Na dziewięć dni przed posiedzeniem Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego wśród ludowców toczy się dyskusja, czy delegaci mogą głosować nad wotum zaufania dla prezesa, skoro takiej procedury nie ma w regulaminie.

– Już się zaczyna kombinowanie ludzi Piechocińskiego, jak by go tu uratować, że niby on sam nie może wnioskować o wotum zaufania dla siebie – mówi prominentny działacz PSL. – W razie czego z sali zgłosimy wniosek o to głosowanie.

Poseł Stanisław Żelichowski potwierdza, że właściwie nie wiadomo, czy na zebraniu rady dojdzie do głosowania w sprawie prezesa.

– Co prawda prezes złożył w tej sprawie publiczną deklarację i ci, którzy przyjadą, będą oczekiwali głosowania – mówi poseł PSL. – Odwołanie tej procedury byłoby dla prezesa kompromitujące.

Tak czy inaczej, do głosowania w sprawie całego Naczelnego Komitetu Wykonawczego, którego szefem jest Piechociński, i tak dojdzie.

Żelichowski spodziewa się bowiem, że Waldemar Pawlak zgłosi wniosek o poszerzenie NKW o regionalnych liderów.

– A więc nie obejdzie się bez burzy na tej Radzie Naczelnej – zaznacza szef warmińsko-mazurskiego PSL.

Jeśli mimo wszystko dojdzie go głosowania nad wotum zaufania, to wcale nie znaczy, że Piechociński straci fotel prezesa.

W każdym razie Pawlak zarzekał się w wywiadach, że nie będzie walczyć o to stanowisko. A w partii jego sejmowa szarża została przyjęta z mieszanymi uczuciami.

Mazowsze, skąd Pawlak jest posłem, jest zachwycone, że nareszcie ktoś odważy się potrząsnąć PO. Ale duża część działaczy uważa, że w trudnej sytuacji politycznej partia potrzebuje jedności, a akcja Pawlaka ją zburzyła.

Wojny nie są nikomu potrzebne, bo PSL musi dobrze przygotować się do wyborów samorządowych. Panuje powszechna obawa, że w wielu sejmikach nie da się utrzymać władzy dzięki koalicji z PO i konieczne będzie albo dobranie trzeciego koalicjanta, albo w ogóle zmiana układu rządzącego.

A to właśnie przez sejmiki przechodzi najwięcej unijnych pieniędzy, rozdzielanych na inwestycje w województwie, i PSL chciałoby utrzymać nad tym kontrolę.

Żelichowski mówi co prawda, że w Warmińsko-Mazurskiem przewaga PO–PSL nad opozycją jest tak duża, iż nawet utrata kilku mandatów przez PO – bo gorszy wynik partii Donalda Tuska jest powszechnie spodziewany – nadal pozwoli na utrzymanie władzy w sejmiku. Ale już Eugeniusz Kłopotek uważa, że w Kujawsko-Pomorskiem konieczne będzie dobranie trzeciego koalicjanta. A Piotr Zgorzelski z Mazowsza nie wyklucza nawet utraty władzy PSL w tym województwie, które jest jednym z bastionów ludowców.

– Utrzymanie stanu posiadania będzie bardzo trudne – mówi Zgorzelski w rozmowie z „Rz". – Ciężko harujemy, żeby do tego nie doszło, ale PiS, które nam zagraża, nic nie musi robić, wystarczy, że nas krytykuje i krzyczy o sitwie.

Jednak gorsze wyniki w wyborach samorządowych wcale nie muszą się przełożyć na powyborcze odwołanie Piechocińskiego z funkcji prezesa. Zgorzelski twierdzi bowiem, że za wybory lokalne odpowiadają lokalne władze partii – szefowie powiatów i regionów. – Jeżeli będziemy kogoś rozliczać, to szefów regionów – mówi mazowiecki poseł PSL.

Tak więc jeżeli przeciwnicy Piechocińskiego nie odwołają go na lipcowej Radzie Naczelnej, to potem długo może im się nie nadarzyć kolejna okazja.