Likwidacja stopnia attaché, zwalnianie z pracy dyplomatów odmawiających wyjazdów na placówki oraz wprowadzenie weryfikacji członków służby zagranicznej, którzy studiowali poza naszymi krajami sojuszniczymi – to najważniejsze założenia nowelizacji ustawy o służbie zagranicznej, którą rząd kilka dni temu skierował do Sejmu.

O jakie uczelnie chodzi? Proponowane przepisy są bardzo zawiłe. Mówią o podmiotach systemu szkolnictwa wyższego, podległym organom służb bezpieczeństwa, ministerstwom Spraw Zagranicznych, Obrony lub Spraw Wewnętrznych w krajach niebędących członkami m.in. UE, NATO i Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Z naszych rozmów wynika, że w praktyce chodzi o absolwentów jednej uczelni: Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO).

Rekrutowani byli na nią w PRL studenci kierunków humanistycznych na polskich uczelniach. – Informowano nas, że jest możliwość kontynuowania studiów w Moskwie. W tym celu trzeba było przejść rekrutację, w ramach której było dużo więcej chętnych niż miejsc – opowiada absolwent MGIMO, proszący o zachowanie anonimowości.

Dodaje, że większość Polaków trafiała na wydział stosunków międzynarodowych, a podczas studiów nacisk kładziono na języki. Każdy musiał poznać minimum dwa, przy czym wykładowym był rosyjski.

Czytaj więcej

Andriejew: Ambasada Rosji w Warszawie jakiś czas może być zamknięta

– Często było to połączenie języka rzadkiego z zachodnim, który w danym kraju był językiem kolonizatorów – mówi jeden z absolwentów. Dodaje, że w zależności od trudności języków do opanowania studia trwały pięć albo sześć lat.

To nie pierwszy raz, gdy absolwenci MGIMO, pracujący w polskiej dyplomacji, wadzą PiS. Po raz pierwszy głośno zrobiło się o nich po objęciu władzy przez tę partię w 2005 roku, gdy szefową MSZ była Anna Fotyga. Absolwenci MGIMO zaczęli być odwoływani z placówek. Członkowie służby zagranicznej nieoficjalnie przyznają, że podobne zjawiska występują też w czasie obecnych rządów PiS.

Zgodnie z proponowaną nowelizacją absolwenci MGIMO, chcący zachować pracę, będą musieli złożyć wniosek do szefa służby zagranicznej, który przed podjęciem decyzji będzie zasięgał opinii ABW. Z naszych informacji wynika, że w służbie zagranicznej zostało już tylko około 30 absolwentów MGIMO. Po co robić dla nich specjalną ustawę? Spytaliśmy o to MSZ, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

– Trzeba to zrobić z dwóch powodów. Po pierwsze, MGIMO uczyło zafałszowanej koncepcji stosunków międzynarodowych. Po drugie, studenci tej uczelni spędzali wiele lat w środowisku, w którym nabywali nieprzychylnych nam wartości. Istnieje podejrzenie, że mogli być obiektem zainteresowania służb – mówi Witold Waszczykowski, były szef MSZ, a dziś europoseł PiS. Dodaje, że sam w 2017 r. przygotowywał ustawę zakładającą m.in. weryfikację absolwentów MGIMO.

Z naszych informacji wynika, że w służbie zagranicznej zostało już tylko około 30 absolwentów MGIMO

Problem w tym, że trudno jest znaleźć przykłady byłych polskich studentów tej uczelni powiązanych później agenturalnie z Moskwą. Jeden z nich, Bogdan Walewski, okazał się agentem CIA. Za to sporo absolwentów MGIMO robiło spektakularne kariery w wolnej Polsce. To m.in. były zastępca sekretarza generalnego NATO Adam Kobieracki czy były stały przedstawiciel RP przy Radzie Europy w Strasburgu Piotr Świtalski.

Były wiceszef MSZ, a obecnie poseł KO Paweł Kowal zauważa, że już teraz członkowie służby zagranicznej są sprawdzani przez ABW. – Projekt sugeruje, że ta weryfikacja nie przebiega prawidłowo – mówi. – To wprowadzenie niepotrzebnego zamieszania w szczególnym momencie: wojny w Ukrainie i przewodnictwa Polski w OBWE – dodaje.