Jeszcze w środę podczas posiedzenia komisji łącznikowej, tworzonej przez szefów wszystkich komisji w Izbie Gmin, pytany, jak wiele uwagi poświęca sprawie swej rezygnacji, Boris Johnson deklarował: - Z przyjemnością mogę powiedzieć, ze kontynuuję wykonywanie pracy, do której zostałem wybrany.

Na posiedzeniu szef brytyjskiego rządu wykluczył też możliwość wcześniejszych wyborów mówiąc, że w jego opinii głosowanie mogłoby się odbyć nie wcześniej niż w 2024 roku. Johnson unikał przy tym pytań, czy poda się do dymisji, spełniając tym samym wolę części deputowanych z Partii Konserwatywnej.

Wieczorem Johnson zdymisjonował Michaela Gove'a, ministra ds. wyrównywania szans, mieszkalnictwa i społeczności lokalnych.

Nowy minister wzywa premiera do odejścia

Kryzys polityczny w Wielkiej Brytanii zaostrzył się we wtorek, gdy z zasiadania w rządzie Borisa Johnsona zrezygnowali kanclerz skarbu (minister finansów) Rishi Sunak oraz minister zdrowia Sajid Javid. Dymisje te pociągnęły za sobą falę rezygnacji. Do tej pory ze współpracy z obecnym premierem zrezygnowało 57 osób (głównie wiceministrowie i podsekretarze stanu). Ze stanowiska ustąpił też wiceprzewodniczący Partii Konserwatywnej Bim Afolami, który wezwał Johnsona do podania się do dymisji. W czwartek Johnsona do rezygnacji wezwał mianowany we wtorek kanclerz skarbu Nadhim Zahawi. "Sytuacja jest nie do utrzymania i będzie tylko gorzej: dla pana, dla Partii Konserwatywnej i, co najważniejsze, dla całego kraju. Musi pan postąpić właściwie i odejść teraz" - napisał do premiera minister.

Brytyjskie media, w tym BBC i Sky News podają, że Boris Johnson poda się do dymisji jeszcze w czwartek.

Kryzys polityczny na Wyspach

Członkowie brytyjskiego rządu zaczęli składać dymisje w związku ze sprawą Chrisa Pinchera, którego Johnson mianował zastępcą whipa, który pilnuje dyscypliny w klubie. Kilka dni temu pojawiły się oskarżenia, że Pincher będąc pod wpływem alkoholu dopuścił się molestowania seksualnego dwóch mężczyzn w prywatnym klubie. Sprawa wywołała pytania, czy Johnson wiedział o poprzednich skandalach z udziałem deputowanego, o których pogłoski krążyły od lat, gdy w 2019 r. powoływał Pinchera na rządowe stanowisko. Rzecznik brytyjskiego premiera mówił najpierw, że Johnson nie wiedział o sprawie, później - że słyszał wyłącznie pogłoski, a następnie - że został w niewielkim stopniu poinformowany o zarzutach.

Część polityków Partii Konserwatywnej uznała, że sprawa Pinchera to kolejny przykład mijania się przez Johnsona z prawdą. Miesiąc temu w ramach tzw. Komitetu 1922 40 proc. konserwatywnych deputowanych głosowało za odejściem Borisa Johnsona po tym, gdy okazało się, że wbrew wielokrotnym zapewnieniom premier uczestniczył w zakrapianych imprezach w siedzibie rządu, gdy resztę kraju obowiązywały przepisy nakazujące zachowanie tzw. dystansu społecznego, wprowadzone w związku z koronawirusem SARS-CoV-2 i chorobą COVID-19.

We wtorek lider opozycyjnej Partii Pracy, Keir Starmer, ocenił, iż jest jasne, że po wszystkich skandalach i porażkach rząd Johnsona się rozpada. Zdaniem Starmera, gdyby ministrowie z Partii Konserwatywnej byli choć trochę prawi, to po tym, jak Johnson "łamał prawo", "wielokrotnie kłamał" i "wyśmiewał poświęcenia Brytyjczyków" wyszliby z rządu miesiące temu.

Przed ogłoszeniem przez Johnsona swojej decyzji cytowany przez Sky News sir Roger Gale z Partii Konserwatywnej mówił, że byłoby lepiej, jeśli premier podałby się do dymisji, niż gdyby Komitet 1922 musiał zmieniać zasady dotyczące okresu, po jakim można ponownie przeprowadzić głosowanie w sprawie wotum nieufności.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Brytyjskie media donosiły, że w środę po południu delegacja ministrów udała się do Borisa Johnsona, by przekonać go do złożenia rezygnacji. Według tych informacji, w grupie byli m.in. nowo mianowany kanclerz skarbu Nadhim Zahawi oraz szefowa MSW Priti Patel. Jak przekazał informator agencji Reutera, Johnson odmówił wówczas podania się do dymisji.