- To nie żadna reforma, to próba podporządkowania całego wymiaru sprawiedliwości prokuratorowi generalnemu i Ministerstwu Sprawiedliwości. Od sześciu lat pan Ziobro zapowiada przeprowadzenie jakiejś reformy, ale na razie jedynym jej skutkiem jest to, że wymieniono wielu sędziów na sędziów z nadania Ziobry, a średni czas rozpatrywania spraw obywateli wydłużył się - zauważył Miller.

- Jedynym celem pana Zbigniewa Ziobry nie jest usprawnienie sądownictwa tylko niesamowita chęć pozbycia się sędziów, którzy chcą zachować niezawisłość, a na ich miejsce wybrać takich, którzy na polecenie SMS-owe i e-mailowe forować wyroki, które Ziobro sobie wymarzy - dodał były premier.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Co Merkel wystawiła na szwank

Miller był też pytany o kryzys na granicy. - Polska broni granicy, i słusznie, zwłaszcza, że jest to wschodnia granica całej UE. natomiast przywódcy krajów Zachodu rozmawiają na temat tego kryzysu ponad naszymi głowami. To jest sytuacja bardzo przykra. My, jako Polska, bronimy granic, ale nie uczestniczymy w operacjach dyplomatycznych, bo tym zajmuje się Waszyngton, Berlin, Paryż, Mińsk czy Moskwa. To pokazuje jakie miejsce zajmuje Polska w przestrzeni międzynarodowej. Jak rozumiem to jest na życzenie pana Jarosława Kaczyńskiego, który niedawno mówił, że mamy wrogów na wschodzie, na zachodzie, Stany Zjednoczone też nie są już naszymi przyjaciółmi. To co jest, jest na życzenie kierownictwa polskiego państwa - stwierdził europoseł.

- My bronimy granicy, a ustalenia, które prędzej czy później pewnie Łukaszenko wykona, są ustalane ponad naszymi głowami, bo Polska w tych działaniach dyplomatycznych nie uczestniczy - podsumował Miller.

My, jako Polska, bronimy granic, ale nie uczestniczymy w operacjach dyplomatycznych, bo tym zajmuje się Waszyngton, Berlin, Paryż, Mińsk czy Moskwa

Leszek Miller, były premier

Od rana 8 listopada polskie władze alarmowały, że rozpoczyna się największa jak dotąd próba sforsowania siłą polskiej granicy, w związku ze zmierzaniem w stronę granicy tysięcy imigrantów. Grupy imigrantów miały być sformowane przez białoruskie władze, choć z pojawiających się później doniesień wynikało, że marsz na granicę był oddolną inicjatywą imigrantów. W poniedziałek po południu doszło do siłowych prób przekroczenia polskiej granicy, udaremnionych jednak przez polskie siły bezpieczeństwa.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Według informacji Radia Białystok z wieczora, 9 listopada, dwie kilkudziesięcioosobowe grupy imigrantów siłowo sforsowały granicę Polski. Informacje te potwierdził szef MON, Mariusz Błaszczak. W kolejnych dniach takie próby organizowane przez grupy od kilkudziesięciu do nawet kilkuset osób były podejmowane regularnie.

W związku z sytuacją w rejonie przygranicznym stan wyjątkowy na swojej granicy z Białorusią wprowadziła, 9 listopada, Litwa.

Na granicy Polski z Białorusią od 2 września obowiązuje stan wyjątkowy w związku ze zwiększoną presją migracyjną na granicę Polski na tym jej fragmencie. Presja ma być efektem wojny hybrydowej prowadzonej przez władze Białorusi, które sprowadzają na terytorium swojego kraju imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, a następnie ułatwiają im przedostanie się na granicę z Polską, a także granice z Litwą i Łotwą. Działania te są odpowiedzią reżimu w Mińsku na sankcje nałożone na Białoruś przez UE.

W związku z sytuacją na granicy rząd podjął decyzję o budowie wysokiej na 5,5 metra zapory na granicy. Zapora ma powstać do połowy 2022 roku. 12 listopada decyzję o budowie ogrodzenia na granicy z Białorusią podjęła Łotwa. Z kolei Ukraina, w związku z kryzysem migracyjnym, skierowała na swoją granicę z Białorusią 8,5 tysiąca dodatkowych żołnierzy i funkcjonariuszy straży granicznej.

Polski rząd podjął też działania dyplomatyczne w krajach, z których pochodzą imigranci docierający do Polski. W ich wyniku m.in. w Iraku zamknięto konsulaty Białorusi w Bagdadzie i Irbilu. Ponadto po rozmowach prowadzonych ze stroną turecką, wobec groźby unijnych sankcji, którymi mogłyby zostać objęte linie lotnicze Turkish Airlines, biletów na samoloty latające z tureckich lotnisk do Mińska, nie tylko linii Turkish Airlines, ale i białoruskiej Belavii, nie mogą już kupować obywatele Iraku, Syrii i Jemenu.

15 listopada imigranci koczujący w pobliżu zamkniętego przejścia granicznego w Kuźnicy Białostockiej przenieśli się w bezpośrednie sąsiedztwo przejścia. Polskie służby obawiają się, że imigranci podejmą próbę siłowego przełamania granicy.