Kiedy przed dziesięciu laty oswajaliśmy się z nowo wybranym Andrzejem Dudą, mogłem jeszcze w tym miejscu i pod tym samym nadtytułem wyrazić nadzieję, że może jeszcze zastanawia się nad kształtem prezydentury, może jeszcze się okaże, że chce być „prezydentem wszystkich Polaków”; także tych, którzy na niego nie głosowali.
Prezydent Karol Nawrocki nie pozostawił nawet tego cienia nadziei; już w dniu inauguracji zabrakło słowa uznania dla pokonanego rywala, nie było ręki wyciągniętej do jego zwolenników, a powołując się na wolę ponad 10 milionów Polaków, zapomniał, że prawie tyle samo głosowało przeciwko niemu. Zabrakło słowa nagany dla łobuzów usiłujących wybuczeć wicepremiera i ministra obrony narodowej podczas przekazania zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi. Zapomnieliśmy, jak prezydent Lech Kaczyński uciszył gorliwców zagłuszających wystąpienie marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Wracamy więc do „gorszego sortu”, jak w najsmutniejszym okresie panowania prezesa Jarosława? „Czyja władza, tego religia” – jak powiadano w średniowieczu.
Zamieszanie wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego
Jak będą wyglądały proponowane przezeń ustawy, pokazuje pierwsza z nich, powrót do pierwotnej koncepcji CPK. Do jakich kłopotów prowadzi budowa monstrualnych lotnisk, pokazują żałosne dzieje uruchamiania portu lotniczego Berlin-Brandenburg; mamy brać sobie na kark podobne kłopoty, aby pokazać światu, że Polska to „wielki projekt”?
A przecież przyszłość komunikacji powietrznej rysuje się mgliście: rosną koszty, ale nie liczba pasażerów. Popularne miejsca turystyki i wypoczynku są zapchane, a ich mieszkańcy protestują. Wzmaga się zanieczyszczenie powietrza, a samoloty elektryczne, to na razie fantazja. Przy tym ileż to razy gospodarka niemiecka jest silniejsza od polskiej, a „Lufthansa” większa od „LOT-u”?
Czytaj więcej
Zastanawiam się, ile razy Karol Nawrocki odwiedził plac budowy w Baranowie, ile razy zechciał spotkać się ze sztabem planistów, ile razy z zarządem...
Pięć lat szarpaniny. Czy wytrzyma ją rząd czy prezydent?
Czeka nas pięć lat szarpaniny, w której padnie albo rząd, albo prezydent. Jedynym dobrym jej skutkiem będzie opamiętanie; wreszcie zrozumiemy, że zwycięzca walki o prezydenturę pod sztandarem jednej ze skłóconych partii nigdy nie stanie się prezydentem narodu, tylko jej zwolenników. Jak zmienić konstytucję, aby wyeliminować polityków na rzecz postaci, które zdobyły autorytet w innych dziedzinach – społeczników, uczonych czy artystów – i przez ten apolityczny autorytet będą budować porozumienie? Ale jak znaleźć partię dość wielkoduszną, by stała się orędownikiem takiej zmiany?
Czytaj więcej
Wynik wyborów prezydenckich formacja Jarosława Kaczyńskiego próbuje przedstawiać jako czerwoną kartkę dla rządu i silny mandat prezydenta. Czy przy...