We wtorek nad ranem Sejm zmienił się w twierdzę. Teren parlamentu otoczono metalowymi barierkami, których co kilka metrów pilnowali funkcjonariusze policji. Na dziedzińcach musztrowano ich całe oddziały. W kilku miejscach stali policjanci w cywilu w kamizelkach z napisem „Zespół antykonfliktowy".
Równie bojowa atmosfera panowała wewnątrz. Politycy PiS z jednej strony zdawali sobie sprawę, że kryzysu można by uniknąć, gdyby nie wyrzucono mediów z Sejmu, a marszałek Kuchciński był mniej brutalny, ale z drugiej powtarzali historie o tym, jak to opozycja zamierza wzniecić zamieszki, przyprowadzić prowokatorów itp. Snuto porównania z „nocną zmianą" i na serio przekonywano, że jedynym celem KOD, Nowoczesnej i PO jest obrona esbeckich emerytur. To wszystko miało uzasadniać nadzwyczajne środki ostrożności. W następstwie zamachu w Berlinie na ulicach pojawiły się patrole Żandarmerii Wojskowej.