Swiatłana Cichanouska: Powstanie? Wszystko jest możliwe

Nie jest istotne, gdzie rozpocznie się rewolucja, w Homlu czy Grodnie. To musi być pospolite ruszenie – mówi „Rzeczpospolitej” Swiatłana Cichanouska, przebywająca na Litwie przywódczyni wolnej Białorusi.

Publikacja: 26.05.2023 03:00

Swiatłana Cichanouska: Powstanie? Wszystko jest możliwe

Foto: ILYA SHASHKOU

Ministrowie obrony Rosji i Białorusi podpisali w czwartek dokument dotyczący rozmieszczenia na terenie Białorusi rosyjskiej niestrategicznej broni jądrowej. Co to oznacza dla pani kraju?

Rozmieszczenie broni atomowej jest nielegalne. To sprzeczne z białoruską konstytucją i wolą Białorusinów, którzy opowiadają się za statusem kraju bezatomowego. W ten sposób Mińsk narusza zobowiązania międzynarodowe, pod którymi Białoruś podpisała się w ramach memorandum budapeszteńskiego oraz układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Białoruś staje się zakładnikiem decyzji władz rosyjskich. Rozmieszczenie broni jądrowej zwiększa stałą rosyjską obecność militarną w naszym kraju i wzmacnia kontrolę Rosji nad Białorusią. Ten krok jest oczywistym zagrożeniem niepodległości Białorusi. Pracujemy z organizacjami międzynarodowymi oraz rządami poszczególnych krajów, by nie dopuścić do takiego scenariusza. Będziemy domagać się wycofania rosyjskich sił i innych obiektów wojskowych z naszego kraju.

Czytaj więcej

Cichanouska: Broń jądrowa na Białorusi zagraża jej niepodległości

Niedawno Aleksander Łukaszenko na tydzień zniknął z przestrzeni publicznej. Okazało się, że miał problemy zdrowotne. Ma pani plan działań, gdyby jutro dyktatora zabrakło?

Siły demokratyczne mają strategię opartą na kilku scenariuszach. Gdyby Łukaszenki zabrakło czy gdyby odszedł ze stanowiska, sytuacja mogłaby się potoczyć różnie. Wewnątrz systemu może dojść do chaosu, rozpocznie się walka o władzę. Z konstytucji łukaszenkowskiej nie wynika jednoznacznie, kto ma przyjąć władzę – czy będzie to szefowa Rady Republiki Natalia Kaczanawa czy Rada Bezpieczeństwa. Całkiem możliwe, że Rosja zechce włączyć w ten proces swojego człowieka.

Jednak w żaden sposób nie rozwiąże to kryzysu politycznego na Białorusi. W 2020 roku naród zadecydował, że Łukaszenko musi odejść i do dzisiaj nikt nie pogodził się z tym, że nielegalnie utrzymuje się on przy władzy. Gdyby go zabrakło, w Mińsku nikt nie wiedziałby, czyje rozkazy wykonywać. To byłby moment krytyczny.

I opozycja demokratyczna nie może go przegapić.

Wewnątrz systemu są różni ludzie. Są tacy, którzy mają ręce we krwi, ale są też zwolennicy demokracji. Wówczas musielibyśmy działać szybko. Musimy wykorzystać zgromadzone przez Pawła Łatuszkę (były dyplomata i minister kultury, jeden z liderów powołanego przez Cichanouską Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego, ZGP – przyp. red.) kontakty na Białorusi i zaproponować negocjacje. Z kolei Waleryj Sachaszczyk (były dowódca jednostki specjalnej, członek ZGP – przyp. red.) będzie musiał w tym czasie rozmawiać z mundurowymi. Stawką byłaby przyszłość Białorusi.

Powinniśmy więc zachować niepodległość i doprowadzić kraj do nowych wolnych wyborów. Osobiście uważam, że potrzebny byłby dialog z nieuwikłanymi w zbrodnie przedstawicielami reżimu. Ważna byłaby też mobilizacja całego społeczeństwa zarówno w kraju, jak i poza granicami. Mamy plan „Pieramoha” („Zwycięstwo” – plan rewolucji tworzony przez zrzeszającą byłych funkcjonariuszy służb organizację BYPOL, którego szczegóły nie są znane – przyp. red.). A jest jeszcze pułk Kalinowskiego i inne formacje białoruskie walczące po stronie Ukrainy i które odegrają rolę w wyzwoleniu Białorusi. Wówczas obdzwonimy wszystkie stolice świata, by poparli nas zdecydowanymi działaniami i zasugerowali jednoznacznie Rosji, że będą bronili niepodległości Białorusi. Zachód jeszcze nie wykorzystał wszystkich narzędzi wpływu na Kreml.

