Rzeczpospolita: Jest pan jednym z niewielu, jeśli nie jedynym posłem opozycji, który ma wpływ na prezesa PiS. Pana interwencje dotyczyły m.in. prawa łowieckiego.
Paweł Suski (PO), przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt: W grudniu pod płaszczykiem walki z ASF Sejm przemycił kary za utrudnianie polowań. To był prezent od ministra Jana Szyszki dla myśliwych. W trzecim czytaniu dużej noweli prawa łowieckiego powiedziałem, że jestem przekonany, że niemal każdego dnia na duktach leśnych może dochodzić do scysji myśliwych z grzybiarzami czy innymi spacerowiczami. Prezes Kaczyński zareagował bez zbędnej zwłoki. Poprawka została poparta przez PiS. Udało się też odejść od innej grudniowej decyzji, ułatwiającej odstrzały w parkach narodowych.
W dodatku wprowadzono zakaz udziału dzieci w polowaniach.
Rodzic, który próbuje przyzwyczaić dziecko do widoku zabitych zwierząt, krwi czy wnętrzności, funduje mu niewyobrażalną traumę.
I jest to nie jest wiedza z książek czy filmów…
Ojciec zabierał mnie na polowania, odkąd miałem osiem czy dziewięć lat. Koszmarem skończył się już mój pierwszy kontakt z łowiectwem. Ojciec przestrzelił kręgosłup sarnie i próbował mnie zachęcić, bym poderżnął jej gardło. W końcu sam tego dokonał, a w moich oczach stał się innym człowiekiem. Ktoś, kto nigdy nie był na polowaniu, może nie wiedzieć, że sarna płacze. Niemal jak człowiek.
Cały wywiad z Pawłem Suskim w czwartkowej „Rzeczpospolitej"