Światełko w tunelu. Francja broni się przed rządami skrajnej prawicy

Skrajna prawica, front ludowy i liberałowie: u progu kampanii wyborczej francuska scena polityczna dzieli się na trzy bloki. Emmanuel Macron liczy, że z tego da się uzbierać większość w obronie republiki.

Publikacja: 18.06.2024 04:30

Emmnuel Mcron i  były premier i jeden z kluczowych sojuszników prezydenta Edouard Philippe

Emmnuel Mcron i były premier i jeden z kluczowych sojuszników prezydenta Edouard Philippe

Foto: PAP/EPA

Zapowiedź Emmanuela Macrona rozpisania przedterminowych wyborów 9 czerwca miało efekt bomby. Nawet premier Gabriel Attal był tym zaskoczony, w jego otoczeniu niektórzy nie mogli powstrzymać łez z powodu obawy o brutalny koniec kariery politycznej – relacjonuje dziennik „Le Monde”. 

– To była decyzja niepotrzebna i ryzykowna. Po raz pierwszy w historii republiki skrajna prawica może przejąć władzę. Bo reżim Petaina w 1940 roku został wprowadzony nie z woli Francuzów, ale przez nazistowskich okupantów – mówił w telewizji BFMTV były premier Lionel Jospins. 

Teraz jednak kurz powoli zaczyna opadać, ukazując zupełnie nowy pejzaż polityczny kraju. Do niedzielnego wieczoru można było rejestrować listy wyborcze. W ciągu tygodnia, jaki upłynął od zapowiedzi Macrona, zaczęły się kształtować zupełnie nowe alianse. Niewątpliwe największa jest rewolucja na lewicy. Tu nienawidzące się ugrupowania, w szczególności Partia Socjalistyczna pod kierunkiem eseisty żydowskiego pochodzenia Raphaela Glucksmanna i radykalna Francja Niepokorna zdradzającego poglądy antysemickie Jeana-Luca Melenchona, utworzyły wraz z Zielonymi i komunistami Nowy Front Ludowy (NFP). 

Czytaj więcej

Sondaż z Francji: Czy Marine Le Pen będzie mieć bezwzględną większość po wyborach?

Ale i na umiarkowanej, gaullistowskiej prawicy doszło do dramatycznych scen, gdy lider ugrupowania (Republikanie) Eric Ciotti niespodziewanie zapowiedział alians ze skrajną prawicą Marine Le Pen. Gdy większość przywódców ugrupowania odwróciło się od Ciottiego, ten zabarykadował się w siedzibie partii. 

Pałac Elizejski wierzy, że alians lewicy jest przejściowy i po wyborach rozpadnie się

W tego wszystkiego rysuje się nowy obraz polityczny kraju. Sondaż dla tygodnika „Le Journal du Dimanche” daje Zjednoczeniu Narodowemu 35 proc. poparcia (inne sondaże wskazują raczej na 30 proc.) – mniej więcej tyle, ile ugrupowanie dostało w eurowyborach. W siłę rośnie natomiast Front Ludowy: może już liczyć na 26 proc. poparcia. Szybko poprawia też wynik obozu prezydenckiego („Renaissance”). W wyborach do Parlamentu Europejskiego dostał 14 proc. głosów, teraz miałby ich mieć 19 proc. Republikanom z 7 proc. głosów grozi zaś marginalizacja.

Preferencje wyborcze we Francji w latach 2022-2024

Preferencje wyborcze we Francji w latach 2022-2024

PAP

– Naszym celem jest budowa nowej większości – oświadczył były premier i jeden z kluczowych sojuszników prezydenta Edouard Philippe. Zapowiedział też, że nie chce wybierać między „dwoma siłami ekstremalnymi”: Melenchonem i Le Pen. 

Pałac Elizejski liczy, że Glucksmanna i Melenchona dzieli tak dużo, iż po wyborach Front Ludowy się rozpadnie i siły umiarkowane dołączą do liberałów. Do takiego obozu republikańskiego miałyby się też przyłączyć resztki gaullistów. 

Wybory obejmują tylko izbę niższą parlamentu. O ile w pierwszej turze (30 czerwca) nikt w każdym z 577 obwodów nie dostanie ponad połowy głosów, o tyle do drugiej tury przechodzą wszyscy kandydaci, którzy dostali przynajmniej 12,5 proc. poparcia. Jest ona zaplanowana na 7 lipca. 