A gdyby zamiast Łukaszenki Kreml wskazał na następcę jego starszego syna Wiktora, a reszta przedstawicieli reżimu w Mińsku się z tym zgodziła? Rosja zrobiła to już kiedyś w Czeczenii, powierzając władzę synowi Achmata Kadyrowa. Co wtedy?

Możemy wyobrazić sobie taki scenariusz. Chociaż nie rozumiem, dlaczego w naszym kraju przywódcę miałby mianować Kreml. Czy pozwolą na to Białorusini? Kryzysu politycznego to nie rozwiąże, społeczność międzynarodowa tego nie uzna. Czy Wiktor Łukaszenko uwolni więźniów politycznych? Bez tego nie da się rozwiązać kryzysu. A żeby zostały zniesione sankcje nałożone na Białoruś, w Mińsku muszą pójść na rozmowy z siłami demokratycznymi. W decydującym dla naszego kraju momencie wszyscy musimy się zjednoczyć i wiele będzie zależało od tego, czy ludzie wyjdą na ulice. Plan „Pieramoha” będziemy mogli uruchomić tylko raz. Zakłada nie tylko pokojowe protesty, ale i wiele innych działań. Liczymy się z tym, że Rosja może zdecydować się na wprowadzenie wojsk na Białoruś i spróbować okupować nasz kraj. Jestem przekonana, że Białorusini chcą wolności.

Były wiceminister obrony Polski i były dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak stwierdził ostatnio, że w przypadku powodzenia ukraińskiej kontrofensywy walczące nad Dnieprem oddziały białoruskie ruszą na Białoruś i że to może wywołać powstanie. Mówi, że Polska powinna się przygotować do wspierania takich działań na Białorusi. Czy to jest możliwe?

Żyjemy w czasach, gdy wszystko jest możliwe. Kiedyś myślano, że Zachód nie będzie dostarczał broni Ukrainie, ale nastawienie zachodnich państw też się zmieniło. Nie można wykluczyć tego, że Ukraina wesprze Białorusinów w walce o wolność, ale też Polska, która zawsze popiera nasze siły demokratyczne. Samą siłą nie doprowadzimy jednak do przemian na Białorusi, powinni w to zostać zaangażowani wszyscy – od ludzi kultury do mundurowych.

Zbrojne oddziały rosyjskiej opozycji już kilkakrotnie wkraczały na teren Rosji. Niedawno pojawiły się w obwodzie biełgorodzkim, w którym przez dwa dni trwały walki. Załóżmy, że pułk Kalinowskiego wkroczy kiedyś na Białoruś i zajmie np. Homel. Pojechałaby pani wywiesić tam biało-czerwono-białą flagę wolnej Białorusi?

Nie chodzi o zajęcie jakiegoś miasta, trzeba jeszcze utrzymać swoje pozycje. A do tego jest potrzebne poparcie Białorusinów i państw demokratycznych, które poparłyby naszą rewolucję. Nie jest istotne, gdzie rozpocznie się rewolucja, w Homlu czy np. Grodnie. To musi być pospolite ruszenie, jedna zjednoczona białoruska siła. W pojedynkę pułk Kalinowskiego czy Swiatłana Cichanouska nic nie zrobią.

Ma pani na sobie koszulkę z wizerunkiem męża Siarheja Cichanouskiego. Niedługo mijają trzy lata, odkąd w maju 2020 został aresztowany. Co się z nim dzieje? Jak wygląda sytuacja niemal 1500 więźniów politycznych?

