„Rzeczpospolita”: W poniedziałek liderzy UE, Ursula von der Leyen i António Costa, brali udział w obchodach święta narodowego Indii, nawet żołnierze z flagą Unii przejechali w czasie parady wojskowej w Delhi. To wszystko dzień przed ogłoszeniem wielkiego porozumienia na szczycie UE–Indie. Dlaczego Europa teraz zwróciła uwagę na tę największą demokrację świata? Z powodu Donalda Trumpa i Władimira Putina?
To proces, który trwał latami. Negocjacje zaczęły się w 2007 r., utknęły w miejscu w 2013 r. I dopiero w 2022 r., już po rozpoczęciu wojny na Ukrainie, Unia zdecydowała się na wznowienie negocjacji. Z bardzo mocnym postanowieniem, że powinny się zakończyć bardzo szybko. To się zaczęło długo przed pogorszeniem się europejskich relacji z USA i z Rosją. Dzisiaj Europa ma wrogie relacje z Rosją, ma napiętą rywalizację systemową z Chinami. No i ma poważny kryzys w relacjach z USA. Nie potrzebuje już więcej wrogów i nieprzyjaciół, ale potrzebuje jakiegoś partnera, który ma wagę w stosunkach międzynarodowych, z którym można jeszcze jakoś bronić obecnego systemu. Czyli wolnego handlu, zasad, porządku międzynarodowego, organizacji międzynarodowych, multilateralizmu.