W poniedziałek w TVN24 wiceminister i poseł PO Sławomir Neumann oraz poseł Bartosz Kownacki z PiS dyskutowali o wysokich kwotach wydawanych przez urzędujących lub byłych ministrów na służbowe wyjazdy prywatnym autem.

- Radosław Sikorski będąc ministrem, a teraz marszałkiem ma swoje biuro poselskie, które funkcjonuje cały czas. I w jego imieniu mogą jeździć jego pracownicy w różne miejsca i także mogą być rozliczani tą kilometrówką. Tak te biura funkcjonują cały czas. Pracownicy jeżdżą w imieniu swoich posłów, którzy są np. w Warszawie na sesji parlamentu. To się też zdarza.

Dopytywany, czy pracownicy jego biura również w jego imieniu wyjeżdżali, potwierdził. - Oczywiście, że wyjeżdżają. Nie da się być wszędzie - podkreślał.

Z takim postawieniem sprawy nie zgodził się jednak Kownacki. - Pracownik biura nie może jeździć w imieniu posła - zaznaczył. - Dlaczego nie może - wtrącał się Neumann. - Nie może (pracownik - red.) pobierać pieniędzy z tego ryczałtu. Ja to sprawdziłem, bo jestem młodym posłem - tłumaczył poseł PiS.

Rzeczywiście, stanowisko Kancelarii Sejmu jest zbieżne z jego zastrzeżeniami. "Wydatki związane z przejazdami posła w związku z wykonywaniem mandatu poselskiego dotyczą wyłącznie przejazdów posła i nie można w ramach tego rodzaju wydatków rozliczać podróży pracowników bądź asystentów" - czytamy w przepisach.

Sprawę wątpliwości przy rozliczeniach poselskich kilometrówek ministrów przypomniał "Wprost", który sprawdził okres od 2007 r. do września 2014 r. Radosław Sikorski pełnił wówczas funkcję ministra spraw zagranicznych. "Ta posada wiąże się z całodobową opieką Biura Ochrony Rządu i możliwością jeżdżenia rządową limuzyną" - zaznacza tygodnik.

Jak dodaje, co najmniej od 2009 r. (od tego czasu są ujawniane oświadczenia) Sikorski wykorzystuje publiczne środki na podróże prywatnym autem. "Wprost" wylicza, że w 2009 r. z kasy Sejmu Sikorski pobrał 1245 zł, ale już rok później kwota urosła do ponad 21 tys. zł. W 2011 r. było już 26,5 tys. zł, w 2012 r. pobrał 19,1 tys. zł. W zeszłym roku wyszło niecałe 10 tys. zł.

Łatwo wyliczyć, że w 2011 r. - biorąc pod uwagę to, że za każdy przejechany kilometr własnym samochodem Sejm oddaje posłom 0,83 zł - Radosław Sikorski przejechał w celach służbowych... 32 tys. km - pisze "Wprost".

Tygodnik w piątek po południu wysłał marszałkowi Sejmu pytania m.in. o to, dokąd jeździł oraz jak to się stało, że wyjeździł tyle kilometrów. Rzeczniczka Sikorskiego przysłała "Wprostowi" krótką odpowiedź: „Radosław Sikorski zawsze oddzielał działalność poselską od funkcji ministerialnej. Nigdy nie używał samochodów służbowych, będących w gestii MSZ, do celów poselskich".

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Zdaniem "Wprostu", wypłaty na służbowe wyjazdy swoim samochodem dla Sikorskiego wyglądają dziwnie w zestawieniu z innymi najważniejszymi osobami w państwie ochranianymi przez BOR. Tygodnik przytacza przy tej okazji, że np. Grzegorz Schetyna jako wicepremier i szef MSWiA w 2009 r. nie wziął z Sejmu ani złotówki na poczet wyjazdów swoim samochodem. Jako marszałek Sejmu, nie korzystała z tego również Ewa Kopacz, a także ani grosza nie wzięli wicepremier Janusz Piechociński czy były premier Donald Tusk.

Wątpliwości dotyczą jednak nie tylko Sikorskiego. Tłumaczyć ze swoich wyjazdów muszą się także Bartosz Arłukowicz i Sławomir Neumann.