Ludowa Partia Karaluchów (Cockroach Janta Party, skrót CJP) – tak ironicznie brzmi angielska oficjalna nazwa nowego ugrupowania. Ironia kryje się nie tylko w użyciu nazwy powszechnie znienawidzonych owadów, ale i zniekształconego słowa „Janta” zamiast „Janata”. Oba oznaczają lud. „Janata” występuje w nazwie prawicowego ugrupowania  premiera Narendry Modiego – Bharatiya Janata Party (BJP), czyli Indyjska Partia Ludowa.

Nowa partia odzwierciedla nastroje młodego pokolenia mieszkańców Indii, często nieźle wykształconych wysiłkiem całych rodzin, lecz bez szans na stałą pracę. Mają pretensje do rządu, że mimo szybkiego rozwoju gospodarczego kraju pogłębia się bezrobocie w nowym pokoleniu, a ci, którzy znajdują zatrudnienie, godzić się muszą na skandalicznie niskie płace i brak perspektyw. 

Czytaj więcej

Indie. Cała władza w rękach Narendry Modiego. Nazywają go „ojcem nowych Indii”

Przykład Nepalu i Bangladeszu

Indie nie są pod tym względem wyjątkiem. W ostatnich latach młodzi ludzie wyszli na ulice na Madagaskarze, w Nepalu, Maroku, Peru  i innych krajach, wyrażając swe niezadowolenie wobec korupcji elit, brutalności policji, braku perspektyw oraz nierówności ekonomicznych. Protesty te doprowadziły do zmiany władzy w sąsiednim Nepalu, gdzie w wyniku niedawnych wyborów na czele kraju stanął raper i polityk.

Podobnie stało się w drugim sąsiednim kraju Bangladeszu. Protesty młodych zmiotły partię rządzącą od 15 lat, a przed wyborami w marcu tego roku studenci utworzyli własne ugrupowanie. W wypadku Nepalu bezpośrednią przyczyną protestów było zamknięcie szeregu witryn internetowych. W Bangladeszu – skorumpowane rządy.

W Indiach zaczęło się w maju tego roku od protestów młodych ludzi na placu Dźantar Mantar, w jednym z niewielu miejsc w stolicy Indii, gdzie władze zezwalają na masowe protesty. Zwiększyły się, gdy wybuchł skandal z ujawnieniem tematów egzaminów na studia medyczne. Zdawało go ponad 2 mln kandydatów, którzy przygotowywali się nierzadko latami, ponosząc przy tym ogromne koszty.

Egzamin został unieważniony, gdyż wyszło na jaw, że pakiet tematów egzaminacyjnych oferowano w sieci za 30 tys. rupii, czyli ok. 1,2 tys. zł. Na wieść o konieczności powtórnego zdawania egzaminów co najmniej kilkunastu kandydatów popełniło samobójstwo. W Dźantar Mantar w Nowym Delhi pojawiły się żądania dymisji ministra edukacji, a marsz tysięcy młodych ludzi zakończył się bijatyką z policją. Jeden z sędziów Sądu Najwyższego porównał protestujących młodych ludzi do karaluchów, co ci postanowili włączyć do nazwy partii. W kilka tygodni po powstaniu profil nowej partii ma 22 mln obserwatorów na Instagramie, dwa razy więcej niż BJP.

Czytaj więcej

Największy na świecie festiwal religijny ma wzmocnić pozycję premiera Indii

Pokolenie bez szans. Co miesiąc milion nowych osób na rynku pracy

Trudno z tego wyciągać daleko idące wnioski, tym bardziej, że BJP, partia rządząca premiera Modiego, i on sam trzymają się dobrze i zdobywają nawet coraz większe poparcie. 

– Mało prawdopodobne, aby protesty młodzieży czy ukonstytuowanie się nowej partii mogło przekształcić się w wielki ruch społeczny, jak to się stało w Nepalu czy Bangladeszu, gdzie władza była słaba i podatna na działania protestujących – mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Kozłowski, były ambasador UE w Indiach.

