Skąd pomysł, żeby walczyć o przywództwo w PSL z Waldemarem Pawlakiem, niekwestionowanym faworytem waszych wyborów?
Janusz Piechociński, poseł PSL:
Zdecydowałem o tym już po wyborach prezydenckich, w których Waldemar Pawlak otrzymał wynik poniżej 2 proc. poparcia. Powiedziałem wówczas otwarcie, że czas na zmiany, bo jeżeli sami ich nie dokonamy, zrobią to nasi wyborcy.
Po słabych wyborach prezydenckich wyborcy i tak wpuścili PSL do Sejmu.
Wyłącznie dzięki ofiarnej pracy samorządowców. Bo w PSL to nie przywódca jest atutem, tylko nasi działacze terenowi. I to oni osiągnęli ten wynik w ostatnich wyborach parlamentarnych. Dlatego my, parlamentarzyści, powinniśmy im spłacać dług, rządząc dobrze, uczciwie, racjonalnie i nie ulegając pokusom władzy.
Obecne kierownictwo nie spełnia tych kryteriów?
Gdybym był usatysfakcjonowany tym, co się dzieje w PSL, nie stawałbym do walki o przywództwo.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Co się panu szczególnie nie podoba?
Nie krytykują moich kolegów poprzez media. Buduję program pozytywny. Jestem pierwszym kandydatem na prezesa PSL od 1991 roku, który idzie na kongres z gotowym programem naprawczym. Bo chcę przygotować naszą partią na nowe wyzwania które nadchodzą.
Nie spotkałam w PSL osoby, która dawałaby panu szansę na zwycięstwo, a Stanisław Żelichowski upiera się, że w Stronnictwie nigdy nie zmieniało się lidera na kongresie.
Może za mało się pani spotyka i rozmawia z ludowcami. Na kongresach w latach 1990 i 1991 dokonywaliśmy wymiany liderów. Później było tak, jak mówi Stanisław, ale też nie było takiej sytuacji w PSL jak obecnie. Stronnictwo prowadzi politykę niewychylania się, kalkulując, że to nam da zawsze nasze 6 proc. i pozwoli wejść w koalicję raz z lewicą, raz z prawicą. To zaś gwarantuje wicepremiera oraz dwóch–trzech ministrów w każdym rządzie.
Może to jest pomysł na życie dla wąskiej grupy ludzi, którzy z tego mają profity i mogą się ustawiać w kolejce do rad nadzorczych lub po stołki wiceministrów, ale dla całej partii i naszych wyborców to jest marna alternatywa. Tymczasem idą ciężkie czasy, które wymagają nowej polityki. Dlatego w PSL potrzebujemy trzech drużyn: parlamentarnej, rządowej, która będzie koncentrowała się na sprawach społeczno-gospodarczych, i drużyny politycznej, która ruszy w teren i będzie prowadziła dialog z obywatelami.
Chce pan rozdzielić funkcję wicepremiera od funkcji prezesa partii?
Tak. Wicepremier i minister gospodarki zajmie się gospodarką, która trzeszczy, i będzie w niej jeszcze gorzej, a nie lepiej, a nowy prezes PSL – Stronnictwem, które wymaga odnowy. Ten podział ról to odpowiedź na ostatnie wydarzenia: pada OLT Express, a sądy nie są w stanie powstrzymać faceta, który naciąga tysiące ludzi...
Co ma do tego Pawlak?
Nie tylko Pawlak. Cały parlament, koalicja, w końcu Klub PSL i samo Stronnictwo. Takie sytuacje nie powinny się wydarzać i źle świadczą o skuteczności demokracji i polityki.
A przecież OLT Express to jest gospodarka, upadające firmy turystyczne to jest gospodarka, upadające firmy budowlane też. Rząd i minister gospodarki muszą być aktywni przede wszystkim na tym polu. A partią niech zajmie się kto inny.
Gdy lider partii nie jest członkiem rządu, to albo stara się rządzić z tylnego siedzenia, albo jest jedną nogą w koalicji, a drugą w opozycji.
Nie będzie tak, jeżeli zostanie spisana umowa koalicyjna, której teraz nie ma. Obu liderom było to na rękę, bo gdyby taka umowa powstała, to członkowie PO i PSL mogliby rozliczać z niej swoich liderów. A w tej chwili nie mogą.
Dlatego uważam, że należy podpisać umowę koalicyjną. I jeżeli zostanę prezesem PSL, to do tego doprowadzę.
Po co? Współpraca i tak jest w miarę harmonijna.
Bo nie chcę się domyślać, co premier powie w exposé, albo dowiadywać z gazet, że będzie nowe otwarcie. Główne kierunki działań powinny być uzgadniane na szczeblu koalicyjnym.
