Pracownicy ministerstwa pracy i polityki socjalnej z zarządzenia minister Jolanty Fedak z 11 grudnia 2008 r. dowiedzieli się, że związki zawodowe planują „sparaliżować lub utrudnić funkcjonowanie najbardziej newralgicznych sektorów infrastruktury państwa, w tym (...) administracji państwowej”.
Aby temu zapobiec, szefowa resortu zakazała m.in. organizowania w budynkach ministerstwa spotkań, szkoleń i wizyt. Wszelkie negocjacje z przedstawicielami związków zawodowych lub partnerami społecznymi miały się odbywać wyłącznie poza siedzibą główną urzędu.
Do czasu odwołania akcji protestacyjnych zorganizowanie jakiejkolwiek wizyty w siedzibie głównej i w innych obiektach ministerstwa wymagało zgody dyrektora generalnego resortu. Interesanci mogli wejść do budynku tylko w towarzystwie pracownika i po wizycie mieli być przez niego odprowadzeni.
[wyimek]Zamiast dialogu mamy odgradzanie się od społeczeństwa - Jacek Smagowicz, NSZZ „Solidarność”[/wyimek]
Minister zabroniła jeszcze m.in. blokowania wind i ćwiczenie procedur ewakuacyjnych. Poleciła urzędnikom wychodzącym z pokoju, zamykać go na klucz.
– Pismo zostało napisane na podstawie sugestii Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, które przekazało nam informacje o nasileniu w grudniu akcji protestacyjnych – mówi Bożena Diaby, rzecznik resortu. Według niej przypominanie o podstawowych środkach bezpieczeństwa i przepisach bhp to normalna praktyka we wszystkich ministerstwach.
Jacek Smagowicz, członek prezydium komisji krajowej NSZZ „Solidarność”: – Zamiast dialogu mamy odgradzanie się od obywateli. Dziś ktoś wchodzący do ministerstwa z ulicy jest traktowany jak intruz. Mogę tylko współczuć władzy, która boi się ludzi.
Według Andrzeja Radzikowskiego, wiceszefa Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, polscy politycy powinni wziąć przykład z krajów w Europie Zachodniej. – W Skandynawii jest znacznie więcej pikiet i akcji protestacyjnych niż u nas, a wejście do parlamentu czy jakiegokolwiek urzędu nie jest tak utrudnione jak w Polsce – mówi Radzikowski.
Pracownicy ministerstwa w nieoficjalnych rozmowach żartują z przesadnej troski swoich szefów. Wspominają, jak Izabela Jaruga-Nowacka kazała zamontować dodatkowe drzwi przed gabinetami kierownictwa resortu, a Anna Kalata zażądała kamery nad drzwiami do gabinetu, by widzieć, kto puka. – Nigdy jednak żaden minister nie pisał do nas osobiście w sprawie przestrzegania przepisów bhp – dodają.