W 2015 roku na drogach zginęły 2904 osoby. To o 298 mniej niż rok wcześniej. Zmniejszyła się też liczba wypadków. W 2014 roku było ich 35 tys., a rok później 32,7 tys. Zdaniem służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo 2015 rok był najlepszy od kilkudziesięciu lat. Trudniej ustalić, czyja to zasługa.

Swoje zasługi w opublikowanym niedawno komunikacie podkreśliło Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD). Podlega Głównemu Inspektoratowi Transportu Drogowego i nadzoruje system około 400 fotoradarów. „Odnosząc się do 2011 r., tj. roku, w którym CANARD rozpoczęło swoją działalność kontrolną, wyraźnie widać, iż wcześniej zaobserwowany wzrost wypadkowości w Polsce uległ zatrzymaniu" – wynika z komunikatu.

Według danych CANARD w 2015 roku fotoradary zarejestrowały 1,1 mln naruszeń. Nałożono tylko 328 tys. mandatów, co wynikało m.in. z problemów ze zidentyfikowaniem pojazdu. Ale i tak CANARD twierdzi, że system się sprawdza. Zauważa, że od 2013 roku o 44 proc. spadła liczba ofiar śmiertelnych wypadków w miejscach, gdzie stoją fotoradary.

– Systemowe podejście do bezpieczeństwa w ruchu drogowym opiera się na czterech obszarach: edukacji, infrastrukturze, nadzorze, czyli m.in. fotoradarach, oraz ratownictwie medycznym – mówi rzecznik CANARD Łukasz Majchrzak. – Fotoradary odgrywają w tym systemie ważną rolę, bo jak wynika z badań, są bardzo skutecznym narzędziem poprawy bezpieczeństwa.

Sukces przypisuje sobie też policja. Na początku lutego komenda główna napisała w swoim komunikacie: „Bezpośredni wpływ na tak znaczącą poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym miała codzienna praca policjantów, którzy dysponując coraz większą ilością urządzeń, kontrolowali m.in. prędkość czy trzeźwość".

– Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo zawsze przypisują sobie ojcostwo sukcesu – mówi Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu Brd24.pl o bezpieczeństwie w ruchu drogowym. – Jednak tym razem wojnę na komunikaty można odczytywać jako próbę pokazania swoich zasług w obliczu tego, co z fotoradarami chce zrobić z PiS.

Z pierwszych informacji po objęciu rządów przez PiS wynikało, że GITD w całości może zostać wcielony do drogówki. W połowie stycznia minister infrastruktury Andrzej Adamczyk zasugerował jednak, że GITD pozostaje służbą podległą jego resortowi, a jedynie zadania związane z fotoradarami przejmie policja. – Wygląda to na kompromis w wojnie, którą resorty spraw wewnętrznych oraz infrastruktury toczyły o to, komu będzie podlegał GITD – komentuje Zboralski.

Rząd PiS będzie musiał podjąć też decyzję dotyczącą około 200 fotoradarów, które do niedawna obsługiwały straże gminne. 31 grudnia przestały działać w efekcie zmian w prawie, które wprowadził Sejm. Obecnie trwają rozmowy dotyczące przekazania GITD fotoradarów, ale tylko na terenie Warszawy.