Miało być jak zawsze: węgierski przywódca obiecuje złote góry, unijna egzekutywa mu wierzy, idzie na ustępstwa i wypłaca pieniądze, a na koniec Węgrzy swoich zapowiedzi nie spełniają.

Tak to działało od 12 lat, w szczególności dlatego, że Angela Merkel nie chciała iść na otwartą konfrontację z Budapesztem w obawie, że to zagrozi jedności Unii. W efekcie amerykańska Freedom House uważa, że Węgry są już tylko „częściową demokracją”. Choć pani kanclerz nie rządzi już od blisko roku, jeszcze dwa tygodnie temu Reuters donosił, że KE skłania się do wypłaty Węgrom unijnych pieniędzy.

Czytaj więcej

Minister z Węgier: UE odblokuje nam środki i zawiesi ich wypłatę

Tym razem stało się jednak inaczej. Komisja Europejska, korzystając z nowego mechanizmu warunkowości zapowiedziała, że zamraża jedną trzecią środków z Funduszy Strukturalnych (7,5 mld euro). I choć w końcu przyjęła plan wykorzystania oddzielnej linii finansowej z Funduszu Odbudowy (bez niego od nowego roku środki byłyby stracone), to komisarz ds. budżetowych Johannes Hahn oświadczył, że nad Dunaj nie popłynie i z tego tytułu ani jedno euro, zanim węgierskie władze nie wprowadzą w życie 17 kluczowych „kamieni milowych”.

Głosowanie w Radzie UE

Chodzi przede wszystko o ukrócenie korupcji, która pozwoliła Viktorowi Orbánowi i jego sojusznikom na zbicie fortun. Brukseli zależy też na odbudowie niezależnego sądownictwa. Premier we wrześniu obiecał, że wyjdzie naprzeciw tym oczekiwaniom poprzez błyskawiczne uchwalenie pakietu 17 reform, w tym powołanie nowej Instytucji ds. Integralności. Jednak zdaniem Brukseli za tymi zapowiedziami nie poszły czyny. Przynajmniej nie w wystarczającym stopniu.

Zalecenia KE musi przed 19 grudnia zaakceptować Rada UE. Decyzja zapadnie kwalifikowaną większością głosów: warunkiem zatwierdzenia stanowiska unijnej egzekutywy jest poparcie go przynajmniej przez 55 procent państw członkowskich zamieszkałych przez 65 procent ludności Unii. Nawet jeśli w obronie Węgier wystąpi Polska, a także Włochy rządzone od niedawna przez liderkę skrajnej prawicy Giorgię Meloni, nie wystarczy to do odblokowania wypłat dla Węgier.

To stawia polskie władze przed dylematem, jak głosować w Radzie UE. Z jednej strony blokada Brukseli oznacza, że Polska nie będzie jedynym krajem UE, którego Unia pozbawiła środków i PiS łatwiej przyjdzie to wytłumaczyć swoim wyborcom. Ale jednocześnie twarda linia KE wskazuje, że uzyskanie przez nasz kraj pieniędzy z KPO staje się jeszcze bardziej dyskusyjne.

Przede wszystkim jednak obrona Węgier jest dla Warszawy problematyczna z uwagi na strategię szantażu, jaką wybrał w tej sprawie Orbán. Od wielu dni blokuje przyjęcie nowego pakietu pomocy dla Ukrainy wartego 18 mld euro, gdzie decyzje wymagają jednomyślności. A to wywołuje już otwarty opór ze strony przewodzących teraz Unii Czech.

– To jest sprawa tak ważna, że jeśli nie uda się zatwierdzić takiego pakietu jednomyślnie w Radzie UE, możemy to zrobić poza procedurami Unii jako inicjatywę 26 suwerennych krajów – wskazuje szef czeskiej dyplomacji Jan Lipavsky.

Załamanie gospodarki

Węgry blokują też przyjęcie przez UE minimalnego poziomu opodatkowania firm, rzeczy kluczowej dla osiągnięcia podstawowej sprawiedliwości fiskalnej we wspólnocie. Obok Turcji to właśnie Węgry pozostają jedynym krajem NATO, który nie ratyfikował przyjęcia do Sojuszu Szwecji i Finlandii.

Perspektyw na podporządkowanie się przez Orbána oczekiwaniom Brukseli na razie nie ma. Tak przynajmniej przekonuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Marton Gergely, redaktor naczelny ostatniego niezależnego węgierskiego tygodnika HVG.

– Orbán wie, że reformy wymagane przez Unię uderzą w jego interesy. Bruksela zamroziła 13,3 mld euro, ale tych pieniędzy Węgrom nie odebrała. Węgierskie władze mogą poza tym korzystać z dwóch trzecich unijnego budżetu. Orbán będzie więc czekał, jak zakończy się wojna w Ukrainie, czy za rok władze utrzyma PiS, czy Trump wróci do Białego Domu. Ale przede wszystkim oceni, jak rozwija się sytuacja gospodarcza Węgier. I wtedy podejmie decyzję co do wymaganych przez Unię reform. Jednoosobowo – wskazuje Gergely.

Węgry, które w trzecim kwartale tego roku weszły w recesję, mają rekordową (poza krajami bałtyckimi) inflację w Unii, ogromny deficyt rachunku bieżącego (6 procent PKB) i najszybciej załamującą się wobec dolara walutę w UE. Podstaw do optymizmu na razie więc nie ma.