Kto to powiedział: „(niska dzietność – red.) to teraz bardziej problem kulturowy niż społeczny. Kiedy pytasz młodych ludzi, zwłaszcza młode kobiety, »Jaki jest problem z macierzyństwem?«, to nie jest to problem społeczny, nie chodzi o mieszkanie, nie chodzi o pieniądze: chodzi o to, że nie lubią takiego stylu życia, obowiązków, odpowiedzialności” i „Młodszemu pokoleniu o wiele łatwiej jest żyć bez tej odpowiedzialności, bo jeśli ma się dzieci, trzeba być o wiele bardziej odpowiedzialnym”? Jarosław Kaczyński? Przemysław Czarnek? Ależ skąd: premier Donald Tusk w rozmowie z „The Sunday Times” w 2025 r.

To by było na tylejeśli chodzi o różnice pomiędzy wymienionymi wyżej politykami. A właściwie ich brak, jeśli chodzi o ocenianie kobiet, czy młodych osób w ogóle

Adam Szłapka przeprasza w imieniu Donalda Tuska. Kampania wyborcza trwa

„Gdybyśmy poszli tą logiką, że każdy musi mieć 500 metrów czy kilometr do miejsca, gdzie można urodzić, to musielibyśmy mieć w każdej najmniejszej miejscowości porodówkę. I to jest nie do utrzymania” – w ten sposób Donald Tusk odpowiedział uczestnikom programu „Bez kitu” na antenie TVN24. 20 marca młodzi ludzie zapytali go o sytuację kobiet w Lesku, gdzie zamknięty został oddział położniczy. Premier zapewnił, że był na miejscu i wszystko działa. Ale to nie jest prawdą. Zamknięcie porodówki w mieście potwierdził także serwis Demagog. 

Czy nam się to podoba czy nie, i choć jest to szaleństwo, kampania już się zaczęła – półtora roku przed wyborami. Dlatego wypowiedź premiera waży tyle, ile każda kampanijna wtopa. We wtorek w imieniu Donalda Tuska przeprosił za nią rzecznik rządu Adam Szłapka, co wcale nie oznacza, że traktuje problem z należytą powagą. Czy gdyby ta wypowiedź padła tuż przed niedzielą wyborczą kosztowałaby Koalicję Obywatelską zwycięstwo? Inaczej: temat porodówek i wszystko, co się z nim wiąże, będzie mieć coraz większe polityczne znaczenie. 

O wyniku wyborów w 2027 r. zdecyduje dostęp do usług publicznych w Polsce niemetropolitalnej 

„O kształcie sceny politycznej w 2027 r. może zdecydować podział Polski na centrum i peryferie”, napisałam w „Rzeczpospolitej” 16 grudnia.  – Dostęp do usług publicznych będzie coraz ważniejszy. Jest coraz więcej badań z innych państw (to m.in. Dania, Włochy, Francja), które potwierdzają, że ich zwijanie – likwidowanie szkół czy placówek ochrony zdrowia – w peryferyjnych miejscowościach zwiększa lokalnie poparcie partii antysystemowych, zwłaszcza skrajnie prawicowych. Oszczędnościowe decyzje państwa w jakiejś mierze generują antysystemowy zwrot – myślę, że trzeba się temu w Polsce przypatrzeć – skomentował wówczas dr hab. Adam Gendźwił, prof. Uniwersytetu Warszawskiego. Socjolog poinformował niedawno, że wraz z zespołem zrealizuje w Polsce czteroletni projekt badawczy „Resentyment przestrzenny i jego polityczne konsekwencje”. Sprawdzi m.in. „w jaki sposób »zwijanie« dostępu do usług publicznych (szkoły, szpitale), wpływa na decyzje polityczne lokalnych elektoratów”. Skupi się na tych obszarach, „których mieszkańcy czują się pomijani lub »pozostawieni w tyle«”. 

Czytaj więcej

Zaborów nie widać. Usług publicznych też nie. I zyskuje na tym Konfederacja

W książce „Poza największymi. Studium o byłych stolicach województw” Karol Wałachowski wyjaśnia, że przyspieszająca depopulacja „będzie pogłębiać różnice rozwojowe pomiędzy metropoliami a średnimi i małymi miastami”. W jaki sposób? „Dla mieszkańców spoza metropolii będzie oznaczać spadek jakości życia. W wielu miejscach przestanie działać transport publiczny, bo zabraknie ludzi do jego opłacalnego funkcjonowania. Szkoły będą zamykane i łączone przez brak wystarczającej liczby uczniów. Dla młodych ludzi oznaczać będzie to codzienne pokonywanie nawet dziesiątek kilometrów do szkoły. Ucierpią usługi publiczne: zamykane będą szpitale, przychodnie, posterunki policji. Mniejsza liczba ludności to mniej konsumentów. Działanie wielu biznesów – gastronomii, miejsc rozrywki, usług komercyjnych – nie będzie miało dłużej sensu”. 

Premier Donald Tusk może za chwilę stać się twarzą zwijania usług publicznych w Polsce niemetropolitalnej

Skoro stawiając na Przemysława Czarnka, Jarosław Kaczyński porzucił centrum, kto się po nie schyli? W temat kryzysu demograficznego, zamkniętych porodówek i porodów na SOR-ach angażują się dziś Krzysztof Bosak i Karina Bosak. PiS chciał obejść Konfederację z prawej strony, ale po pierwsze, może mu się to nie udać, a po drugie, to właśnie Konfederacja staje się nowym centrum, w tym sensie, że adresuje problemy mieszkańców Polski niemetropolitalnej. Podczas gdy premier Donald Tusk może za chwilę stać się twarzą zwijania w niej usług publicznych. 

Czytaj więcej

Estera Flieger: Donald Tusk wolałby koalicję z Konfederacją?

I co z tego, że Sławomir Mentzen proponuje rozwiązania skrajnie wolnorynkowe, które rozwojowi usług publicznych nie sprzyjają. Okazuje się, że nie w tym rzecz. By wyjaśnić ten paradoks, wystarczy powtórzyć za Adamem Gendźwiłłem, że „oszczędnościowe decyzje państwa w jakiejś mierze generują antysystemowy zwrot”.

A jeśli Konfederacja, sięgająca po tak rozumiane centrum, to pożądany koalicjant dla Donalda Tuska? „Uważam, że wszystko jest możliwe” – o takim sojuszu wyraził się w niedzielę w Polsat News Grzegorz Schetyna.