- To nie był pomysł Jarosława Kaczyńskiego, to było jego wsparcie, to zupełnie co innego. Ja na pewno nie będę tej "Piątki dla zwierząt" reanimował - deklarował Kowalczyk. Kowalczyk głosował w Sejmie przeciw "Piątce dla zwierząt", był przez pewien czas zawieszony w prawach członka klubu PiS.

Tzw. Piątka dla zwierząt to nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, popierana przez Jarosława Kaczyńskiego, która miała m.in. wprowadzić zakaz hodowli zwierząt na futra. Zakazana miała być także produkcja mięsa z uboju rytualnego z przeznaczeniem na eksport. Ostatecznie ustawa, przyjęta przez Sejm, na którą poprawki naniósł Senat, nie została poddana ponownemu głosowaniu w Sejmie.

Czytaj więcej

Mateusz Morawiecki – premier z kablami zamiast żył

Kowalczyk był pytany o to czy do rządu zaprosił go premier Mateusz Morawiecki czy wicepremier Jarosław Kaczyński, prezes PiS i lider Zjednoczonej Prawicy. - Oficjalnie ze mną rozmawiał premier Morawiecki. Prezes Kaczyński też ze mną rozmawiał - mówił nowy wicepremier. - Kulisów nie będę zdradzał - dodał.

Mówiąc o swojej roli w rządzie Kowalczyk przekonywał, że jego zadaniem jest "wdrożenie sprawne Paktu dla wsi, czyli 'Polskiego Ładu' dla wsi".

Minister rolnictwa, w przeszłości minister finansów, był też pytany o to, czy decyzja o podniesieniu stóp procentowych podjęta 3 listopada przez RPP nie była spóźniona. Jak mówił "nie wie czy była spóźniona", ale "była potrzebna". - My mamy inflację z różnych przyczyn, nie sądzę, aby nagły wzrost stóp procentowych osłabił inflację, ale może ostudzić gospodarkę - tłumaczył. 

Jeśli wzrost wynagrodzeń jest dużo szybszy niż inflacja, to jest to w porządku

Henryk Kowalczyk, wicepremier

A czy prezes NBP Adam Glapiński ma szansę na drugą kadencję na stanowisku prezesa NBP? - Myślę, że do tej pory prowadził bardzo dobrze NBP, podniosły się rezerwy złota, bank przynosi corocznie zyski, polityka monetarna prowadzi do wzrostu gospodarczego, to ważny element. Zduszenie gospodarki jest bardzo łatwe - mówił wicepremier. - Dla mnie jest znakomitym prezesem - dodał.

- Na inflację trzeba patrzeć też przez perspektywę wzrostu wynagrodzeń. Jeśli wzrost wynagrodzeń jest dużo szybszy niż inflacja, to jest to w porządku. Ludzie mają więcej pieniędzy, bo więcej zarabiają. Jeśli ktoś zarabia o 20 proc. więcej, a inflacja jest 6 proc., to mu 14 proc. zostaje w kieszeni - wyliczał.

- Mamy znakomity wzrost gospodarczy po pandemii, jeden z największych w Europie, to powinniśmy docenić - podsumował.