Reklama

Wojna zamieciona pod dywan

W wielu krajach tezy Rona Asmusa o nowej Rosji, która definiuje się jako przeciwnik wartości zachodnich, mają posmak publicystycznej rewolucji.
Gruzin protestujący przed rosyjskim posterunkiem w Khati na zachodzie Gruzji (fot: AFP/Louisa GOULIA

Gruzin protestujący przed rosyjskim posterunkiem w Khati na zachodzie Gruzji (fot: AFP/Louisa GOULIAMAKI)

Foto: AFP

Politycy Zachodu flirtują sobie w najlepsze z Dmitrijem Miedwiediewem i Władimirem Putinem. Resetują stosunki, sprzedają nowoczesną broń, na wyprzódki podłączają się do rur z rosyjskim gazem, debatują nad przyjęciem Rosji do NATO. I to wszystko kilkanaście miesięcy po wojnie w Gruzji. Pierwszej od upadku ZSRR wojnie, w której rosyjskie wojska wkroczyły na teren niepodległego państwa.

W takim momencie ukazuje się książka amerykańskiego dyplomaty i eksperta ds. międzynarodowych, na dodatek związanego z demokratami, który pisze bardzo dobitne słowa o nowej Rosji. W Polsce nie brzmi to zaskakująco, ale w wielu krajach Zachodu tezy o nowej Rosji, która definiuje się jako przeciwnik wartości zachodnich, i to przeciwnik agresywny, mają posmak publicystycznej rewolucji. Pod adresem Rosji padają jeszcze określenia takie jak nacjonalizm czy rewizjonizm. A wojna z Gruzją o Osetię Południową to konflikt, w którym Rosja wystąpiła przeciwko Zachodowi. Stało się to na terenie kraju, którego prezydent Micheil Saakaszwili był (i chyba wciąż jest) najbardziej prozachodnim przywódcą w krajach poradzieckich, nie licząc państw bałtyckich, należących już szczęśliwie do UE i NATO.

Pozostało jeszcze 86% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama