W głosowaniu nie
wzięło udział pięciu posłów koalicji rządowej. Nie głosowało
trzech posłów KO (Roman Giertych, Krzysztof Grabczuk i Waldemar
Sługocki) oraz dwoje posłów Polski 2050 (Agnieszka Buczyńska,
Paweł Zalewski). O ukaranie posłów,
którzy w trakcie głosowania złamali dyscyplinę partyjną
wnioskował do Donalda Tuska szef klubu KO Zbigniew Konwiński.
Głosowawanie w sprawie aborcji nie było zwykłym głosowaniem
„To nie było zwykłe głosowanie. Poseł Grabczuk w szpitalu - jest usprawiedliwiony. Posłowie Giertych i Sługocki zostaną zawieszeni w klubie poselskim i pozbawieni funkcji (wiceprzewodniczącego klubu i wiceministra)” – napisał Tusk na platformie X.
Roman Giertych odniósł się do swojej postawy na Twitterze/X. "Wiele moich poglądów ewoluowało, ale nie jestem Moniką Pawłowską a rebours. Dzisiaj ze względu na szacunek do poglądów jednak zdecydowanej większości wyborców KO oraz do dyscypliny klubowej postanowiłem nie brać udziału w głosowaniu nad projektem Lewicy" - napisał mecenas.
Również na Twitterze/X wypowiedział się poseł Waldemar Sługocki. „Moja nieobecność w Sejmie spowodowana jest podróżą służbową do USA, zaplanowaną kilka miesięcy temu. Wielokrotnie w swych wypowiedziach podkreślałem potrzebę depenalizacji aborcji. Jestem przekonany, że projekt wróci do Sejmu i uzyska większość” – napisał.
Tomasz Trela przewidział złamanie dyscypliny klubowej
Takie rozwiązanie przewidywał w rozmowie z „Rz” Tomasz Trela, wiceszef klubu parlamentarnego Lewicy. – Do przegłosowania każdej rzeczy w Sejmie potrzeba 231 głosów – przypomniał. – Wolałbym mieć więcej, najlepiej 276, żeby móc odrzucić weto prezydenckie. I niech w tym gronie będzie Giertych, który w sprawach fundamentalnych dla mnie wstrzyma się, albo zatnie w toalecie – dodał.
Czytaj więcej
To będzie najbardziej brutalna kampania po 1989 r. – mówi Tomasz Trela, wiceszef klubu parlamentarnego Lewicy.
Podkreślił, że tak może być teoretycznie. – My nie powinniśmy grać na 231 mandatów, tylko na zdecydowanie więcej, bo takich Giertychów może być więcej. Słyszę, co mówią Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia. Twierdzą, że w kwestii dostępności aborcji każdy z ich polityków będzie głosował zgodnie ze swoim sumieniem. Moje sumienie podpowiada mi, co myśli ich sumienie, czyli że oni są przeciwni tym postulatom, o których mówi dzisiaj Lewica – powiedział.