Administracja prezydenta dobiera mu kontrkandydatów przede wszystkim z polityków partii, reprezentowanych w parlamencie. Ale liderzy „kieszonkowej opozycji” mają dość i nie chcą więcej przegrywać z Putinem.
Jako pierwszy zrezygnował ze startu lider formalnie opozycyjnej Sprawiedliwej Rosji, 70-letni Siergiej Mironow. Po prostu oświadczył, że w pełni popiera Władimira Putina, dlatego nie może walczyć z nim na wyborach.
Czytaj więcej
Rosyjski prezydent twierdzi, że chce osiągnąć wszystkie cele ogłoszone na początku inwazji. Ukraiński wywiad wątpi, czy starczy mu czasu.
Nadzieja w najstarszym
Według nieoficjalnych wytycznych Kremla, przeciwnik 70-letniego szefa państwa nie może wyglądać na młodszego od niego. Dlatego administracja prezydenta najbardziej liczyła na Giennadija Ziuganowa, 79-letniego przywódcę komunistów, największej z formalnie opozycyjnych partii.
Ale on, powołując się właśnie na swój wiek, uchylił się od obowiązku przegrania z prezydentem, tym bardziej, że robił to już trzykrotnie (na wyborach 2000 roku, 2008 i 2012) za każdym razem dostając coraz mniej głosów.
Kreml nie chce kłopotliwego milionera
Sama administracja z kolei prawdopodobnie ostro sprzeciwiła się wystawieniu przez komunistów 63-letniego milionera, dyrektora Sowchozu imienia Lenina, Pawła Grudinina. W 2018 roku zastąpił on Giennadija Ziuganow na wyborach prezydenckich i z trudem został powstrzymany na nich całą siłą rosyjskiego aparatu państwowego (zajął drugie miejsce). Po głosowaniu przez kilka lat był nękany przez administrację (głównie podatkową) mszczącą się za kłopot jaki sprawił lokatorowi Kremla. Teraz urzędnicy ustalający listę kandydatów nie chcą drugi raz ryzykować.
Czytaj więcej
Zwolennicy Władimira Putina formalnie nominowali go na kandydata niezależnego w wyborach prezydenckich w 2024 r. - podaje Reuters cytując doniesien...
Komuniści boją się jednak w ogóle nie uczestniczyć w wyborach, co mogłoby zostać uznane przez Kreml za jawne oponowanie Władimirowi Putinowi i wywołałoby nieuchronną zemstą. Dlatego prawdopodobnie wystawią w nich 75-letniego Nikołaja Charitonowa, który też już był przeciwnikiem prezydenta na wyborach (w 2004 roku) i rzecz jasna przegrał.
Pułkownik przeciw pułkownikowi
Tuż po objęciu władzy przez Putina, w grudniu 2000 roku Charitonow – będący parlamentarzystą i członkiem rosyjskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy - dostał awans na pułkownika rosyjskiej policji politycznej FSB. Decyzję podpisał jej ówczesny szef, a obecnie sekretarz kremlowskiej Rady Bezpieczeństwa (i jeden z najbliższych współpracowników Putina), generał Nikołaj Patruszew. Pagony wręczono Charitonowowi uroczyście, podczas posiedzenia parlamentu.
Możliwe, że komuniści zdecydują się znów na niego, bowiem jest z tego samego resortu co Putin.
Bezbarwni i za młodzi
Kolejna partia zwana opozycyjną, liberalni demokraci prawdopodobnie wystawi swojego obecnego szefa Leonida Słuckiego. Następca kontrowersyjnego Władimira Żyrinowskiego, najbarwniejszej postaci rosyjskiej sceny politycznej, jest jednak osobą bezbarwną i nie potrafiącą prowadzić działalności publicznej.
Kreml niechętnie przyjmie jego kandydaturę. Urzędnicy z prezydenckiej administracji chcieliby, by kampania wyborcza jak najbardziej imitowała walki wyborcze w cywilizowanych krajach, a Słucki tego nie gwarantuje. W dodatku ma tylko 55 lat i wygląda młodziej niż Putin.
Możliwe, że na wyborach pojawią się też dwaj prawie nieznani kandydaci: Aleksiej Nieczajew z partii Nowi Ludzie i Borys Nadieżdin z pozaparlamentarnej Obywatelskiej Inicjatywy.
Ktokolwiek by jednak nie wystartował następnym prezydentem Rosji (piątą już kadencję) będzie Władimir Putin. Największą zagadkę obecnie stanowi, kiedy ogłosi że chce rządzić jeszcze szóstą. A może od razu oświadczy, że będzie dożywotnim prezydentem.