Jaki jest sens w tym, że jeden koalicjant zgłasza reformę emerytalną albo zmiany VAT nieuzgodnione z drugim koalicjantem?
Zawsze potem dochodzicie do porozumienia.
Ale koszty takich publicznych negocjacji są większe. Po co dawać radość uczestniczenia w tym wszystkim opozycji? Tak się poważnej polityki nie uprawia.
Poza tym za chwilę, gdy dopadnie nas kryzys i zaleje fala bankructw, Donald Tusk jako inteligentny polityk przypomni, że za gospodarkę i bezrobocie odpowiada PSL. I wyznaczy nas do odpowiedzialności przed społeczeństwem.
Czy afera taśmowa będzie miała wpływ na decyzję kongresu PSL?
Raczej sposób, w jaki na nią reagujemy. Wydarzyło się coś, co ja traktuję wyjątkowo poważnie. Taśmy Władka Serafina pokazały takie PSL, którego nie chcą ani wyborcy, ani nasze doły partyjne.
Działacze już usłyszeli z ust Pawlaka, że winne w tej sprawie są dwie osoby, czyli Marek Sawicki i Andrzej Śmietanko. A reszta jest czysta jak łza. Czy to nie jest dobra strategia?
Jeżeli Marek Sawicki stracił stanowisko ministra rolnictwa za to, że nieskutecznie nadzorował Agencję Rynku Rolnego i Elewarr, to pytam, kto dziś odpowiada za to, że pani Magdalena Kosel, szefowa gabinetu politycznego ministra rolnictwa, która zawaliła nadzór właścicielski, bo była w radzie nadzorczej Elewarru, wzięła 30 tys. zł odprawy za kilka dni nieobecności w pracy i wróciła na swoje miejsce. To co, z własnych błędów nie wyciągamy wniosków?
Kilka dni temu rolnicy z Wielkopolski rozdali kilka ton ziemniaków, których nie ma kto kupić po 15 groszy za kilogram, a członek PSL – znany, rozpoznawany, były minister i ważna postać – nie chciał pracować za 28 tys. zł.
To co ci rolnicy sobie myślą? Co myślą ci bez pracy, z niskimi pensjami i emeryturami? A zaznaczam, że za chwilę trzeba będzie kolejny raz ciąć wydatki, bo nadciąga kryzys. A my mówimy „nic się nie stało". Stało się, stało i to niemało.
Może afera taśmowa spadła Pawlakowi z nieba, bo dzięki niej pozbył się groźnego rywala przed kongresem?
Afera taśmowa nikomu nie jest na rękę. Uderzyła w całą polską politykę i w całe PSL, bo pokazuje, że zjawiska, którymi się brzydzimy, jednak u nas wystąpiły. To zabrało nam nie tylko połowę procentów w sondażach, ale też cofnęło proces pozyskiwania zaufania społecznego. Będziemy mieli wielki problem, jeżeli nie zmienimy przywództwa i zachowań. Jeżeli będziemy bronić takich patologicznych zachowań w arogancki sposób.
To dlaczego Pawlak na zjeździe PSL w Katowicach wskazał palcem Sawickiego?
Nie sądzę, by chodziło o walkę z rywalem, raczej o odwrócenie uwagi. Przypomnę, że Sawicki to wiceprezes i przez pięć lat najbliższy współpracownik Waldemara w rządzie. W wymiarze politycznym za to, co się stało, wobec nie tylko Stronnictwa, ale i opinii publicznej odpowiedzialność ponosi też nasz wicepremier.
To już pana trzecie podejście do stanowiska prezesa PSL. Co będzie gdy znowu pan przegra?
Wygram ten kongres, bo gwarantuję delegatom nową jakość w polityce. Polsce potrzebny jest aktywny i lepszy PSL.W 1997 mówiłem o budowie PSL jako chrześcijańsko ludowej formacji polskiego centrum , dzisiaj mówię o odnowie PSL i całej polskiej polityki.
A jeżeli delegaci nie chcą nowej jakości? Może Pawlak i jego polityka im odpowiadają?
To wówczas niemożliwe stanie się możliwe - wyborca pokaże nam czerwoną kartkę. Nie chcę być złym prorokiem, ale nie chciałbym żeby przy następnych wyborach dla 90 proc. wyborców największym sukcesem było odsunięcie PSL od władzy, tak jak w 2007 roku było nie wpuszczenie Samoobrony do Sejmu. Jeżeli taka atmosfera się wytworzy, to taki scenariusz , zły dla polskiej polityki , się zrealizuje.
—rozmawiała Eliza Olczyk