„Po co oni to robią?", „O co im chodzi?" – pyta krytyczna wobec PiS publiczność polityczna. A ponieważ nie znajduje odpowiedzi, mnoży różne teorie, czasem wręcz fantastyczne. Domyśla się, kto kogo trzyma w szachu, kto i co na kogoś tam ma. Może zresztą niektóre domysły są prawdziwe, zwłaszcza te dotyczące informacji wrażliwych, ale główny motyw jest taki sam jak od zarania wieków: władza.

I jeśli ten motyw przyłoży się do działań PiS od początku ich rządów, czyli od 2015 roku, wszystko staje się klarowne jak niedzielny bulion.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński ogłosił, że odejdzie z rządu w styczniu lub lutym 2022 roku
Większość PiS w Sejmie wciąż niepewna. Będą zmiany w rządzie

Skoro powodem wszystkiego jest realna władza, a nie jakieś tam żyrandole czy splendory, to najpierw trzeba zanegować jej podział na trzy części. To proste: władzę ustawodawczą i wykonawczą łączy się poprzez Komitet Polityczny w jedno – i już centrum decyzyjne jest w biurze PiS. Potem zadanie trudniejsze, z którym zresztą nie uporano się w pełni do dziś: podporządkowanie władzy sądowniczej. Tutaj ośrodek władzy zaczął od samej góry, czyli Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, by zejść aż do sądów rejonowych, a po drodze połknąć prokuraturę. Trochę w tym procesie przeszkadza czynnik ludzki w postaci sędziów, którzy upierają się przy niezawisłości, ale tym większa słodycz zwycięstwa. Do tego zadania wynajęto zresztą ministra Ziobrę, który jest znanym wrogiem sędziów z przyczyn osobistych, wiadomo więc, że realizować będzie zamysł bezkompromisowo, a w razie czego zostanie ustanowiony głównym odpowiedzialnym.

Niestety jednak w paradę weszły sądy europejskie. Ich werdykty ograniczają obóz rządzący w sposób widoczny i odbierają władzę ośrodkowi decyzyjnemu. Trzeba więc im tę władzę zabrać, tak jak wcześniej TK czy SN. Tu z wnioskiem o stwierdzenie wyższości prawa krajowego nad europejskim pospieszył sam szef rządu, żeby pokazać, że wyroki wyrokami, a prawo i sprawiedliwość muszą być po naszej stronie.

Czytaj więcej

Kaczyński zapowiedział odejście z rządu

Czy wreszcie ten marsz po władzę zatrzyma się, żeby chociaż prezes PiS mógł złapać oddech? Nie, marsz musi być niepowstrzymany. A na drodze stanął wróg największy: Unia Europejska. Sama w sobie może nawet nie jest zła. Daje pieniądze, coś tam bredzi o LGBT i genderze, ale umiejętna propaganda ten wpływ marginalizuje. Problem w tym, że Unia, na mocy traktatów także odbiera prezesowi cząstkę władzy, i jako jedyna instytucja z wymienionych wyżej ma argument przetargowy. Pieniądze. A pieniądze są potrzebne, by utrzymać władzę.

Jak więc doprowadzić do sytuacji, w której ma się zarówno 100 procent władzy, jak i pieniądze? O tym właśnie będzie myślał Jarosław Kaczyński, kiedy już odejdzie z funkcji wicepremiera. I wymyśli, nie ma wątpliwości.