne wizje dziennikarstwa. Pojawiały się naciski, bym mówiła na antenie ewidentną nieprawdę. W pewnym momencie zostałam odsunięta od „Wiadomości”, a w Brukseli pojawiła się osoba, która miała sprawować nade mną nadzór merytoryczny. To już było dla mnie za wiele. Rozstaliśmy się za porozumieniem stron – mówi Magdalena Sobkowiak‑Czarnecka.
przepracowała w mediach Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, zanim trafiła do KE, a potem do polityki
W 2016 r. rozpoczęła pracę w Komisji Europejskiej w Brukseli jako specjalistka ds. informacji i komunikacji. Przygotowała przemówienia dla komisarzy Elżbiety Bieńkowskiej, Federici Mogherini i Maroša Šefčoviča. W tym czasie w stolicy Belgii pracował też jej mąż, który nie ukrywał, że do Brukseli „przyjechał za żoną”.
Tamten okres wydaje się kluczowy dla późniejszej kariery pani wiceminister. Przewodniczącym Rady Europejskiej był wówczas Donald Tusk. Zaś z krążących po politycznych korytarzach plotek wynika, że w Brukseli w KE Sobkowiak‑Czarnecka bliżej poznała zarówno Tuska, jak i jego prawą rękę Pawła Grasia.
Choć zdała egzamin na urzędnika unijnego, co dawało jej gwarancję dobrze płatnej pracy w Brukseli, w 2019 r. nieoczekiwanie pojawiła się w samym centrum krajowej polityki – zostając szefową zespołu doradców prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysława Kosiniaka‑Kamysza.
Wiceprzewodniczący klubu PSL, były wiceminister rozwoju i technologii Jacek Tomczak mówi „Rzeczpospolitej”, że ówczesna posada Sobkowiak‑Czarneckiej nie była wcale tak wymarzona, jak mogłoby się dziś wydawać. – Wiele osób ma skłonność do oceniania projektów z perspektywy sukcesu, jakie później odniosły. I rzeczywiście w wyborach w 2019 r. Koalicja Polska, złożona głównie z PSL, Unii Europejskich Demokratów i Kukiz’15, odniosła sukces. Jednak w momencie, w którym do tego projektu dołączyła Magdalena Sobkowiak‑Czarnecka, był on bardzo ryzykowny – mówi Jacek Tomczak. – W tamtym czasie szukano osób, które wzmocnią Koalicję Polską od strony PR‑owej. Była wśród nich Magda. Bardzo aktywnie zaangażowała się w kampanię – dodaje.
Rok później sukcesu już nie było. Sobkowiak‑Czarnecka została szefową sztabu w wyborach prezydenckich Kosiniaka‑Kamysza. Choć początkowo typowany był do drugiej tury, skończył udział w wyborach z marnym wynikiem 2,36 proc. Sobkowiak‑Czarnecka mocno przeżyła porażkę, ale pozostała w kręgach PSL, choć do partii nie wstąpiła. W 2021 r. założyła stowarzyszenie Kobiety w Centrum, najbardziej znane z organizacji Regionalnych Akademii Liderek. Prezeską stowarzyszenia jest do dziś.
Po wyborach w 2023 r. Sobkowiak‑Czarnecka zaczęła szybko wspinać się po szczeblach rządowej kariery
W 2023 r. stała na czele kampanii Kobiety na Wybory, choć sama do Sejmu nie kandydowała. Jednak wybory wygrane przez nową koalicję otworzyły przed nią szerokie możliwości. I to nie tylko przed nią. – Kosiniak‑Kamysz ma słabość do członków biura prasowego PSL. To jedna z najlepszych dróg do zrobienia kariery w partii – mówi jeden z ludowców. Zauważa, że były rzecznik PSL Jakub Stefaniak jest obecnie ministrem w KPRM, kolejny rzecznik partii – Miłosz Motyka – ministrem energii. Z kolei Sobkowiak‑Czarnecka w styczniu 2024 r. została ministrem w KPRM odpowiedzialną za przygotowanie polskiej prezydencji w UE.
