„Amerykańskie agencje wywiadowcze rozszerzyły operacje przeciw Rosji na skalę niespotykaną od czasu zakończenia zimnej wojny" – pisze „Washington Post".

– Coraz bardziej widoczne jest, że zarówno rosyjskie resorty mundurowe, jak i służby specjalne stopniowo przechodzą do trybu pracy znanego z czasów zimnej wojny – opisał z kolei „Rzeczpospolitej" sytuację z drugiej strony barykady moskiewski analityk wojskowy Aleksandr Golc.

Zdaniem amerykańskiej gazety na polecenie Białego Domu i Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego (jednoczącego wszystkie amerykańskie służby specjalne) „Rosję przesunięto w górę na liście priorytetów wywiadowczych – po raz pierwszy od czasu rozpadu Związku Radzieckiego". Obecna mobilizacja amerykańskiego wywiadu obejmuje zwiększenie aktywności zarówno agentów CIA, jak i „cyberszpiegów" podległych National Security Agency, szpiegostwa satelitarnego i wszystkich innych sposobów zbierania informacji z Rosji i o niej.

Amerykańscy eksperci sądzą, że polityczne przywództwo kraju straciło cierpliwość po włamaniu dokonanym przez rosyjskich hakerów na serwery komitetu Partii Demokratycznej oraz właśnie NSA, agencji, której celem jest prowadzenie cyberszpiegostwa. Coraz bardziej gęstnieją podejrzenia, że Rosjanie mają wewnątrz NSA szpiega (a nawet kilku).

CIA i pokrewne instytucje wydają obecnie na szpiegostwo w Rosji około 10 proc. swego budżetu – to i tak jest największa suma od dwóch lat. Ale w czasach zimnej wojny było to 40 proc. budżetu. Dzisiaj głównym amerykańskim celem nadal pozostaje zwalczanie organizacji terrorystycznych.

Dlatego też widoczna jest nierównowaga: USA są bowiem dla Rosji najważniejszym celem akcji szpiegowskich. Amerykański kontrwywiad szacuje, że na terenie Stanów Zjednoczonych działa około 150 rosyjskich szpiegów: zarówno w Waszyngtonie, jak i w siedzibie ONZ w Nowym Jorku, jak i w innych, dużych miastach takich jak San Francisco. Natomiast Amerykanie mają tylko „kilka tuzinów szpiegów" w Rosji i drugie tyle w sąsiednich krajach.

CIA wzmocniła w ostatnich latach swoje placówki, ale jej oficerowie skarżą się, że nowo przybyli „słabo znają rosyjski i konieczne są lata treningów, nim staną się użyteczni". – Stąd od czasu do czasu informacje o dziwnych incydentach, jak ten o bójce amerykańskiego dyplomaty z moskiewskimi milicjantami, którzy nie chcieli go wpuścić do ambasady – sądzi Golc.