Ich położenie się pogarsza. Reżim karze ich podwójnie. Od miesięcy wielu więźniów politycznych trzyma się w całkowitej izolacji, nie przepuszczane są listy i paczki. Dotychczas pozbawiono licencji już pięciu adwokatów, którzy bronili mojego męża. Nowy adwokat nie może do niego trafić. Nie wiem, co się dzieje z moim mężem, nie wiem nawet, czy żyje. Wcześniej przepuszczano listy, które pisał do dzieci, ale od trzech miesięcy nie dostaliśmy żadnego. Stan zdrowia Marii Kalesnikawej się pogarsza, Wiktar Babaryka całkiem zniknął i nikt nie wie, gdzie jest, Mikołaj Statkiewicz i Paweł Siewiaryniec również przestali się komunikować z bliskimi. Władze próbują wmówić więźniom politycznym, że wszyscy o nich zapomnieli i że nikomu nie są już potrzebni. Apelujemy do Czerwonego Krzyża i innych organizacji międzynarodowych o interwencję. Na razie nic nie robią. Niech papież Franciszek skieruje do Mińska wysłannika, by odwiedził ich w więzieniu.

Czy to prawda, że część krajów UE już opowiada się za złagodzeniem nałożonych na Mińsk sankcji?

To prawda. Są kraje, które lobbują zniesienie sankcji z białoruskiej branży nawozów potasowych. Tłumaczą to głodem w Afryce i zmniejszeniem plonów. Polska i państwa bałtyckie walczą o to, by do złagodzenia sankcji nie doszło i jestem za to bardzo wdzięczna. Dobrze powiedział szef MSZ Litwy Gabrielius Landsbergis, że w UE proponują wprowadzić sankcje o wartości 200 mln dol., a chcą je znieść na dostawy warte 8 mld dol. Jaki jest sens takich sankcji? Próbuję przekonywać w różnych stolicach, że warto uprawiać politykę opartą na wartościach, a nie na interesach. Obecnie są ścieżki, którymi Mińsk omija sankcje i sprzedaje do UE swoje towary. A teraz, zasłaniając się problemem globalnego głodu, niektóre kraje UE chcą znieść sankcje z zakładu, który zasila reżim. Minął rok, odkąd nie wprowadzono żadnych nowych sankcji wobec Białorusi, bo nie ma kompromisu.

O jakie kraje chodzi?

Nie mogę tego powiedzieć. Chodzi o Europę Zachodnią. Liczę, że naszym sojusznikom uda się to zablokować. Zwłaszcza po tym, jak dowiedzieliśmy się o wywożeniu ukraińskich dzieci na Białoruś. Sprawę niedawno ujawnił Paweł Łatuszka i pokazał dowody. Pamiętajmy, że przeciwko demokratycznym siłom Białorusi działają lobbyści Łukaszenki i Kremla. Chcą powrotu do realpolitik. Europa ma krótką pamięć. Niektórzy mi zarzucają częste podróże po Europie i nie rozumieją ich sensu. Otóż po wizycie w jakiejś stolicy pamięć o Białorusi trwa przez miesiąc albo dwa i musimy zaczynać wszystko od nowa. Dlatego wzywam wszystkich do jedności i apeluję, by walczyli z reżimem Łukaszenki, a nie z biurem Swiatłany Cichanouskiej.

Niedawno niektórzy działacze opozycji białoruskiej rozpowszechniali informacje o tym, że pani biuro jakoby wnioskuje o 250 mln euro wsparcia unijnego na najbliższe trzy lata. Czy to prawda? Na co miałyby zostać przeznaczone te środki?

Inicjatywa należała do Unii, chodziło o to, by pomoc dla społeczeństwa obywatelskiego Białorusi była bardziej efektywna. Zebraliśmy przedstawicieli białoruskich mediów, organizacji pozarządowych, różnych inicjatyw. Przedstawili potrzeby. Chodzi o pomoc dla setek czy nawet tysiąca organizacji. Teraz Unia przeznacza około 35 mln euro rocznie i tych środków krytycznie brakuje. Chodzi o finansowanie niezależnych mediów, żeby móc przeciwstawić się propagandzie, inicjatywy wewnątrz kraju, wsparcie obrońców praw człowieka i represjonowanych, wzmocnienie tożsamości narodowej, stypendia, pomoc przedsiębiorcom, którzy musieli uciekać z Białorusi. To nie są tajne informacje, nikt tego nie ukrywa. Zmiany demokratyczne na Białorusi nadejdą wtedy, gdy zbudujemy mocne społeczeństwo obywatelskie.

Niedawno spotkała się pani z prezydentem Ukrainy w Niemczech i podaliście sobie ręce. Czy to oznacza zmianę w relacjach białoruskiej opozycji demokratycznej z Kijowem?

