Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co było historycznym aspektem wizyty Aleksandra Łukaszenki w Pjongjangu.
  • Jakie zewnętrzne zależności wpłynęły na realizację tej wizyty.
  • Jakie formalne porozumienie zostało zawarte między oboma państwami.
  • Jakie konkretne cele gospodarcze mają napędzać współpracę białorusko-północnokoreańską.
  • Jakie polityczne i osobiste motywy mogły kierować białoruskim przywódcą.
  • Jakie fundamentalne podobieństwa występują między systemami politycznymi Białorusi i Korei Północnej.

Tysiące wypchniętych z własnego kraju Białorusinów w środę na ulicach Warszawy, Wilna i wielu innych miast Europy obchodziły Dzień Wolności (nawiązujący do proklamowanej w 1918 r. Białoruskiej Republiki Ludowej), zakazany od lat w ich ojczyźnie.

W tym samym czasie urzędujący od ponad trzech dekad dyktator Aleksander Łukaszenko udał się tam, gdzie wolności jest znacznie mniej niż pod jego rządami na Białorusi – rozpoczynał swoją pierwszą oficjalną dwudniową wizytę w Korei Północnej.

Łukaszenkę przywitał tłum kilkuletnich dzieci wiwatujących na lotnisku, towarzyszyło mu kilkudziesięciu policjantów na motocyklach, a konna eskorta honorowa i orkiestra witały go na Placu Kim Ir Sena (dziadka obecnego przywódcy Korei Północnej). Na opublikowanych przez służbę prasową Łukaszenki nagraniach, relacjonujących podróż po ulicach północnokoreańskiej stolicy, nie zobaczymy żadnych przechodniów czy przypadkowych mieszkańców, oprócz „spacerujących” funkcjonariuszy tamtejszej bezpieki w czarnych garniturach. Pjongjang postawiono na baczność, miasto skupiło się wyłącznie na wizycie białoruskiego dyktatora.

Białoruś–Korea Północna. Co łączy dwie dyktatury?

Dotychczas Łukaszenko nigdy nie był w Korei Północnej i prawdopodobnie nie trafiłby tam, gdyby nie zacieśniająca się od kilku lat współpraca Moskwy z Pjongjangiem. Białoruski dyktator swoje szczególnie bliskie relacje z Kremlem zaznaczył już na początku wizyty, składając „na prośbę Władimira Putina” kwiaty pod Pomnikiem Wyzwolenia ku czci poległych w wojnie z Ukrainą północnokoreańskich żołnierzy (a według południowokoreańskiego wywiadu – zginęło co najmniej 2 tys. żołnierzy). Co ciekawe, swoją wizytę w Korei Północnej Łukaszenko zapowiadał jeszcze w styczniu ubiegłego roku, ale wtedy dość chłodno odpowiedziała na to wpływowa siostra północnokoreańskiego dyktatora Kim Jo Dzong. W propagandowych mediach zaznaczała, że to białoruska strona od ponad dwóch lat stara się o tę wizytę i sugerowała władzom w Mińsku, by „skonkretyzowały” cele takiej wizyty.

– Tę wizytę Łukaszence załatwili Rosjanie, bo odpowiada interesom Federacji Rosyjskiej. Moskwa chce w ten sposób zademonstrować, że oś popierających Kreml dyktatorów nadal jest mocna – mówi „Rzeczpospolitej” Paweł Łatuszka, były białoruski dyplomata i minister kultury, a obecnie jeden z liderów opozycji demokratycznej.

Czytaj więcej

Andrzej Poczobut: Pięć lat w więzieniu na Białorusi. Zakładnik reżimu Łukaszenki

W czwartek Aleksander Łukaszenko i Kim Dzong Un podpisali Traktat o przyjaźni i współpracy między Republiką Białorusi a Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną. Zapowiedziano, że ma się to przyczynić do rozwoju współpracy handlowej, która jak dotychczas rocznie opiewała na zaledwie kilkaset tysięcy dol. Z przecieków medialnych wynika, że reżim w Mińsku rozpoczął dostawy żywności do Korei Północnej i liczy na to, że będzie eksportować tam swoje maszyny rolnicze. Nie wykluczono też, że Łukaszenko chce pozyskać „posłuszną” siłę roboczą (Pjongjang od lat „wypożycza” pracowników Rosji) w sytuacji, gdy na Białorusi – z powodu wymuszonej represjami masowej emigracji i kryzysu demograficznego – brakuje rąk do pracy.

– Mogę wam powiedzieć, jako człowiek, który już widział wszystko na tym świecie: wasz kraj czeka wielka przyszłość z tym pracowitym, zdyscyplinowanym narodem – czytał z kartki Łukaszenko, siedząc przy stole naprzeciwko Kim Dzong Una.

Najmłodszy syn i ulubiony szpic. Kogo Łukaszenko zabrał do Korei Północnej?

– Skład delegacji Łukaszenki, któremu towarzyszą m.in. ministrowie edukacji i zdrowia oraz wicepremier ds. rolnictwa, pokazuje, że nie zapowiadają się żadne duże projekty gospodarcze. Chodzi raczej o jakieś programy edukacyjne dla obywateli Korei Północnej na Białorusi i realizację przez Białorusinów jakichś projektów medycznych w Pjongjangu. Dostawy żywności z Białorusi też są ważne, bo co jakiś czas w Korei Północnej dochodzi do głodu – mówi Łatuszka.

Czytaj więcej

Szpagat Łukaszenki. Jak udobruchać Trumpa i nie rozzłościć Putina?

– Dla Łukaszenki, który jest nielegalnym przywódcą, ważne jest pokazywanie Białorusinom, że jest uznawany na zewnątrz. Łukaszenko doskonale wie, że jego wizyta w Korei Północnej zostanie zauważona w wielu miejscach świata. Lubi też, gdy wiwatują na jego cześć i przyjmują go w wystawny sposób – dodaje.

Znany niezależny białoruski politolog i publicysta portalu Pozirk Aleksander Klaskouski zwraca uwagę na to, że Łukaszence w podróży tradycyjnie już towarzyszył jego 21-letni syn Mikołaj. – W głębi duszy Łukaszenko zazdrości dynastii Kimów i myślę, że marzy o tym, by w przyszłości przekazać władzę właśnie swojemu najmłodszemu synowi – mówi „Rzeczpospolitej” Klaskouski. – Do Korei Północnej Łukaszenko zabrał nawet swojego szpica „Umkę”, ale przynajmniej do udziału w oficjalnych uroczystościach ulubionego psa dyktatora nie zaangażowano – dodaje.