Poseł PO Janusz Palikot podczas „happeningu społecznego” namawiał w środę do głosowania w wyborach prezydenckich na Bronisława Komorowskiego, a krytykował kandydata PiS Jarosława Kaczyńskiego.
Oficjalnie o zgodę na zajęcie miejskiego terenu na imprezę w Lublinie wystąpiła prywatna firma, której Palikot zlecił przygotowanie infrastruktury technicznej na happening (m.in. ustawienie sceny, nagłośnienie).
Jej właściciele nie zdradzają kwoty, na jaką opiewa umowa z posłem Platformy. Według nieoficjalnych informacji „Rz” impreza kosztowała kilkanaście tysięcy złotych. – Za same balony, które na koniec poszybowały w górę, trzeba będzie zapłacić prawie 2 tys. zł – zdradza jeden z organizatorów happeningu.
Tymczasem, zgodnie z przepisami, do prowadzenia kampanii uprawnione są wyłącznie komitety wyborcze, które muszą się rozliczyć z każdej wydanej złotówki.
Grzegorz Wójtowicz, pełnomocnik komitetu wyborczego Bronisława Komorowskiego, zapewnia, że nic nie wiedział o happeningu Palikota. – Nie upoważniałem nikogo do organizowania takiego wydarzenia – oświadcza.
[ramka][srodtytul]Rozmowa z Krzysztofem Lorentzem[/srodtytul]
[b]Rz: Czy wiec zorganizowany w Lublinie pod przykrywką happeningu był elementem kampanii wyborczej?[/b]
Krzysztof Lorentz, dyrektor zespołu kontroli finansowania partii politycznych i kampanii wyborczych KBW: Nie będę się wypowiadał na temat tej konkretnej imprezy, bo nie znam jej szczegółów.
Zasady prowadzenia kampanii wyborczej są takie: wszystko, co jest zachętą do głosowania na jednego kandydata lub zniechęceniem do innego, to element kampanii wyborczej, a uprawnione do jej prowadzenia są wyłącznie komitety wyborcze kandydatów. Na tym etapie, na którym jesteśmy, Państwowa Komisja Wyborcza nie jest uprawniona do dokonywania ocen konkretnych zdarzeń i ingerowania w czyjekolwiek działania.
[b]Dlaczego?[/b]
Ponieważ kontrolna funkcja PKW polega na badaniu sprawozdań finansowych komitetów i stwierdzeniu, czy wynika z nich, czy gospodarka finansowa komitetu była prawidłowa czy nie. Ale jest to wyłącznie kontrola następcza, są to działania podejmowane po złożeniu sprawozdań, na co komitety mają trzy miesiące.
W toku kampanii poza wyjaśnianiem zasad prowadzenia i finansowania agitacji PKW nie ma uprawnień do oceniania konkretnych zdarzeń.
Jedynymi organami, które mogą w trakcie kampanii dokonywać ocen i ingerować w jej przebieg, są organy ścigania, które wkraczają wtedy, kiedy zostanie naruszone prawo.
[b]Czy każda forma agitacji za kandydatem na prezydenta RP powinna zostać wymieniona w sprawozdaniu finansowym jego komitetu?[/b]
Jeśli była organizowana przez komitet wyborczy i pociągnęło to za sobą jakieś skutki finansowe, to oczywiście tak. Ale takie działania należy podejmować za wiedzą i zgodą pełnomocnika komitetu. Jeśli taką zgodę się ma, to należy zaliczyć taką działalność do wydatków komitetu i powinny być one pokryte z jego środków własnych.
Zupełnie inna sytuacja jest wtedy, gdy taka działalność odbywa się bez wiedzy i zgody pełnomocnika i jest prowadzona przez inny podmiot. Wtedy komitet za nią nie może ponosić odpowiedzialności.
Takich działań PKW nie kontroluje, bo skoro nie podejmował ich komitet wyborczy, to nie znajdą się one w jego sprawozdaniu finansowym, które bada PKW.
[b]Co jeśli do takiej agitacji dochodzi bez zgody pełnomocnika komitetu wyborczego?[/b]
Od tego są właśnie przepisy karne ustawy o wyborze prezydenta RP. Art. 88j tej ustawy mówi, że „kto prowadzi kampanię wyborczą bez zgody komitetu, a koszt takiego działania wynosi od 5 tys. zł do 50 tys. zł, podlega grzywnie nie mniejszej niż koszt takiego działania”.
W przypadku gdy koszt takiego działania przekracza 50 tys. zł, karą jest grzywna w wysokości nie mniejszej niż koszt takiego działania oraz kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Ocena, czy do takiego zdarzenia doszło, jest jednak domeną organów ścigania i sądów.
[i]-rozmawiał Tomasz Nieśpiał[/i][/ramka]