Czytaj więcej
- Jeśli chodzi o moją ocenę, nie decyzję, bo to nie rząd podejmuje decyzje, mało prawdopodobne jest, by skala nieprawidłowości wypaczyła w sposób z...
Prezydencja, przypadająca na pierwsze półrocze 2025 r., odbyła się bez takich fajerwerków jak ta z 2011 r., która zaczęła się od plenerowego koncertu na Placu Defilad z udziałem Michaela Boltona. Wówczas Tusk chciał wykorzystać euroentuzjazm kilka lat po wejściu do UE. Druga prezydencja miała wymiar bardziej techniczny.
Jest oceniana w skrajnie różny sposób, jednak zdaniem polityków koalicji była ona sukcesem. – Nasi poprzednicy zrobili w sprawie prezydencji niewiele, więc trzeba było przygotować ją w szybkim tempie. Magdalena Sobkowiak‑Czarnecka wygrała wyścig z czasem. Pokazała się jako osoba pracowita, czująca politykę i media. Tacy ludzie są potrzebni temu rządowi, więc następstwem były kolejne propozycje – mówi Jacek Tomczak.
W październiku 2025 r. Sobkowiak‑Czarnecka została pełnomocnikiem rządu ds. unijnego programu SAFE, będącego w praktyce gigantyczną pożyczką na zbrojenia. Negocjowała warunki umowy w Brukseli, starała się zyskać dla niej polityczne poparcie, chodziła od studia do studia telewizyjnego, jednak w marcu prezydent Karol Nawrocki zawetował krajową ustawę wdrażającą ten mechanizm.
Tacy ludzie są potrzebni temu rządowi
Rząd Tuska miał plan awaryjny, polegający na podpisaniu umowy bezpośrednio z Komisją Europejską. „Pierwsza płatność z SAFE trafiła właśnie na konta polskich firm tydzień po podpisaniu kontraktów. Realne pieniądze, realne kontrakty, prawdziwe bezpieczeństwo” – napisała Sobkowiak‑Czarnecka w internecie.
– Wdrożeniem SAFE Sobkowiak‑Czarnecka mocno zapunktowała u Tuska. Padła decyzja, by pchać ją jeszcze wyżej – słyszymy od polityka KO.
19 czerwca została wiceministrem obrony, a kilkanaście dni później – pełnomocniczką rządu ds. wzmocnienia odporności państwa. Wymyślono wtedy dla niej naciąganą legendę, że jest pierwszą w historii wiceministrą obrony, w którą uwierzyło i którą powtarza wielu dziennikarzy. Naciąganą, bo przecież pierwszą kobietą-wiceszefem MON była w latach 1994-1995 Danuta Waniek z SLD.
Sobkowiak zaczęła często być pokazywana w sytuacjach pasujących do wizerunku „żelaznej damy”. Np. dzień przed defiladą z okazji Dnia Wojska Polskiego wrzuciła do sieci filmik, na którym przechadza się w otoczeniu żołnierzy, wdrapuje się na dach czołgu i wsiada na pakę wojskowej furgonetki. „Dziewięć tysięcy żołnierzy, 300 jednostek sprzętu wojskowego. Do zobaczenia na defiladzie w Warszawie!” – napisała.
Dwa dni wcześniej pojawiła się na uroczystości chrztu fregaty ORP „Wicher” w Gdyni, gdzie – stojąc na tle tego okrętu – zaatakowała prezydenta Nawrockiego. – Panie prezydencie, 5 proc. PKB na obronność – tak, ale współpraca ponad podziałami związana z bezpieczeństwem to też wspólne działanie, żeby funduszy na bezpieczeństwo było jak najwięcej – oświadczyła.
