Reklama

Widmo poważnego kryzysu nad Ukrainą. Wołodymyr Zełenski ma poważny problem

W piątym roku wojny z Rosją doszło do paraliżu ukraińskiej Rady Najwyższej. By zrestartować parlament, Wołodymyr Zełenski będzie musiał porozumieć się z opozycją.
Wołodymyr Zełenski

Wołodymyr Zełenski

Foto: REUTERS

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie są główne przyczyny paraliżu ukraińskiej Rady Najwyższej?
  • Co doprowadziło do rozpadu dotychczasowej większości parlamentarnej na Ukrainie?
  • W jaki sposób wewnętrzne podziały i afery korupcyjne wpływają na stabilność parlamentu?
  • Jakie kluczowe ustawy i decyzje blokuje obecny impas legislacyjny na Ukrainie?
  • Jak zmieniła się dynamika pracy parlamentu od początku pełnoskalowej inwazji?

– Rada Najwyższa jest uosobieniem demokratycznego oporu Europy – przemawiała ostatnio w ukraińskim parlamencie przewodnicząca Bundestagu Julia Klöckner. Pod koniec lutego w tym samym miejscu oklaski ukraińskich parlamentarzystów zbierał marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Zagraniczni goście wracają jednak z Kijowa do swoich stolic, a ukraińscy deputowani wracają na wojnę. Nie na oddalonym setki kilometrów od stolicy froncie, lecz do tej toczącej się w murach Rady Najwyższej i paraliżującej pracę parlamentu. Z wielkimi pieniędzmi, oligarchami i korupcją w tle.

Większość Wołodymyra Zełenskiego się rozpada. Paraliż Rady Najwyższej

W środę, gdy Julia Klöckner przemawiała w parlamencie w Kijowie, deputowani ukraińscy nie potrafili przyjąć żadnej ustawy, nie licząc kilku uchwał dotyczących kwestii technicznych. Poparcia nie znalazła nawet rządowa ustawa zbliżająca ukraińskie samorządy do standardów europejskich (chodzi m.in. o współdzielenie mieszkaniowe i cyfryzację ich działalności). Poparło ją jedynie 126 deputowanych prezydenckiej partii, ale ponad 90 przedstawicieli prezydenckiego ugrupowania Sługa Narodu nie głosowało albo w ogóle było nieobecnych w ukraińskim parlamencie. W ostatnich miesiącach uzbieranie niezbędnych 226 głosów w Radzie Najwyższej graniczy z cudem. Wszystko wskazuje na to, że partia prezydenta, która po wyborach w 2019 r. zdobyła aż 254 z 450 mandatów (co wydarzyło się po raz pierwszy w historii ukraińskiego parlamentu), już dawno straciła większość. Nie ma już też poparcia ugrupowań, które w zależności od sytuacji popierały inicjatywy prezydenta.

Czytaj więcej

Ukraina: Operacja „Sługa narodu”

„Tak zwana »monowiększość« de facto już od dawna nie jest większością. Na początku inwazji deputowani zmobilizowali się i Rada pracowała pełną parą. Jednak z każdym kolejnym rokiem wielkiej wojny sytuacja stopniowo się pogarszała. Część parlamentarzystów rozjechała się po »użhorodzkich kotłach« (tak ironicznie w Ukrainie nazywają oddalone od frontu miejsca – red.), część uciekła za granicę, a część została wyrzucona z frakcji” – czytamy w artykule wpływowego kijowskiego portalu Ukraińska Prawda. Dowiadujemy się też, że ze 170–180 deputowanych swojej frakcji, na głosy których jeszcze niedawno mógł liczyć prezydent, dzisiaj pozostało co najwyżej 120–130 w pełni lojalnych wobec Zełenskiego deputowanych „sług narodu”.

Reklama
Reklama

Autorzy materiału zwracają też uwagę na wewnątrzpartyjny chaos, który zaczyna blokować ważne dla kraju decyzje. 10 kwietnia Rada Najwyższa nie potrafiła przyjąć rządowej ustawy dotyczącej opodatkowania portali handlowych, czego oczekiwał wspierający Ukrainę Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Niezbyt dobrze to wróży Ukrainie, zwłaszcza w sytuacji, gdy Węgry i Słowacja mogą zablokować pożyczkę dla Kijowa w wysokości 90 mld dol.

– Nie wszyscy koledzy mają przeczucie nadciągającej finansowej tragedii. Ja je mam, ma je również minister finansów, ponieważ rozumie, że w kwietniu nie będzie czym finansować wydatków – powiedział pod koniec lutego w rozmowie z „Forbes Ukraine” Danyło Hetmańcew, który w Radzie Najwyższej stoi na czele komisji zajmującej się finansami kraju.

