Po burzliwej awanturze w Sejmie wokół  sprawy związków partnerskich, w rządzie rozgorzała dyskusja na temat procedur i kwestii prawnych.

Jak nieoficjalnie dowiedziała się „Rz", tuż po posiedzeniu Rady Ministrów rozmawiali o tym wczoraj premier Donald Tusk z członkami rządu m.in. ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem.

Wątpliwości powstały po piątkowej wymianie ciosów między premierem i Gowinem podczas sejmowego głosowania nad projektami o związkach partnerskich.

Minister sprawiedliwości, wywołany do odpowiedzi przez opozycję, stwierdził, że wszystkie trzy projekty ustaw (dwa lewicy i jeden Platformy) są niezgodne z konstytucją.

Chwilę później z sejmowej mównicy jego słowa „prostował" premier, mówiąc, że Gowin wygłosił „osobistą opinię w tej sprawie", bo nie ma stanowiska rządu w tej sprawie.

„Rz" ujawniła w poniedziałek, że to Kancelaria Premiera w rozsyłanym do wszystkich ministerstw porządku obrad wyznaczyła resort sprawiedliwości jako właściwy do zabrania głosu w sprawie związków partnerskich.

– Zasady są jasne, opisane w regulaminie prac Rady Ministrów – odpowiada Paweł Graś, rzecznik rządu na pytanie, kto reprezentuje rząd. Regulamin w paragrafie 47 pkt 1 głosi, że „członkowie Rady Ministrów(...) biorą udział w pracach parlamentarnych i, w granicach udzielonych im upoważnień, przedstawiają stanowisko Rady Ministrów oraz prezentują opinie, udzielają wyjaśnień, zgłaszają wnioski (...) zgodnie ze stanowiskiem Rządu."

Tusk odcina się od Gowina ws. związków partnerskich

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Co w przypadku gdy – tak jak w piątek – rząd nie ma stanowiska? Graś dopytywany czy zdecydowano o tym wczoraj  ucina: – Obrady Rady Ministrów odbywają się w trybie niejawnym.

Wielkie emocje budzi też sprawa ekspertyz prawnych, na które powołują się przeciwnicy odrzuconych projektów ustaw o związkach partnerskich, w tym m.in. minister sprawiedliwości.

Zwłaszcza że szef Klubu PO Rafał Grupiński publicznie zwrócił się do Gowina o ujawnienie ekspertyz, na które powołują się przedstawiciele ministerstwa. Podał także w wątpliwość ich istnienie, mówiąc, że  Gowin oparł się na „opiniach swojego PiS-owskiego otoczenia w ministerstwie".

Zarówno Gowin, jak i  jego zastępca Michał Królikowski, uzasadniając negatywne stanowisko w sprawie projektów ustaw o związkach partnerskich, odnosili się do ich niezgodności z artykułem 18 konstytucji. Stanowi on, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej".

– Minister wyraził swoje stanowisko na podstawie opinii przedstawionych do projektów m.in. przez I prezesa Sądu Najwyższego, opierał się też na linii orzeczniczej Trybunału Konstytucyjnego dotyczącej art. 18 ustawy zasadniczej oraz na poglądach wyrażanych wielokrotnie przez wybitnych profesorów prawa – powiedziała wczoraj wieczorem rzeczniczka Gowina, Patrycja Loose.

Jak dowiedziała się „Rz", chodzi m.in. o publikowane w wydawnictwach prawniczych artykuły: byłego wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Mączyńskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz dr. Bolesława Banaszkiewicza z Uniwersytetu Warszawskiego.

Co znajduje się w stanowisku Sądu Najwyższego? Zgodnie z nim instytucjonalizacja konkubinatu jako osób różnych płci nie jest potrzebna, gdyż mogą one zawrzeć małżeństwo. Wyklucza także wprowadzenie regulacji analogicznej lub bardzo podobnej do małżeństwa dla osób tej samej płci bez zmiany art. 18 konstytucji.

Nie wyklucza natomiast wycinkowych regulacji, np. majątkowych aspektów związków partnerskich jako osób bliskich, z tym że zastrzega, iż nie mogą one tworzyć nowego „stanu cywilnego".

Właśnie na art. 18 konstytucji powoływał się w sejmowym wystąpieniu wiceminister Królikowski. Wskazał on, że m.in. przez umiejscowienie go w rozdziale I, traktującym o zasadach ustroju RP, art. 18 ma szczególną pozycję,  nakłada na państwo obowiązek ochrony instytucji małżeństwa oraz tworzenia istotnej jakościowej różnicy między małżeństwem a związkami nieformalnymi.

Tych unormowań nie można zatem kwestionować z perspektywy zasad równości czy zakazu dyskryminacji. Z art. 18 wynika więc zakaz takiej instytucjonalizacji związków hetero- i homoseksualnych.

Przy tej okazji przypomniano, że w trakcie prac konstytucyjnych prof.  Piotr Winczorek, ekspert sejmowej komisji przygotowującej konstytucję w 1997 r., twierdził, że nie ma potrzeby dookreślania „małżeństwa" jako związku kobiety i mężczyzny, dlatego że nie jest możliwe, by inny związek mógł być nazwany małżeństwem – to pojęcie jest bowiem utrwalone w kulturze prawnej od czasów rzymskich.

Opinii negatywnych jest więcej. Prokuratoria Generalna w swym stanowisku zwróciła uwagę, że projekty powielające w wielu miejscach prawo małżeńskie można potraktować jako obejście przepisów o zawieraniu małżeństwa. W podobnym zresztą tonie wypowiadał się w niedawnej rozmowie z „Rz" prof. Andrzej Zoll, były prezes TK.

– Związek partnerski ułatwia obejście pewnych spraw, które występują w małżeństwie, czyli np. rozwodu. Jeśli w związku są dzieci, przy rozwodzie bierze się pod uwagę dobro dziecka – wskazywał.

Jednak kilku prawników ma inne stanowisko. Genowefa Grabowska, konstytucjonalistka z Uniwersytetu Śląskiego, uważa, że szczególna ochrona małżeństwa nie wyklucza uregulowania związków partnerskich, a odwoływanie się do art. 18 świadczy o słabości argumentacji przeciwników regulacji związków partnerskich. Prof. Mirosław Wyrzykowski, sędzia TK w stanie spoczynku, podkreśla zaś, że art. 18 nie pozwala wyciągać wniosku, iż związek kobiety i mężczyzny jest jedyną możliwą podstawą rodziny: mogą nią być także związki osób tej samej płci. Zwolennicy związków partnerskich powołują się na opinię dr. Ryszarda Piotrowskiego, konstytucjonalisty z UW, który wskazuje, że wykładnia art. 18 wykluczająca inne wspólnoty obywateli tylko dlatego, że istnieje szczególna regulacja małżeństwa, osłabiałaby uprawnienia obywateli i ich wspólnot, zamiast je umacniać.