To daje premię największym partiom. Ugrupowanie prezydenckie, które występuje pod logo „Razem dla Republiki”, nie wystawiło kandydatów w 60 obwodach. Tu chce ono przekazać swoje poparcie dla umiarkowanej lewicy i umiarkowanej prawicy. Ma to przygotować przyszły front republikański. Szczególnie ciekawa jest sytuacja w departamencie Correze (centralna Francja), gdzie startuje były prezydent Francois Hollande. To jemu Macron zawdzięcza wielką karierę polityczną. Teraz liberałowie nie będą tu wystawiali kandydata. Ale też nie poprą Hollande’a, który występuje w barwach Frontu Ludowego. Ich faworytem ma być gaullista Francois Dubois. 

Czytaj więcej

Francja: Zjednoczenie Narodowe ma "plan Matignon". "Pracujemy od miesięcy"

Front Ludowy chce odwołania reform rynkowych Macrona. Czy prezydent na to przystanie?

Od ogłoszenia przedterminowych wyborów rentowność francuskich obligacji (premia, jakiej domagają się inwestorzy za ryzyko zakupu długu Francji) poszybowała w górę. W poniedziałek zaczęła jednak nieco opadać. Podobnie z indeksem Giełdy Paryskiej (CAC 40). Od 9 czerwca stracił on 6 proc. wartości, ale w poniedziałek zaczął rosnąć. 

Analitycy zaczynają bowiem widzieć światełko w tunelu, choć jeszcze bardzo słabe. To układ, w którym obóz prezydencki oraz umiarkowana lewica mają większość w parlamencie. Inny scenariusz to układ, w którym Zjednoczenie Narodowe (dziś ma 88 deputowanych) co prawda zwielokrotnia stan posiada, ale przecież nie na tyle, aby zbudować samodzielną większość 289 deputowanych. Wówczas kraj byłby skazany na rząd mniejszościowy, co jednak jest jego udziałem już od wyborów w 2022 roku. Nadal jednak nie da się wykluczyć układu, w którym 28-letni, zupełnie niedoświadczony, Jordan Bardella wprowadza się do paryskiego pałacu Matignon, oficjalnej rezydencji premiera. 

Czytaj więcej

Emmanuel Macron stawia Francuzów przed wyborem. "Albo ja albo chaos"

Program Frontu Ludowego zakłada podniesienie płacy minimalnej do 1,6 tys. euro, odwołanie reform emerytalnych Macrona (cofnięcie wieku upoważniającego do otrzymywania świadczeń z 64 do 60 lat) oraz indeksację pensji. W kraju, którego dług sięga 110 proc. PKB, a deficyt w tym roku i bez takich zmian ma wynieść 5 proc. PKB, taka wizja musi niepokoić rynki finansowe. Oznaczałaby ona także przekreślenie większości zmian forsowanych od 2017 roku przez prezydenta. To jest jednak cena, jaką wystawił Melenchon za alians z umiarkowaną lewicą (sam zobowiązał się do wspierania Ukrainy). Lider Francji niepokornej obiecał też, że nie będzie się starał o stanowisko premiera. Czy prezydent będzie musiał układać się z całym blokiem lewicy i na jakie ustępstwa będzie wówczas gotowy, okaże się po wyborach. 

Zapowiedź Emmanuela Macrona rozpisania przedterminowych wyborów 9 czerwca miało efekt bomby. Nawet premier Gabriel Attal był tym zaskoczony, w jego otoczeniu niektórzy nie mogli powstrzymać łez z powodu obawy o brutalny koniec kariery politycznej – relacjonuje dziennik „Le Monde”. 

– To była decyzja niepotrzebna i ryzykowna. Po raz pierwszy w historii republiki skrajna prawica może przejąć władzę. Bo reżim Petaina w 1940 roku został wprowadzony nie z woli Francuzów, ale przez nazistowskich okupantów – mówił w telewizji BFMTV były premier Lionel Jospins. 

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Miliony dolarów przekazane na kampanię Kamali Harris. ”Historyczny rekord”
Polityka
Korea Północna wspiera Rosję. "Wysłano miliony pocisków"
Polityka
Wojna w Ukrainie. Będzie przełom ws. negocjacji pokojowych? "Jesteśmy otwarci"
Polityka
Beniamin Netanjahu w USA. Liczy na Donalda Trumpa
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Polityka
Dmytro Kułeba z wizytą w Pekinie. Czy Ukraina przekona Chiny do wywarcia presji na Putina?