W Armenii i w Gruzji opozycja rozbiła miasteczka namiotowe w centrach obu stolic. W obu przypadkach domagają się ustąpienia obecnych rządów, choć z różnych przyczyn.

Gruziński protest ma wyraźny odcień antyrosyjski, gdy armeński – dokładnie odwrotnie.

– Cóż, dobra nowina jest taka, że nie wydaje się, by to Kreml był reżyserem dramatu – powiedział o Gruzji Terrell Jermaine Starr, współpracownik amerykańskiego Atlantic Council.

To samo można powiedzieć o Armenii, choć protesty i tu, i tam dotyczą właśnie stosunków z Rosją.

Niedziałające rakiety

Armeński premier Nikol Paszynian – który doszedł do władzy na fali rewolucji, obalając rząd bardzo zaprzyjaźniony z Kremlem – musi odpierać ataki opozycji od jesieni ubiegłego roku, gdy kraj poniósł klęskę w wojnie z Azerbejdżanem. Obecnie jednak do jego kłopotów dołączył się konflikt z własnym sztabem gene-ralnym.

Wojskowi zażądali jego ustąpienia, choć za słowami nie poszły czyny, to znaczy generałowie nie wyprowadzili wojska na ulice. – Na razie nie ma puczu, ale rzeczywiście sytuacja jest temu bliska – potwierdził armeński analityk Stepan Grigorjan. Awantura między szefem rządu a dowództwem armii wybuchła, gdy Paszynian skrytykował rosyjskie uzbrojenie, którego używało wojsko, dokładnie balistyczne rakiety Iskander. Wcześniej jednak zjadliwie wypowiadał się też o rosyjskich „systemach walki radioelektronicznej", które m.in. powinny były głuszyć sygnały azerskich dronów – będących zmorą ormiańskiej armii w ostatniej wojnie – a tego nie robiły.

– Wiele naszych niedostatków pochodzi z tego, że bardzo współpracujemy z Rosją. No i w czasie wojny rosyjska technika wojskowa zaprezentowała się ze złej strony. A turecka i izraelska – której używał Azerbejdżan – okazała się bardziej efektywna niż rosyjska. Ale nie wydaje mi się, że w naszej wewnętrznej polityce powinniśmy występować przeciw sobie, dlatego że ona nie zadziałała. Należy po prostu wybrać lepszych partnerów do współpracy wojskowej – dodał Grigor-jan.

Kryterium uliczne

Kreml został zaskoczony kłótnią Ormian o broń, która jest jego oczkiem w głowie z powodu dochodów z jej eksportu. Wieść o tym, że nie działa, mogłaby po-derwać rosyjski budżet. Ale z drugiej strony obecny premier Paszynian gwarantuje wykonanie porozumień pokojowych z Azerbejdżanem, które są na rękę również Moskwie. Także główny sojusznik Azerbejdżanu, Turcja, ostro potępił armeńskich generałów. Po własnych doświadczeniach ze zbuntowanymi genera-łami Ankara ostro występuje przeciw wszelkim próbom mieszania się wojska do polityki, nawet w innych krajach.

– W przyszłym tygodniu porozmawiamy o policji i służbie bezpieczeństwa – zapowiedział jeden z ormiańskich opozycjonistów, sugerując, że i one wypowie-dzą posłuszeństwo premierowi. Wtedy jednak ostatecznym kryterium pozostanie ulica. – Jasno widać, że na wiecach poparcia dla Paszyniana jest dwa–trzy razy więcej uczestników niż na demonstracjach opozycji. A to znaczy, że premier cieszy się poważnym poparciem w społeczeństwie – ostrzega Grigorjan.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Oligarcha i demokracja

Dlatego miasteczko namiotowe opozycji w Erywaniu nie jest zbyt duże. Tak jak i opozycyjne protesty w Tbilisi.

Tam opozycja wyszła na ulice po aresztowaniu lidera największej partii sprzeciwiającej się polityce rządu Niki Melii. W Gruzji jednak, tak jak i w sąsiedniej Armenii, doszło do otwartego starcia dwóch wizji dalszego rozwoju kraju.

– Kraj nie jest rządzony przez prezydenta czy premiera, lecz lidera partii Gruzińskie Marzenie, miliardera Bidzinę Iwaniszwilego. (...) A ta partia od dawna wy-powiadała życzenie bliższych stosunków Gruzji z Rosją, uważając, że to będzie najlepsze dla kraju. Sam Iwaniszwili zbił swoją fortunę w Rosji – sądzi profesor Mitchell Orenstein z uniwersytetu w Pensylwanii, opisując dla Atlantic Council sytuację na Zakaukaziu. – Zachód nie powinien koncentrować się na tym, kto ma rację – cokolwiek by to znaczyło – ale na deeskalacji konfliktu – przestrzega ekspert Lincoln Mitchell.

Jednak inni wskazują, że rządy Gruzińskiego Marzenia prowadzą do powolnej erozji standardów demokratycznych w kraju i odchodzenia w stronę „oligar-chicznej wizji rozwoju". – Demokracja jest zagrożona. Kraj wybiera między rządami prawa z jednej strony i autorytaryzmem z drugiej – uważa jednak amerykań-ski ekspert Etio Buzaszwili.

– Bardzo niewiele narodów w byłym ZSRR może równać się z duchem wolności panującym wśród Gruzinów – podsumowuje Terrell Jermaine Starr.