Afery korupcyjne i bunt deputowanych. Parlament Ukrainy znalazł się w stanie paraliżu

– Niestety to prawda. Dzisiaj Rada Najwyższa nie jest zbyt efektywna. Mamy kryzys. Od ponad miesiąca nie możemy przyjąć żadnej z ważnych ustaw. Z nami prezydent nie chce rozmawiać, a sami nie mają już wystarczającej liczby głosów – mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Honczarenko, deputowany Rady Najwyższej z opozycyjnej Europejskiej Solidarności.

Część deputowanych z partii Zełenskiego, związanych z oligarchą Ihorem Kołomojskim, zbuntowała się niedługo po wyborach w 2019 r., gdy trafił on na celownik ukraińskich służb i dziś przebywa w areszcie. Ponad 20 deputowanych „sług” zjednoczyło się wokół byłego przewodniczącego parlamentu Dmytra Razumkowa, którego drogi z Zełenskim rozeszły się jeszcze przed wielką wojną. Pozostają we frakcji, by nie stracić mandatów, bo dostali się do Rady z listy partyjnej. Inni zaczynają spoglądać na sondaże, z których wynika, że przyszłość politycznej kariery Zełenskiego, ale też jego partii po wojnie jest pod dużym znakiem zapytania

Czytaj więcej

Gen. Walerij Załużny zaatakował Wołodymyra Zełenskiego. Rozpoczął kampanię wyborczą?

Jeszcze rok temu Zełenski mógł liczyć na poparcie deputowanych z grupy Dowira (Zaufanie) oligarchy Andrija Werewśkiego, z ugrupowania Za Majbutne (Za przyszłość) Ihora Palycy czy rozrzuconych po różnych frakcjach resztek zlikwidowanej prorosyjskiej Opozycyjnej Platformy Za Życie. Czasami rządowe ustawy popierali też deputowani związani ze zbiegłymi oligarchami Serhijem Liowoczkinem czy Dmytrem Firtaszem.

Reklama
Reklama

Ale to się skończyło. Ukraińscy analitycy wskazują, że poparcie znacznej części deputowanych prezydent stracił po tym, gdy latem ubiegłego roku próbował podporządkować władzy wykonawczej organy antykorupcyjne. A później, pod presją protestów, zrezygnował z tego pomysłu, zrzucając całą polityczną odpowiedzialność na parlament. Gwoździem do trumny „sytuacyjnej” większości w Radzie była zaś afera korupcyjna w sektorze energetycznym, która zmiotła kilku ministrów oraz szefa prezydenckiego biura Andrija Jermaka. Służby ruszyły też w grudniu i w styczniu do biur poselskich, stawiając zarzuty m.in. liderce frakcji Batkiwszczyna i byłej premier Julii Tymoszenko. Latem ubiegłego roku popierała ona prezydencką kontrowersyjną ustawę godzącą w organy antykorupcyjne, a dzisiaj twierdzi, że jest prześladowana z powodów politycznych. Tak zwana afera kopertowa (chodzi o kupowanie głosów deputowanych) uderza w kilkudziesięciu parlamentarzystów. Tuż po tym część deputowanych zaczęła bojkotować wszystkie wrażliwe głosowania.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Wołodymyr Zełenski robi krok wstecz, ale puszka Pandory została otwarta

– Obecnie około czterdziestu deputowanych Rady Najwyższej jest figurantami spraw karnych prowadzonych przez Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy. Większość z nich to deputowani partii Sługa Narodu – mówi „Rzeczpospolitej” Wołodymyr Fesenko, znany kijowski politolog.  – Parlament znalazł się w stanie paraliżu. To problem, bo nie da się podjąć żadnej ważnej decyzji – twierdzi ekspert.

– Na początku pełnoskalowej wojny mieliśmy porozumienie i każdy z każdym rozmawiał, dyskutował. Mieliśmy sytuacje, gdy na „tak” głosowało nawet 300 deputowanych. Zełenski powinien przestać czuć się cesarzem i zacząć rozmawiać z parlamentem – mówi z kolei Honczarenko.

Polityka
Elektryczne auta i wiatraki to za mało. Niemcy nie realizują planu
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Polityka
Ali Chamenei nie chciał, by syn został jego następcą. Wywiad USA informował Trumpa
Polityka
Szpagat Łukaszenki. Jak udobruchać Trumpa i nie rozzłościć Putina?
Polityka
Atak USA na Iran: Donald Trump nie wziął jednego pod uwagę i teraz ma problem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama