U Szymona zaczęło się od zwątpienia. Podobnie jak u większości rodzimowierców słowiańskich zaczął wątpić w religię, w której dorastał, czyli rzymski katolicyzm. Drażniła go hipokryzja niektórych jego przedstawicieli, a w kościelnych modlitwach brakowało mu mistycyzmu. Rozpoczął duchowe poszukiwania i tak pojawili się m.in. Zielonoświątkowcy, Świadkowie Jehowy, buddyści… W pewnym momencie uznał, że jest ateistą. Wiarę odzyskał jednak na studiach, a dokładnie na zajęciach z termodynamiki. – Jeden z wykładowców na ćwiczeniach zadał nam zadanie, które polegało na tym, aby obliczyć prawdopodobieństwo powstania życia na Ziemi, ale nie biorąc pod uwagę rozwiązania, które nazywa się panspermią, czyli że życie zostało tu przyniesione z innych zakątków kosmosu – wspomina w rozmowie z „Plus Minus” Szymon Bronimir Gilis. Wyliczone prawdopodobieństwo okazało się dla niego liczbą tak absurdalnie małą, że wręcz nieprawdopodobną. W ten sposób z ateisty stał się agnostykiem, a potem zajął się codziennością, porzucając na jakiś czas kwestie wiary. Aż do pewnego momentu.