Krutul skomentował zmiany wprowadzone w nowelizacji do ustawy o ochronie granicy państwowej, które m.in. umożliwiają obecnie dostęp dziennikarzom do strefy pasa przygranicznego z Białorusią, pod warunkiem otrzymania przez nich zgody od lokalnego komendanta Straży Granicznej.

- Wnosiliśmy poprawki do tej ustawy, żeby dziennikarze mieli wolny dostęp do granicy. Niestety, wszystkie nasze poprawki zostały odrzucone przez PiS, który nie chciał o nich nawet dyskutować. Ubolewam nad tym, bo z jednej strony rząd mówi, że chce współpracować z opozycją, ale już podczas prac komisji sejmowych, takiej chęci współpracy nie widzę. Każdy dziennikarz będzie miał "opiekuna", co powoduje, że dziennikarz nie będzie miał wolnej ręki do transmisji i pokazywania rzeczywistości. Może się też tak zdarzyć, że dziennikarz będzie miał pozwolenie na obecność w punkcie A od lokalnego komendanta, a zdarzy się coś w punkcie B, odległym o kilkadziesiąt kilometrów i będzie musiał tam jechać o trzeciej nad ranem. Wtedy Straż Graniczna po prostu go zatrzyma i nie pozwoli mu wjechać, bo nie będzie mieć pozwolenia od kolejnego komendanta - ten przepis jest absurdalny - przekonywał polityk.

Szacuję, na podstawie przekazów, które docierają do mnie z granicy, że przy samym pasie przygranicznym jest kilkaset osób.

Paweł Krutul, poseł Nowej Lewicy

Poseł został następnie zapytany o to, ilu migrantów może znajdować się w strefie pasa przygranicznego z Białorusią.

- Dopływ migrantów na pewno się zmniejszył, chociażby ze względu na aurę. Szacuję, na podstawie przekazów, które docierają do mnie z granicy, że przy samym pasie przygranicznym jest kilkaset osób. Reszta (migrantów) znajduje się w dalszej odległości i jest sukcesywnie wypychania na tę granicę. Ci ludzie znajdują się w tragicznym położeniu, bo są między służbami białoruskimi, a naszymi służbami, które za wszelką cenę starają się, żeby ta granica była szczelna - mówił parlamentarzysta.

Czytaj więcej

„PiS boi się świadków cierpienia na granicy. Ale wszystkim ust nie zamkną”