Choć w pamięci odbiorców mediów prawdopodobnie najmocniej zapisała się inną wypowiedzią, z 30 maja 2026 r. w Hucie Stalowa Wola. – Córeczko, wiem, że nie było mnie w domu w Dzień Matki. Nie wybaczę tym, przez których czytasz i boisz się, że mama pójdzie do więzienia. Do żadnego więzienia nie idę. Buduję bezpieczną i silną Polskę. Polskę SAFE – mówiła łamiącym się głosem.
Zdaniem polityków PSL „operacja Sobkowiak‑Czarnecka” ma uratować notowania jej partii
Skąd tak usilne promowanie Magdaleny Sobkowiak‑Czarneckiej? Jak wyjaśnia nam jeden z polityków PSL, proszący o zachowanie anonimowości, powodem są sondaże. Chodzi o to, że PSL jest w nich stale pod progiem wyborczym, co oznacza, że po wyborach w 2027 r., nawet zdobywając dobry wynik, KO nie miałaby koalicjantów do rządzenia. – „Operacja Sobkowiak‑Czarnecka” ma służyć podniesieniu notowań PSL. Jednak nie chodzi tu tylko o nas. Przy obecnych notowaniach rządu przydałaby się jakaś zmiana przed wyborami. Nowa twarz dałaby parę miesięcy oddechu – tłumaczy ludowiec.
Czytaj więcej
47,4 proc. Polaków nie chce, by obecna koalicja rządząca sprawowała władzę przez kolejną kadencję. Najnowszy sondaż UCE Research dla Onetu wyraźnie...
Nie wszyscy w koalicji podzielają ten entuzjazm. – To prawda, że nie ma obecnie zbyt wielu tak wyróżniających się polityków spoza głównego nurtu, jak Sobkowiak‑Czarnecka. Jednak lokomotywa powinna ciągnąć pociąg do samego końca. Wymiana premiera przed wyborami mogłaby być odebrana przez wyborców jako przyznanie się do błędu – mówi Paweł Suski z KO, wiceszef sejmowej Komisji Obrony Narodowej.
– Premierem powinien być naturalny lider, a nie ktoś, kogo buduje się w sztuczny sposób. To dla niej za ciężka zbroja. Wyborcy wyczuliby, że coś tutaj nie gra – przyznaje inny nasz rozmówca z KO.
Jednak wszyscy nasi rozmówcy zgadzają się, że notowania wiceminister ewidentnie rosną, więc jeśli nawet powierzenie Sobkowiak‑Czarneckiej funkcji premiera to dziś raczej political fiction, inne wysokie stanowisko to jak najbardziej realny scenariusz.
Nikogo nigdzie nie nominowałam
Wyczuwa to też polityczna konkurencja. W połowie sierpnia politycy PiS i sympatyzujące z nimi konta w mediach społecznościowych zaczęły upowszechniać informacje na temat awansów działaczek Stowarzyszenia Kobiety w Centrum w spółkach podległych Ministerstwu Obrony Narodowej. Ich zdaniem kontrowersyjne są też powiązania stowarzyszenia Sobkowiak‑Czarneckiej z Fundacją Konrada Adenauera, finansowaną przez niemiecki rząd.
– Nikogo nigdzie nie nominowałam. Zarzuty opozycji są kompletną bzdurą. Wiceszefowa stowarzyszenia zasiada w radach nadzorczych w zbrojeniówce nie od wczoraj, ale od kilku lat. Zaś antyniemiecka obsesja opozycji zaczyna poruszać się w oparach szaleństwa. Inna teoria głosi, że miałam zagwarantować Niemcom kontrakty z SAFE, a fakty są takie, że wszystkie pieniądze wydaliśmy w polskim przemyśle zbrojeniowym – mówi Magdalena Sobkowiak‑Czarnecka.
A czy wiceminister obrony czuje się promowana przez Donalda Tuska? – Po prostu dobrze wykonuję swoją pracę – ucina.