Deklarację taką złożył w czwartek na antenie RMF prezes NIK Marian Banaś. Chodzi o Kancelarię Premiera, Ministerstwo Aktywów Państwowych i MSWiA, które wiosną ub.r. decydowały o prezydenckich wyborach korespondencyjnych – zdaniem NIK – bez podstawy prawnej. Banaś nie chciał jednak zdradzić, kogo konkretnie zawiadomienie będzie dotyczyć.

Wybory prezydenckie w trybie korespondencyjnym miały się odbyć 10 maja 2020 r., ale do nich nie doszło. Jednak na przygotowania, w tym druk kart wyborczych, które trafiły do kosza, wydano 76 mln zł.

NIK w raporcie z kontroli (ogłoszonym tydzień temu) na organizatorach tych wyborów nie zostawiła suchej nitki – wytknęła im błędy i nadużycia prawa. Uznała, że organizowanie wyborów na podstawie decyzji administracyjnej premiera było pozbawione podstaw prawnych, bo jedynym uprawnionym do tego organem była PKW. Według NIK premier Mateusz Morawiecki bezprawnie więc wydał decyzje (m.in. z 16 kwietnia, na podstawie ustawy antycovidowej) polecające Poczcie Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych przygotowania do wyborów kopertowych. Już po fakcie na pozytywne dla siebie opinie zewnętrzne rząd wydał 149 tys. zł.

Kancelaria Premiera zakwestionowała ustalenia NIK. Twierdziła, że działania premiera i szefa KPRM były „w pełni legalne", a Izba nie wzięła pod uwagę sytuacji epidemicznej. „W decyzjach tych premier jedynie nakazał dwóm przedsiębiorcom publicznym rozpoczęcie techniczno-organizacyjnego przygotowywania się do głosowania korespondencyjnego" – wskazał CIR.

Tydzień temu prezes NIK złożył pierwsze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarządy Poczty i PWPW. Nie doniósł wtedy na polityków, tłumacząc, że nie ma jeszcze stanowiska ministra spraw wewnętrznych Mariusza Kamińskiego.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, na posiedzeniach Kolegium NIK (liczy 13 osób), gdzie omawiano i głosowano wystąpienia pokontrolne dotyczące „wyborów kopertowych", w ogóle nie padały wnioski dotyczące doniesień do prokuratury. Dlaczego więc prezes Banaś na to się zdecydował?

– To nie wygląda poważnie. Prezes NIK ma prawo kierować zawiadomienia do prokuratury, ale nie w ten sposób. Zapowiadanie na konferencji czy w radiu, że to zrobi, wygląda na grożenie palcem PiS i patrzenie, czy się cofną, czy też nie. To metody gangsterskie – utyskuje Wojciech Saługa, poseł KO, członek sejmowej komisji, która czuwa nad NIK.

Tego typu zachowanie nie podoba się też Janowi Łopacie, posłowi Koalicji Polskiej, również z tej komisji. – To jest przedstawienie, którego nie wypada robić prezesowi NIK w obronie siebie i własnej rodziny. Wydaje mi się, że prezes Banaś w końcu przeszarżuje. Co gorsza, suweren nie rozumie tych podchodów i za Banasiem się nie ujmie – ocenia poseł Łopata.

Marian Banaś został prezesem NIK jako kandydat PiS. Teraz toczy otwartą wojnę z partią. Kiedy „Superwizjer" pokazał, że jego kamienica jest wynajmowana osobom powiązanym z półświatkiem, PiS chciał zmusić Banasia do dymisji. On sam ma sprawę w prokuraturze o niejasności wokół majątku. W kłopotach przy okazji jest jego syn Jakub, którego mocno rozpracowują służby specjalne.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