„Co prawda nikt nie powiedział tego wprost, lecz widać, że partia rządząca traktuje zasadę trójpodziału jak relikt PRL, przestarzały i uciążliwy nonsens, kłopotliwy i drażniący gorset” – stwierdziła Małgorzata Świeca, wspólnik w Kancelarii Prawnej Świeca i Wspólnicy Spółka komandytowa.

O tym, że w Polsce istnieje trójpodział władzy, przekonanych jest 34 proc. respondentów. Przeciwnego zdania jest największa grupa ankietowanych (40 proc.). Co czwarty badany nie umiał zająć w tej sprawie jednoznacznego stanowiska.

- Częściej zwolennikami tezy, że w Polsce nie ma trójpodziału władzy, są mężczyźni (45 proc.) osoby mające powyżej 50 lat (50 proc.), ankietowani o wykształceniu wyższym (44 proc.) oraz respondenci z miast liczących do 200 tysięcy mieszkańców (45 proc.) - zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.

Według prof. Wawrzyńca  Konarskiego, politologa z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, wyniki sondażu pokazują, że łącznie aż dwie trzecie badanych ma wątpliwości co do istnienia w Polsce trójpodziału władzy. - To wynik znamienny, jeśli skonfrontować go z narracją stosowaną tu przez polityków obozu rządzącego, wedle których przeprowadzane zmiany o charakterze prawno-ustrojowym mają służyć upodmiotowieniu społeczeństwa i reformowaniu państwa. Można sądzić, że w istocie jest zupełnie inaczej, to zaś będzie przekładało się najpierw na petryfikację podziałów socjo-politycznych w polskim społeczeństwie, a w dalszej perspektywie na ich pogłębianie. Dalszemu przekonaniu władz o konieczności kontynuacji działań rozpoczętych po wygranych wyborach w 2015 r., i pomijaniu przez nie ostrzeżeń w postaci krytycznych nastrojów społecznych, będzie towarzyszyć wzrost poczucia alienacji ze strony dużych grup społecznych wobec tychże władz i instytucji państwa. Wyrazem tejże może być eskalacja mowy nienawiści mogącej przechodzić w czyny nienawiści – kwituje prof. Konarski.

„John Locke uważał, że w takiej sytuacji, kiedy władza dokonuje zamachu na wolność i własność, a także na fundament ustrojowy, jakim jest podział kompetencji władzy, co powoduje utratę pokładanego w niej zaufania, lud jest upoważniony do nieposłuszeństwa. Także Monteskiusz zgadzał się, że taka sytuacja uprawnia obywateli do oporu wobec władzy lub nawet usunięcia jej siłą” – przypomina Paweł Łepkowski.