Spojrzeliśmy na siebie i prezydent Ukrainy zobaczył, że jestem normalnym człowiekiem, z którym można współpracować. Od początku wojny utrzymywaliśmy kontakt z ukraińskim MSZ. Dzięki temu Ukraina m.in. złagodziła przepisy dla białoruskich ochotników, uprościła kwestię legalizacji. Prowadzimy dialog z Kijowem bez ustawiania się do zdjęć, to niejawne rozmowy. Sugerowano nam, że ujawnienie naszych relacji może być wykorzystane przeciwko Ukrainie i my to rozumiemy. Pracujemy z białoruską diasporą w Kijowie oraz współpracujemy z ukraińską Radą Najwyższą. Trwa ocieplenie naszych relacji. Na razie dostaję sugestie, że mój przyjazd do Kijowa nie jest wskazany i my to rozumiemy. Chcemy pomagać Ukrainie, nie szkodzić.

Po ponad roku rosyjskiej agresji nad Dnieprem w Europie są jeszcze przywódcy, którzy mówiąc o Białorusi, oglądają się na Rosję?

Mniej, ale wciąż myślą, jak zareaguje Rosja na te czy inne działania. Mocno zakorzeniła się opinia, że Białorusi nie da się oddzielić od Rosji. Najwyższy czas, by z tym skończyć. Białoruś jest niepodległym krajem. Owszem, na razie rządzi tam kolaborujący z Putinem dyktator, ale decydować o przyszłości swojego kraju będą Białorusini. Dla nas jest oczywiste to, że Rosja ma dla nas taką samą ofertę, jaką obecnie realizuje wobec Ukrainy. Dość tego. Musimy powracać do białoruskości i pielęgnować naszą świadomość narodową. Musimy być dumni z bycia Białorusinami. Dusi nas propaganda, reżim, represje. Ale nie powinniśmy tracić nadziei.

Ale czy da się żyć samą nadzieją przez kolejne np. dziesięć lat? Wielu młodych i wykształconych już wyjechało z Białorusi.

Jeżeli zajdzie taka potrzeba, będę czekała przez kolejne dziesięć lat. W więzieniu siedzi mój mąż i wielu innych więźniów politycznych. I musimy zrobić wszystko, by ten reżim nie przetrwał kolejnych dziesięciu lat. W Mińsku spodziewają się, że opuszczę ręce. Nigdy. Nie zatrzymamy się, dopóki nie odzyskamy naszego kraju.

Ministrowie obrony Rosji i Białorusi podpisali w czwartek dokument dotyczący rozmieszczenia na terenie Białorusi rosyjskiej niestrategicznej broni jądrowej. Co to oznacza dla pani kraju?

Rozmieszczenie broni atomowej jest nielegalne. To sprzeczne z białoruską konstytucją i wolą Białorusinów, którzy opowiadają się za statusem kraju bezatomowego. W ten sposób Mińsk narusza zobowiązania międzynarodowe, pod którymi Białoruś podpisała się w ramach memorandum budapeszteńskiego oraz układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Białoruś staje się zakładnikiem decyzji władz rosyjskich. Rozmieszczenie broni jądrowej zwiększa stałą rosyjską obecność militarną w naszym kraju i wzmacnia kontrolę Rosji nad Białorusią. Ten krok jest oczywistym zagrożeniem niepodległości Białorusi. Pracujemy z organizacjami międzynarodowymi oraz rządami poszczególnych krajów, by nie dopuścić do takiego scenariusza. Będziemy domagać się wycofania rosyjskich sił i innych obiektów wojskowych z naszego kraju.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Elon Musk w Białym Domu? Zaskakująca propozycja Donalda Trumpa
Polityka
Śledztwo po katastrofie helikoptera prezydenta Iranu. Czy był możliwy sabotaż?
Polityka
Dr Małgorzata Bonikowska: Pięć lat pełnych niespodziewanych wyzwań dla KE
Polityka
Sondaż z Wielkiej Brytanii zapowiada klęskę Partii Konserwatywnej
Polityka
Rosja chce wciągnąć Białoruś w wojnę z Ukrainą. Łukaszenko manewruje
Polityka
Epoka po upadku apartheidu dobiega końca. RPA odsuwa bohaterów