Wskazuje na ogromną różnorodność społeczną Indii, co różni je od krajów sąsiednich i utrudnia masowe protesty. W Indiach działa też dobrze funkcjonujący rząd, który ma niewątpliwe sukcesy w przebudowie kraju. Ambasador Kozłowski przypomina, że na rynku pracy pojawia się co miesiąc milion osób, co jest niewątpliwie jedną z przyczyn bezrobocia młodzieży.

Liczba ludności Indii osiągnie apogeum w 2060 r., gdy kraj zamieszkiwać będzie 1,7 mld  obywateli. Jednak stale spada wskaźnik dzietności, z 3,4 dzieci na kobietę w 1993 r. do 2,0 w 2021 r. Obecnie pracy nie ma 40 proc. absolwentów szkół wyższych.

W indyjskiej prasie mowa jest o 300 mln osób w wieku 16-25 lat, których los nie uległ żadnej poprawie mimo skoku ekonomicznego kraju. Rząd federalny, podobnie jak i stanowe, próbuje ten problem rozwiązać za pomocą zasiłków. W zależności od stanu jest to 2 tys.-3,5 tys. rupii (100-120 zł) dla bezrobotnego. To niewiele przy medianie płac 27,5 tys. rupii. 

To wszystko dzieje się w warunkach 7 proc. wzrostu  gospodarczego w ostatnich latach. Młode pokolenie naciska więc na rząd, aby coś dla nich zrobił. Jest to tym trudniejsze, że ogromny wpływ na karierę zawodową ma przynależność kastowa, religijna czy rasowa. Nade wszystko zaś koneksje społeczne i korupcja. 

Młodzi ludzie z kast niższych czy społeczności dalitów, nazwanych dawniej niedotykalnymi, a także społeczności muzułmańskiej, spotykają się nierzadko z dyskryminacją. Oczywiście są wyjątki, jak chociażby Abhijeet Dipke, lider Ludowej Partii Karaluchów, który jest dalitą, a studia w Bostonie zawdzięcza przypadkowi, prócz swej inteligencji.  

Czytaj więcej

Patryk Kugiel: Europa chce odkleić Indie od Rosji i od BRICS

Demokracja nieliberalna 

Premier Narendra Modi nie musi odczuwać zagrożenia ze strony pokolenia Z. Cieszy się 70 proc. popularnością w kraju i jest najbardziej popularnym przywódcą na świecie (według Global Leader Approval Rating Tracker). Rządzi największą demokracją świata trzecią kadencję z rzędu, już nawet bez liczącej się opozycji.

Jego BJP wraz z sojuszniczymi ugrupowaniami zdobyła większość w lokalnych parlamentach wielu stanów. Na znaczeniu traci Indyjski Kongres Narodowy (INC) na czele z Rahulem Gandhim, ostatnim liderem całej rządzącej Indiami dynastii. W opinii zagranicznych ekspertów Narendra Modi staje się w coraz większym stopniu władcą autorytarnym. Znajduje to odzwierciedlenie w naruszeniach wolności słowa, swobody  prasy i wolności akademickiej, a także w represjach wobec opozycji politycznej.

Czytaj więcej

Malediwy kontra Indie: „Modi to marionetka Izraela”. A zaczęło się od turystyki

– Indie są obecnie demokracją nieliberalną, w której podważana jest zasada trójpodziału władz, naruszane podstawowe prawa obywatelskie oraz kwestionowana praworządność. Ponadto partia BJP podejmuje zdecydowane działania na rzecz przekształcenia państwa indyjskiego zgodnie z ideologią hindutwy – mówi „Rzeczpospolitej” Thorsten Wojczewski z uniwersytetu w Coventry, autor licznych książek i opracowań o współczesnych Indiach.

Hindutwa to ideologia polityczna uznająca wartości religii hinduistycznej za fundament indyjskiego społeczeństwa oraz kultury. Kłóci się to z aspiracjami 200 mln mniejszości muzułmańskiej, co prowadzi do licznych konfliktów, nierzadko krwawych. To cień na wizerunku premiera Modiego. Jego sukcesy gospodarcze są jednak ogromne. Dopóki tak będzie, nie musi się obawiać żadnej konkurencji, nie tylko Ludowej Partii Karaluchów.