Posłanka KO Katarzyna Kierzek-Koperska złożyła wniosek o przeprowadzenie w trybie pilnym kontroli doraźnej w zakresie prawidłowości sporządzania sprawozdań finansowych w latach 2022-2025. Kontekst jest oczywisty – dotyczy właśnie prezydenckiego projektu polski SAFE 0 proc. Posłowie chcą wiedzieć, czy wykazywana od kilku lat przez NBP strata, szacowana na 100 mld zł, jest prawdziwa. – Zależy nam na tym, aby kontrola była jak najszybciej przeprowadzona, dlatego że mamy sprawozdanie NBP z wykonania założeń polityki pieniężnej, ale także oceniania NBP czy przyjmowania informacji w zakresie wyniku finansowego. Chcielibyśmy – i jest o to prośba – aby ta kontrola nie była rutynowa, żeby jak najszybciej można było przedstawić komisji czy Sejmowi jej wyniki. Kontrola otrzymuje od Komisji Finansów Publicznych priorytet. Moim zdaniem bezpośrednia, szybka reakcja w tym zakresie jest niezwykle ważna również dla bezpieczeństwa finansowego Polski – podkreślała na Komisji Finansów Publicznych posłanka Krystyna Skowrońska z KO. Wniosek posłów został skierowany do Komisji Kontroli Państwowej, której podlega NIK.
Dlaczego polski SAFE 0 proc. budzi wątpliwości posłów koalicji rządzącej?
Prezydent Karol Nawrocki wraz z prezesem NBP Adamem Glapińskim 4 marca zaproponowali alternatywę dla unijnego SAFE, z którego Polska może otrzymać 185 mld zł unijnej pożyczki. Określili ją mianem polskiego SAFE 0 proc., który ma sfinansować inwestycje związane z obronnością. Według prezydenckiego projektu tymi środkami miałyby być wpływy z zysku NBP, dotychczas wpłacane do budżetu państwa (ostatnie zyski NBP wykazał za rok 2022). Teraz miałyby trafiać do Banku Gospodarstwa Krajowego, który mógłby zaciągać kredyty i pożyczki, a także emitować obligacje na rynku krajowym i zagranicznym. Dzięki temu na modernizację polskich sił zbrojnych miałoby docelowo trafić właśnie 185 mld zł.
Według ekonomistów to pomysł nierealny, do tego został źle przyjęty także w samym NBP. – Prezes Glapiński wywiódł w pole prezydenta Nawrockiego tym pomysłem. Abstrahując od skutków makroekonomicznych, które wywołałaby ta inżynieria finansowa, to żeby w ogóle móc ten pomysł wprowadzić w życie, należałoby zmienić zasady rachunkowości, a więc mieć zgodę Europejskiego Banku Centralnego – wskazuje "Rzeczpospolitej" jeden z pracowników banku centralnego.
Według kuluarowych informacji Glapiński chce w ten sposób „wychodzić” od prezydenta Nawrockiego nominację dla Marty Kightley, od lat jednej z najbliższych swoich współpracowniczek, która pracowała z nim jeszcze w czasach jego pracy w Szkole Głównej Handlowej. Na początku marca skończyła się jej sześcioletnia kadencja, a na jej odnowienie musi się zgodzić także premier, składając kontrasygnatę. – Kightley, wracając do NBP na nieusuwalną przez sześć lat kadencję wiceprezesa, gwarantuje nierozliczenie czasów Adama Glapińskiego, którego prezesura kończy się już w 2028 r. – wskazuje jeden z naszych rozmówców.
„Królestwo Adama Glapińskiego”, czyli rządy twardej ręki
Prof. Adam Glapiński jest prezesem od 2016 r. Od kilku lat w NBP rozkręca się otwarty konflikt prezesa z częścią członków zarządu, którzy zarzucają Glapińskiemu autorytarny sposób zarządzania bankiem. Rękawicę rzucili prezesowi Marta Gajęcka, Rafał Sura, Piotr Pogonowski (na początku marca odszedł z NBP), a wcześniej Paweł Mucha.