Na przeszkodzie uruchomienia nowego pakietu niemieckiej pomocy stoi ustępujący kanclerz Olaf Scholz. Dokładniej rzecz biorąc, jest on równocześnie za i przeciw. Udowadnia, że jest gotów zgodzić się na dodatkowe środki dla Ukrainy, lecz ich źródłem powinny być nowe kredyty. Wymagałoby to unieważnienia konstytucyjnego hamulca budżetowego. Jest to przedsięwzięcie praktycznie niemożliwe do przeprowadzenia w warunkach kampanii wyborczej.
Równocześnie Scholz nie chce nic słyszeć o innym rozwiązaniu w postaci wykorzystania zapisu w konstytucji przewidującego możliwość obciążenia budżetu „niezaplanowanymi wydatkami”, na co nalega Friedrich Merz, szef CDU i prawdopodobny przyszły kanclerz po lutowych wyborach do Bundestagu. Chodzi w sumie o 3 mld w budżecie opiewającym na 480 mld euro z luką budżetową sięgającą 16 mld euro.